Jourová, Reynders, Gentiloni… Ekspert prawa międzynarodowego: KE uruchamia swoich harcowników

- KE uruchamia takich swoich „harcowników”. A to pani Věra Jourová coś powie i pokrzyczy na Polskę, a to inny komisarz. Wypowiedzi poszczególnych członków KE nie mogą być utożsamiane ze stanowiskiem Komisji dot. KPO, który Polska zgodnie z prawem  złożyła i już przedyskutowała z KE - oceniła w rozmowie z Niezalezna.pl ekspert prawa międzynarodowego prof. Genowefa Grabowska.

Czwartkowa wypowiedź komisarza UE ds. gospodarczych Paolo Gentiloniego ws. przeciągających się negocjacji z polskim rządem w kwestii oceny Krajowego Planu Odbudowy (KPO) wywołała burzę komentarzy. Gentiloni tłumacząc urzędniczą obstrukcje, wskazał na „problem” z polską praworządnością, wolnością mediów oraz kwestię nadrzędności prawa UE nad prawem krajowym. 

Komentując słowa Paolo Gentiloniego, ekspert prawa międzynarodowego prof. Genowefa Grabowska podkreśliła w rozmowie z Niezalezna.pl, że dotychczas nie ma decyzji KE ws. oceny przedłożonego przez Polskę planu dot. Funduszu Odbudowy. - Fundusz ten w Unii uruchomiony jest po raz pierwszy. Jest to 750 mld dol. pochodzących z pożyczek, które KE ma zaciągać, a więc z pieniędzy zewnętrznych, oprocentowanych nisko, które trzeba będzie zwrócić - zaznaczyła. - Należy oddzielić ten fundusz od unijnego budżetu, bo to są dwie różne sprawy - dodała.

- W lutym br. PE i Rada Unii Europejskiej wydały specjalne rozporządzenie (Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności-red.), które precyzowało na co środki z Funduszu Odbudowy państwa członkowskie mogą przeznaczyć. Wymieniono tam pięć bardzo ogólnych kategorii i krajowe plany odbudowy miały w tych kategoriach przedłożyć konkretne projekty. Chodziło o gospodarkę cyfrową, transformację ekologiczną, wzrost i rozwój zatrudnienia, spójność społeczną, zdrowie i odporność oraz tzw. politykę „next generation”, czyli politykę na rzecz przyszłych pokoleń. Tylko na te pięć ogólnie zarysowanych celów można było w planach narodowych wpisać środki, które chcielibyśmy w ramach Funduszu Odbudowy uzyskać

- tłumaczyła Genowefa Grabowska.

Podkreśliła, że zadaniem KE jest ocena przedłożonych planów pod kątem zgodności z tym właśnie rozporządzeniem. - Komisja tylko i wyłącznie ma sprawdzić, czy państwa członkowskie występując o pieniądze, chcą je przeznaczyć na cele przewidziane w lutowym rozporządzeniu. Żadnych innych kryteriów w tym rozporządzeniu nie wpisano – wyjaśniała ekspert.

Zaznaczyła przy tym, że Komisja Europejska nie ma w tej sytuacji żadnych uprawnień decyzyjnych w zakresie przyznawania środków, ma jedynie ocenić zgodność formalną KPO z wymienionymi wyżej kryteriami. i w tej materii wydać opinię.

- Mówi się, że Komisja „zatwierdza”, a w rzeczywistości jedynie ocenia i opiniuje KPO, a następnie przesyła ten dokument do Rady Unii Europejskiej. Tam zasiadają przedstawiciele wszystkich państw członkowskich i tam nastąpi zatwierdzenie tego planu i skierowanie go do realizacji. Zanim więc nie otrzymamy jednoznacznej odpowiedzi Komisji, że np. polski plan jest niezgodny z rozporządzeniem nie możemy mówić, że Komisja się wypowiada tak, czy inaczej

- wskazała, dodając, iż negatywna ocena wymaga merytorycznego uzasadnienia.

Nasza rozmówczyni zwróciła jednocześnie uwagę na „warstwę polityczną” działań KE, która przejawia się z usiłowaniu powiązania już na etapie opiniowania kwestii praworządności z Funduszem Odbudowy. - Komisja próbuje niezgodnie z prawem wymusić na państwach członkowskich określone zachowania. Przejawia się to w powolnym, opieszałym działaniu, które oddala ostateczną opinię i wysyła polityczne „sygnały”, po to, by jakieś państwo poczyniło ustępstwa w innych dziedzinach, nie związanych z Funduszem Odbudowy - oceniła.

Dodała, że „sygnały” te nie są oficjalnym stanowiskiem całej KE, ale pochodzą od poszczególnych jej członków. - Powiedziałabym, że Komisja uruchamia takich swoich „harcowników”. A to pani Věra Jourová coś powie i pokrzyczy na Polskę, a to inny komisarz. Wypowiedzi poszczególnych członków KE nie mogą być utożsamiane ze stanowiskiem Komisji dot. KPO, który Polska zgodnie z prawem  złożyła i już przedyskutowała z KE - zapewniła prof. Grabowska.

Za błędne uznała „mieszanie dwóch rozporządzeń” (rozporządzenia ws. Instrumentu na rzecz Odbudowy i tzw. rozporządzenia ws. warunkowości). - Temu drugiemu poddane jest wydatkowanie pieniędzy pochodzących z całego budżetu UE. Tu na pierwszym planie jest prawidłowe wydatkowanie środków, dbałość o to, żeby środki te nie były malwersowane, żeby nie było korupcji, czy przy ich dystrybucji nie działał konflikt interesów itp. - zaznaczyła.

Przypomniała, że w rozporządzeniu o warunkowości „przewidziana jest specjalna procedura”, która musi poprzedzić ew. wstrzymanie środków. - Jednak to rozporządzenie - mimo, że weszło w życie 1 stycznia br. - nie działa, dlatego, że zostało zaskarżone do TSUE przez Polskę i Węgry, które uznały, że jest ono sprzeczne z traktatami. Dopóki TSUE tej sprawy nie rozpatrzy, to rozporządzenie nie może być stosowane - wyjaśniła.

Zdaniem prof. Grabowskiej nawet gdyby TSUE uznało, że rozporządzenie ws. warunkowości jest zgodne z traktatami, to KE jest zobowiązana opracować wytyczne, precyzując tym samym jak je stosować. - Nie możemy więc na razie stosować rozporządzenia o warunkowości, jednocześnie nie mamy żadnych przepisów, które pozwalałyby KE, czy jakiemukolwiek jej organowi wstrzymywać środki. Takich instrumentów prawnych po prosu w traktatach nie ma - podkreśliła.

Nasza rozmówczyni wypowiedzi poszczególnych komisarzy, które nazwała „harcami”, traktuje jako presję na Polskę, w celu „zmuszenia do wykonywania bliżej niesprecyzowanych i ciągle zmieniających się życzeń KE”.

Za „horrendalną” uznała sugestię wyrażoną przez komisarza Paolo Gentiloniego (o to samo apelował wcześniej komisarz D. Reynders) dot. wycofania przez premiera Morawieckiego wniosku z Trybunału Konstytucyjnego ws. oceny stosunku prawa krajowego do prawa unijnego.

- To jest bezprecedensowa próba wywierania wpływu na organy konstytucyjne państwa polskiego. (…) Nie można tak szantażować żadnego państwa, takie żądanie nie ma żadnego osadzenia w prawie europejskim. Poza tym, zasady prymatu prawa unijnego nad konstytucjami narodowymi nie ma w unijnych traktatach

- oceniła.

Zauważyła jednak, że zasadę tę „od wielu lat” próbuję forsować Trybunał Sprawiedliwości UE. - Pamiętajmy jednak, że wyroki, to nie jest prawo traktatowe, a TSUE nie ma kompetencji do stanowienia prawa, ani też do uzupełniania, czy zmiany traktatów. One nie mają bezwzględnej mocy wiążącej we wszystkich sprawach i nie są źródłem prawa. Są tylko środkiem pomocniczym, który może służyć interpretacji prawa i nic ponadto - tłumaczyła.

Prof. Grabowska przyznała, że „czeka ze spokojem na stanowisko całej KE”, jednak wyraziła obawę, że może to nie nastąpić „w najbliższym czasie”, skoro - jak donoszą media - urzędnicy unijni otrzymali polecenie „nie śpieszmy się”!

- Procedura opiniowania będzie więc nadal w zawieszeniu, w nadziei że Polska w końcu ustąpi i spełni dodatkowe oczekiwania wyrażone przez kilku komisarzy. I chociaż sytuacja prawna wokół KPO jest jasna, to dalsze zachowanie KE wobec Polski (a także Węgier) będzie wyłącznie efektem unijnych decyzji politycznych. Myślę jednak, że po okresie celowego zawieszenia procedur, KE „rzutem na taśmę” zaopiniuje pozytywnie nasz Krajowy Plan Odbudowy”

- podsumowała.

 

Źródło: niezalezna.pl

Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo