"Nie możemy powtórzyć błędów z 2015 roku". Niemcy obawiają się uchodźców z Afganistanu

Trudna sytuacja w Afganistanie wzmogła obawy Niemców. Obawiają się oni... uchodźców - a konkretnie: nieuporządkowanej migracji i powtórki chaosu sprzed lat. - Nie możemy powtórzyć błędów popełnionych w 2015 roku - mówi Armin Laschet, kandydat na kanclerza z CDU. Sama Angela Merkel ostrzega: "Wiele osób wyjedzie z Afganistanu".

Zdjęcie ilustracyjne
Filip Blazejowski/Gazeta Polska

"Będzie duży ruch migracyjny"

- Musimy zakładać, że będzie duży ruch migracyjny

 – powiedziała dziś na rządowej konferencji prasowej rzeczniczka ministra spraw wewnętrznych Horsta Seehofera (CSU). „W Unii widać szczególnie duże zaniepokojenie nowym kryzysem uchodźczym.

Upadek Kabulu przywołuje wspomnienia wojny domowej w Syrii, która zmusiła setki tysięcy ludzi do ucieczki. Już wtedy Afgańczycy byli drugą co do wielkości grupą szukającą azylu w Europie – przypomina „Tagesspiegel” i dodaje, że według UNHCR na całym świecie pod koniec zeszłego roku było 2,6 miliona afgańskich uchodźców, z czego 1,4 mln przebywało w Pakistanie, a 780 tys. w Iranie.

Niemieckie media piszą:

Przejęcie władzy przez talibów jest szczególnie groźne dla tych, którzy kierowali swój kraj ku nowoczesności: naukowców, kobiet, całego pokolenia młodych ludzi z zachodnim wykształceniem. Każdy, kto rozmawiał z takimi Afgańczykami w ostatnich latach, słyszał: jeśli wrócą talibowie, wszyscy odejdziemy

Nikt nie potrafi oszacować w tym momencie, ilu z 38 mln Afgańczyków faktycznie wyruszy w drogę w ciągu najbliższych kilku dni, tygodni i miesięcy.

- Wiele osób wyjedzie z Afganistanu

 – powiedziała Angela Merkel podczas szczytu CDU, który „miał dotyczyć przede wszystkim rozpoczęcia kampanii wyborczej czołowego kandydata na nowego kanclerza. Ale wydarzenia z Kabulu zmieniły scenariusz kampanii. Nawet szef skrajnie prawicowego AfD Jörg Meuthen zgadza się z tym, że Niemcy powinni ratować swoich lokalnych pracowników, którzy powinni być sprowadzeni wraz z rodzinami.

Uniknąć scenariusza sprzed sześciu lat

Armin Laschet, kandydat na kanclerza z CDU, przedstawił plan, zgodnie z którym Bundeswehra powinna ewakuować także inne grupy poważnie zagrożone przez talibów, „przede wszystkim kobiety, które prowadziły kampanię na rzecz wolnego Afganistanu, parlamentarzystów, obrońców praw człowieka, dziennikarzy”. W projekcie rządu federalnego, dotyczącego działań ratowniczych, przedstawionego przez Merkel liderom grup parlamentarnych, lista taka obejmowałaby ok. 10 tys. szczególnie zagrożonych osób, które Bundeswehra miałaby sprowadzić.

O ile politycy są zgodni co do potrzeby natychmiastowej ewakuacji szczególnie narażonych osób, nie ma wspólnego stanowiska w sprawie postępowania z uchodźcami. Alice Weidel (AfD) apeluje o zawieszenia prawa do azylu. Natomiast Annalena Baerbock, kandydatka na kanclerza z partii Zielonych, uważa, że kraje Unii Europejskiej powinny uzgodnić limity przyjmowania uchodźców wraz z USA i Kanadą.

Laschet, który jako jeden z nielicznych liderów CDU zawsze popierał kurs Merkel w sporze uchodźczym, jest zdania, że „Niemcy nie powinny teraz wysyłać sygnału, że wszyscy powinni przyjechać".

- Przede wszystkim potrzebna jest pomoc na miejscu w krajach sąsiadujących z Afganistanem, do których przybywa najwięcej uchodźców. (…) Nie możemy powtórzyć błędów popełnionych w 2015 roku. Dlatego Iran, Irak, a przede wszystkim Pakistan powinny uzyskać pomoc od Europejczyków w opiece nad uchodźcami z Afganistanu. Nie należy na ten cel szczędzić wydatków

 – uważa Laschet. Rozmawiał już na ten temat z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen.

Laschet uważa, że wciąż istnieją szanse, aby zapobiec scenariuszowi z 2015 roku. „Musimy zrobić wszystko co w naszej mocy, aby nie doszło do nieuporządkowanej migracji” – podkreślił polityk. Jednak nie jest pewne, czy na takie rozwiązania wystarczy funduszy.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

#Afganistan #uchodźcy #Niemcy

Michał Kowalczyk
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo