Wzrost antysemickich przestępstw w Niemczech. Prof. Musiał: Antyizraelizm jest popularny wśród części lewicy

W 2020 roku w Niemczech zgłoszono łącznie aż 2275 przestępstw o podłożu antysemickim. Tak wysokiej liczby przestępstw przeciwko Żydom nie było w Niemczech od 20 lat. – Incydenty antysemickie będą się powtarzać – mówi profesor Bogdan Musiał, mieszkający w Niemczech specjalista badania dziejów Polski, Niemiec i Rosji.

zdjęcie ilustracyjne / flickr.com/Quinn Dombrowski/CC BY-SA 2.0; https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/

Igor Szczęsnowicz: Panie profesorze, czy ten niechlubny „rekord” w antysemickich przestępstwach w Niemczech to rzeczywiście wynik antyżydowskich teorii spiskowych związanych z pandemią, zwiększającej się liczby muzułmanów w Niemczech czy czegoś innego?

Prof. Bogdan Musiał: Zwiększenie incydentów antysemickich w Niemczech wiąże się z napływem tzw. uchodźców, czyli nielegalnych imigrantów muzułmańskich. Atakują oni miejsca związane z Żydami w Berlinie, a ostatnio w Halle był zamach, którego sprawcą był akurat obywatel niemiecki. W Polsce jakoś takich rzeczy nie ma, dzięki Bogu. 

Takie występki w Niemczech są i to jest w sumie nic nowego, tylko liczba ich wzrosła przez tzw. uchodźców. Oczywiście nałożyła się też na to pandemia, przy okazji której teorie spiskowe są bardzo popularne i to też dało trochę "ognia", ale ten trend jak był, tak i będzie. Z drugiej strony antysemityzm, antyizraelizm jest popularny w niektórych lewicowych środowiskach. Zarzucają one Izraelowi różne przestępstwa, np. rasizm czy apartheid, związane ze stosunkami izraelsko-palestyńskimi. 

Ochrona synagog czy szkół żydowskich to nic nowego w Niemczech. Te miejsca były zawsze zagrożone atakami i to  trwa od lat i się nie zmieni. To jest jedna strona medalu. Druga strona medalu jest taka, że np. osoby pochodzenia żydowskiego, które przyjechały do Niemiec z Rosji, mają dużo przywilejów, udogodnień w imigracji do Niemiec i to budzi zazdrość i zawiść innych grup imigrantów. Ta atmosfera antyizraelska i antyżydowska będzie trwała wśród muzułmańskich przybyszów, ich dzieci i wnuków. Zamachy będą się powtarzać.

Czy antysemityzm wspomnianych niektórych środowisk lewicowych w razie ich ewentualnego zwycięstwa wyborczego mógłby przenieść się na poziom państwowy?

Absolutnie nie. Partie, które wchodzą do Bundestagu, takich rzeczy nie robią. Tutaj jest absolutna blokada na próby wypowiedzi antysemickich na płaszczyźnie Bundestagu. Te wspomniane środowiska lewicowe to nie są partie, które weszłyby do parlamentu. Ja nie widzę takiego niebezpieczeństwa, ponieważ Niemcy i sam rząd niemiecki są bardzo uwrażliwieni, żeby tacy ludzie tworzyli rząd i zabierali głos na arenie politycznej. To środowiska na niższym poziomie, raczej ulicznym. 

Wszystkie poważne partie nie są antysemickie w żadnym stopniu, nawet AfD (pol. Alternatywa dla Niemiec). Nie znaczy to, że wszyscy jej członkowie nie są antysemitami, ale nikt nie ma antysemickiego programu. To byłoby niemożliwe. Taka partia z miejsca - i słusznie - byłaby przez tutejszy Urząd Ochrony Państwa śledzona i rozwiązana. Zarzut antysemityzmu w życiu publicznym w Niemczech jest absolutnie dyskwalifikujący. 

Jednak jeśli ataki antysemickie przybierałyby na sile, to czy nie ma zagrożenia, że z połączenia tych lewicowych środowisk i muzułmańskich terrorystów powstałaby mieszanka zabójcza dla systemu politycznego Niemiec?

Sądzę, że Niemcy są bardzo uwrażliwieni na tego typu historie i w przypadku zagrożenia będą reagować. RFN nie może dopuścić do państwowego antysemityzmu w jakiejkolwiek mierze z przyczyn politycznych i międzynarodowych. Niemcy żyją z eksportu i jeśli, powiedzmy, ogłoszono by bojkot niemieckich produktów, to niemiecka gospodarka leży. Prawie nikt by od Niemiec nie kupował - tylko kraje arabskie kupiłyby bardzo chętnie, ale to nie ta skala. Niemcom potrzebny jest zachodni rynek zbytu i Niemcy z przyczyn pragmatyczno-gospodarczych, i oczywiście historycznych, nie mogłyby sobie na powodujący gospodarcze reperkusje państwowy antysemityzm pozwolić. To jest wykluczone.
 
Dobrze, ale jak to się ma do nadzwyczajnej przychylności państwa niemieckiego do muzułmańskich uchodźców? Bo przecież można sobie wyobrazić taki czas, że dojdzie do konfliktu…?

Wtedy będzie to, co się dzieje we Francji. Tam Żydzi czują się zagrożeni przez muzułmanów zamieszkujących Francję, dochodzi do aktów antysemityzmu, wręcz zamachów na Żydów dużo częściej niż w Niemczech. We Francji jest poza tym dużo więcej muzułmanów, w Niemczech nie ma takiego ich nasycenia. 

A czy nie myśli Pan profesor, że w niedalekiej przyszłości któryś rząd niemiecki może stanąć przed alternatywą, że powstrzymanie rosnącego antysemityzmu równa się powstrzymaniu zalewu Niemiec przez muzułmańskich imigrantów?

Wcale tego nie wykluczam. Jeśli chodzi o tych nielegalnych emigrantów z krajów muzułmańskich, to na pewno. I to nie tylko z powodu ich antysemityzmu. Następcy Merkel zapewne ten proces napływu do Niemiec wstrzymają.

Wszystko jednak zależy, kto wygra tegoroczne wybory i wejdzie do rządu. Jeśli Zieloni wejdą do rządu, a oni są bardzo mocni, to zażądają kontynuacji tej polityki emigracyjnej. Choć oczywiście i u nich zdarzają się politycy, którzy chcieliby ten proces zablokować. Każdy rząd niemiecki musi znaleźć odpowiedź na pytanie, jak z tego wyjść z twarzą i pozytywnie na arenie międzynarodowej. To jest tutaj duży problem. Dlatego niemiecka polityka szuka sobie kozłów ofiarnych, na których można zwalić fiasko polityki imigracyjnej. Teraz wybrali sobie Polskę. Oni – postępowi, tolerancyjni, a my – zapyziali, zacofani i ksenofobiczni. Tylko że ich tolerancja jest taka bardziej na pokaz. 
 

 

Źródło: niezalezna.pl

#antysemityzm #Niemcy

Igor Szczęsnowicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo