Ujawniamy, kto chciał ułatwić wyjście z UE. Rosyjski polonez Bronisława Komorowskiego

„Proszę państwa, poloneza czas zacząć” – takimi słowami marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zachęcał w grudniu 2009 roku posłów z Komisji ds. UE do szybkiej pracy nad ustawą, w której wpisano możliwość opuszczenia Unii Europejskiej w wyniku głosowania zwykłą większością sejmową. Jak sprawdziła „GP”, treść projektu uzgodniono 9 kwietnia 2010 roku, dzień przed katastrofą smoleńską, w której zginął prezydent Lech Kaczyński. Przegłosowaną przez PO w październiku 2010 roku ustawę podpisał... jej inicjator, czyli Bronisław Komorowski, nowy prezydent RP. O całej sprawie, jako pierwszy pisał portal Niezalezna.pl.

fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Na wrześniowej konwencji PO w Płońsku Donald Tusk mówił: „PiS i Kaczyński chcą wyprowadzić Polskę z UE. Ja to wiem (...). Wczoraj był 17 września – ile jeszcze takich rocznic mamy sobie ufundować. (...) Unia w każdym wymiarze przeszkadza Kaczyńskiemu i PiS-owi. To, co ich powstrzymuje, to wyłącznie to, że 80 procent Polaków jest przeciwko (wyjściu z UE)”. I dodawał, iż do wyprowadzenia Polski z Unii „wystarczy jedno nocne głosowanie” i nawet zwykła większość głosów.

„Propozycja jest bardzo prosta” – powiedział Tusk, zwracając się do szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Wyjaśnił, że można zmienić jeden zapis w konstytucji. Przypomniał, że artykuł 90. Konstytucji RP zakłada, iż umowę międzynarodową, na podstawie której Polska może przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach, ratyfikuje się większością 2/3 w parlamencie. Dlatego lider PO zaproponował, by wpisać do konstytucji, że wypowiedzenie umowy z UE też wymaga większości 2/3. 

„To jest bardzo proste przedsięwzięcie”.
- podkreślał Tusk.

Tyle że zapis o tym, iż Polskę można wyprowadzić z UE zwykłą większością głosów w Sejmie, wprowadzono za rządów PO. I to w czasie, gdy Donald Tusk był premierem. Co więcej – jak ustaliła „Gazeta Polska” – inicjatorem aktu prawnego ułatwiającego wyprowadzenie Polski z UE był ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Chodzi o tzw. ustawę o współpracy Rady Ministrów z Sejmem i Senatem w sprawach związanych z członkostwem Rzeczypospolitej Polskiej w Unii Europejskiej, zwaną też ustawą „koordynacyjną” lub „kooperacyjną”.

O kulisach całej sprawy, jako pierwszy pisał portal Niezalezna.pl.

„Poloneza czas zacząć”

Jest 3 grudnia 2009 roku. Na posiedzeniu sejmowej Komisji ds. Unii Europejskiej dochodzi do niecodziennej sytuacji, gdyż pojawia się na nim sam marszałek Sejmu, czyli Bronisław Komorowski, który nie miał w zwyczaju zaszczycać swą obecnością posiedzeń komisji sejmowych. Na sali prócz posłów pojawił się też m.in. Mikołaj Dowgielewicz, sekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, który po katastrofie smoleńskiej otwarcie zacznie mówić o poparciu Polski dla wstąpienia Rosji do Światowej Organizacji Handlu.

Komorowski od razu przeszedł do rzeczy: 

„Proszę państwa, poloneza czas zacząć. Tak wygląda sytuacja, Traktat Lizboński przeszedł i wchodzi w życie, i musimy wszyscy zastanowić się, w jaki sposób dokonać implementacji traktatu także w warunkach polskich (...). To może oznaczać także konieczność powściągania różnorakich ambicji albo konieczność podkreślania znaczenia mechanizmów demokratycznych, które zawsze muszą być bardzo skutecznie używane tam, gdzie wchodzi w grę choćby nawet konieczna, cząstkowa, ale jednak świadoma rezygnacja z jakiejś cząstki suwerenności”. 

Wyjaśnił, że chodzi o nowelizację ustawy „koordynacyjnej”: 

„Przedstawiłem wszystkim czterem klubom parlamentarnym już chyba ponad półtora miesiąca temu dwuwariantową propozycję nowelizacji ustawy koordynacyjnej z 2004 roku z prośbą o zajęcie stanowiska przez środowiska polityczne i ewentualnie wyjście z inicjatywą ustawodawczą. Dlatego, że marszałek sam z siebie nie ma możliwości zgłoszenia do pracy projektu ustawy czy nowelizacji ustawy”.

Potem Komorowski jeszcze raz podkreślił, że sam przygotował już dwie wersje takiej ustawy. Ówczesny szef Komisji ds. Unii Europejskiej, poseł Stanisław Rakoczy z PSL, od kwietnia do października 2009 roku kierujący sejmową Komisją ds. Służb Specjalnych, z nadzwyczajną gorliwością przychylił się do propozycji Komorowskiego. 

Dziękuję panu marszałkowi. Panie marszałku, zanim rozpocznę dyskusję, pragnę poinformować, że nad sprawą debatowaliśmy na ostatnim posiedzeniu prezydium Komisji i chciałbym w imieniu prezydium Komisji zakomunikować, że wyrażamy wolę i chęć wyjścia z inicjatywą ustawodawczą, korzystając na początku naszych prac z tych propozycji, które już istnieją, w celu wypracowania takiej kompromisowej i do przyjęcia dla wszystkich propozycji, którą chcielibyśmy Wysokiej Izbie jak najszybciej przedłożyć. Jeżeli będzie zgoda pana marszałka, możemy zacząć bardzo szybko, powołując choćby na dzisiejszym posiedzeniu podkomisję, która zajęłaby się przygotowaniem projektu.
- zadeklarował.

I faktycznie: jeszcze tego samego dnia podkomisja została powołana. Jej szefem został wspomniany już Rakoczy, wiceszefami zaś postkomunista Tadeusz Iwiński z SLD, Andrzej Gałażewski z PO oraz Karol Karski z PiS, który – zaznaczmy – w sierpniu 2010 roku, w głosowaniu w Sejmie, opowiedział się przeciw zainicjowanej przez Komorowskiego nowelizacji. 

To było ponad 11 lat temu, więc nie pamiętam, kto odgrywał główną rolę w powstawaniu tej ustawy. Nie sądzę jednak, żeby był to poseł Rakoczy.
- mówi nam Karol Karski.

Na marginesie dodajmy, że nie była to wówczas jedyna nietypowa aktywność Bronisława Komorowskiego. Niedługo po grudniowym posiedzeniu Komisji ds. UE z jego udziałem biuro ówczesnego marszałka Sejmu zaczęło rozsyłać do posłów Komisji Obrony Narodowej reklamę spółki MAW Telecom, która wygrała przetarg na remont rządowych Tu-154...

„GP” prześledziła dokładnie proces legislacyjny ws. ustawy „kooperacyjnej”. Prace były intensywne, bo już 12 marca 2010 roku ustawa była w dużej mierze gotowa, a Stanisław Rakoczy zapewniał, że na przełomie marca i kwietnia jej pisanie zostanie zakończone. Polityk PSL podkreślał: 

„Ta ustawa musi być przyjęta w takiej lub innej formie, z poprawkami lub bez, ponieważ żyjemy już w tej chwili pod rządami Traktatu z Lizbony i pewne zmiany muszą być wprowadzone”.

Dzień przed Smoleńskiem

7 kwietnia podkomisja przygotowująca ustawę przyjęła projekt, a 9 kwietnia 2010 roku – dzień przed katastrofą smoleńską – na zebraniu sejmowej Komisji ds. UE jej szef Stanisław Rakoczy napominał: 

„Bardzo się cieszę, że jesteśmy w tak licznym gronie, jednocześnie mam dzisiaj olbrzymią prośbę, żeby nie opuszczać posiedzenia w jego trakcie, dlatego, że na koniec będziemy przyjmować w drodze głosowania projekt nowej ustawy. Bardzo proszę, żebyśmy wszyscy byli obecni podczas tego aktu”.

Treść ustawy zaakceptowano.

Katastrofa smoleńska, w której zginęła m.in. zasiadająca w sejmowej Komisji ds. UE Grażyna Gęsicka z PiS, nie wstrzymała procesu legislacyjnego dotyczącego ustawy „kooperacyjnej”. Już 28 kwietnia 2010 roku Komisja przyjęła projekt ustawy, przy 13 głosach „za”, 6 „przeciw” i 4 wstrzymujących się.

Jeszcze tego samego dnia w druku nr 3000, którego adresatem był Bronisław Komorowski, poseł Stanisław Rakoczy pisał:

„Szanowny Panie Marszałku, na podstawie art. 32 ust. 2 regulaminu Sejmu Komisja ds. Unii Europejskiej wnosi projekt ustawy o współpracy Rady Ministrów z Sejmem i Senatem w sprawach związanych z członkostwem RP w Unii Europejskiej. Do reprezentowania stanowiska Komisji w pracach nad projektem ustawy został upoważniony poseł Stanisław Rakoczy”.

W art. 22 skierowanej do Komorowskiego nowelizacji czytamy m.in.:

„1. Do wystąpienia z Unii Europejskiej stosuje się odpowiednio przepisy art. 14 i art. 15 ust. 1 i 2. 2. Przedłożenie Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej projektu decyzji o wystąpieniu z Unii Europejskiej jest dokonywane po uzyskaniu zgody wyrażonej w ustawie”.

Art. 14 i art. 15 ust. 1 i 2 mówią o tym, że decyzje w sprawie stanowiska RP podejmuje „Prezydent RP, na wniosek Rady Ministrów, za zgodą wyrażoną w ustawie”. A sformułowanie „w ustawie” rozumie się jako zwykłą większość głosów. Umożliwiono więc to, przed czym dziś przestrzega Tusk: opuszczenie Unii Europejskiej w wyniku „zwykłego” głosowania i zgody prezydenta. A zatem nie wymagana jest większość ustawowa (co najmniej 231 posłów) ani większość kwalifikowana (na przykład w celu wyrażenia zgody na ratyfikację umowy międzynarodowej przekazującej organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach wymagane jest 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów).

5 sierpnia 2010 roku, dzień przed złożeniem przysięgi prezydenckiej przez Komorowskiego, Sejm głosował nad całością projektu ustawy. Przyjął go głosami Platformy Obywatelskiej, Lewicy i PSL przy sprzeciwie Prawa i Sprawiedliwości. 8 października 2010 roku przyjęto w izbie niższej część poprawek Senatu, po czym 12 października ustawę przekazano do podpisu prezydenta. Bronisław Komorowski podpisał ją 28 października 2010 roku.

Przypomnijmy: był to jednocześnie czas niezwykle silnego zbliżenia Warszawy z Moskwą, którego atmosferę dobrze oddają nagłośnione niedawno słowa Komorowskiego o fraternizowaniu się z prezydentem Rosji przy „wódce i śledziu” w grudniu 2010 roku. Takich gestów przyjaźni było wówczas tyle, że nie sposób ich wszystkich wyliczyć. Na przykład 1 września 2010 roku podczas roboczych posiedzeń w polskim MSZ obecny był... minister spraw wewnętrznych Rosji, Siergiej Ławrow. Po raz pierwszy w praktyce stosunków dwustronnych szef rosyjskiej dyplomacji wziął udział w naradzie polskich ambasadorów i stałych przedstawicieli. Ławrow wygłosił nawet przemówienie do szefów misji dyplomatycznych RP, którzy codziennie biorą udział w realizacji kursu polityki zagranicznej. Z kolei 19 maja (w dniu ogłoszenia raportu MAK) wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew i prorektor Uniwersytetu Warszawskiego prof. Tadeusz Tomaszewski podpisali porozumienie o programie stypendialnym dla studentów zajmujący się relacjami polsko-rosyjskimi w dziedzinie gospodarki i historii. „To, co dobre dla Gazpromu, jest dobre dla całego świata” – mówił Miedwiediew podczas wykładu dla polskich studentów.

Jak ujawnił Antoni Macierewicz, w planach Donalda Tuska było też podpisanie umowy wojskowej z Rosją. 

To porozumienie wojskowe, które chciał zawrzeć pan Donald Tusk, między Polską i Rosją, porozumienie, w ramach którego miały być podejmowane wspólne działania zbrojne, nazwane pokojowymi, przez Polskę i Rosję. Ten dokument istnieje, wstępne rozmowy zostały przeprowadzone, na szczęście nie doszło do ich dokończenia. Umowa miała być podpisana w maju 2010 roku.
- twierdzi Macierewicz.

W grudniu 2010 roku do Polski przyjechał prezydent Dmitrij Miedwiediew. Witany czołobitnie przez polskich polityków z PO i SLD, spotkał się z Bronisławem Komorowskim, który stwierdził: „Niedobra posucha w relacjach polsko-rosyjskich dobiegła końca”.

Cały tekst Grzegorza Wierzchołowskiego na ten temat ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska” dostępnym w sprzedaży od środy 6 października.


 

 

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska

#Gazeta Polska

Grzegorz Wierzchołowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo