List otwarty Mateusza Kijowskiego do Adama Michnika pojawił się na stronie internetowej byłego lidera KOD.
Do publikacji dołączono pierwszą stronę „Gazety Wyborczej” - wydanie z 19 grudnia 2015 roku. Jak dowiadujemy się z treści listu, nie znalazła się tu przypadkiem.

„Wierzę, że wartości, które spowodowały, że się spotkaliśmy i polubiliśmy, nadal są dla nas obu ważne. Co prawda rok temu napisałeś, że nie znajdziesz w najbliższym czasie okienka, żeby ze mną porozmawiać, ale to na pewno wynikało z Twojego napiętego harmonogramu w obronie polskiej demokracji i wolnych mediów” - rozpoczyna Kijowski.
Dalej składa wyrazy uznania wobec wystąpienia w obronie białoruskiego opozycjonisty, Romana Protasiewicza, choć sugeruje, że Michnik nie zauważa, co się dzieje w jego kraju. „Tutaj też toczy się walka o praworządność, o wolność, o demokrację” - precyzuje Kijowski.
Przypomina walkę Michnika z ubiegłego wieku i porównuje to do swojej aktywności. Informuje, że w piątek odbyła się apelacja od wyroku, w którym został skazany za przywłaszczenie kilkudziesięciu tysięcy złotych.
„Sąd I instancji uznał, że nic nie przywłaszczyłem. Wczoraj odbyła się apelacja. Twoja Gazeta nie była zainteresowana, co się dzieje ze mną, którego kiedyś niemal nosiliście na rękach”
- wypomina Michnikowi.
Kasy brak
Dalej Kijowski nawiązuje do trudnej sytuacji materialnej. “Jako przyjaciel na pewno jesteś zainteresowany co się u mnie dzieje. Otóż od czterech lat nie mogę znaleźć żadnego źródła utrzymania. Wysyłam liczne zgłoszenia do pracy w obszarach, w których przez lata pracowałem, a także na stanowiska, do których większość z nas ma kwalifikacje, jak kasjer, kierowca, kurier – nie otrzymuję żadnej odpowiedzi. Bo odważyłem się wystąpić przeciwko władzy” - żali się.
“Wspólny przyjaciel rozmawiał jakieś trzy lata temu o możliwości zatrudnienia mnie u Was z Jarkiem Kurskim (pracowałem w Gazecie w latach 1991-1994). Nie dało się. Moja twarz na całą pierwszą stronę GW z 19 grudnia 2015 – pokazana w grafice powyżej – nie ma tu nic do rzeczy”
- przypomina.
„Kiedy napisałem do Ciebie kilka miesięcy temu prywatnie list zamknięty, nie odpowiedziałeś. Dlatego piszę do Ciebie list otwarty w nadziei, że go przeczytasz” - wbija szpilę na koniec.
Pełna treść listu dostępna TUTAJ.