Atak na wolność słowa. Amazon usunie portal społecznościowy z serwerów, bo ten nie godzi się na cenzurę

Amazon ogłosił, że portal społecznościowy Parler, który nie zgadza się na stosowanie cenzury, zostanie usunięty z ich serwerów. Oskarżają go o to, że treści na nim publikowane nawołują do przemocy.

Zdjęcie ilustracyjne
pixabay.com/Tumisu/creativecommons.org/publicdomain/zero/1.0/deed.pl

To, że amerykańska branża IT, a szczególnie segment mediów społecznościowych, jest mocno lewicowa, nie jest dla nikogo tajemnicą. Prawicowcy od lat twierdzą, że publikowane przez nich treści padają regularnie ofiarami cenzury, podczas gdy na ewidentnie łamiące regulamin treści publikowane przez lewicę przymyka się oko.

Tragiczne wydarzenia w Waszyngtonie dały kolejny pretekst do rozprawy z prawicą w internecie. Twitter permanentnie zablokował konto prezydenta Trumpa pod pretekstem rzekomego nawoływania do przemocy. To samo zrobił Facebook, Instagram, Youtube etc. Ofiarą cenzorów padają też masowo inne prawicowe treści. Ostatnią ofiarą tego trendu jest popularna wśród prawicy platforma mikroblogowa Parler.

Parler został założony w 2018 roku jako reakcja na cenzurę w mainstreamowych mediach społecznościowych. Reklamują się jako alternatywa dla Twittera czy Facebooka, która szanuje wolność słowa. Moderacja na nim jest dużo słabsza, niż na innych portalach i dotyczy jedynie treści niezgodnych z prawem – takich jak szantaże, wsparcie terroryzmu, promowanie narkotyków, nawoływanie do ataków na konkretne osoby itp.

- Jesteśmy społecznym miejskim skwerem, otwartą przestrzenią bez cenzury. Jeśli możesz coś powiedzieć na nowojorskiej ulicy, to możesz powiedzieć to na Parlerze

 – powiedział w wywiadzie jego szef John Matze Jr.

Parler szybko stał się bardzo popularny wśród amerykańskiej prawicy i wielu jej prominentnych przedstawicieli założyło tam konta. Jednym z nich jest chociażby legendarny prawicowy dziennikarz Sean Hannity, którego śledzi 7 milionów użytkowników. Innym jest senator Ted Cruz, śledzony przez niemal 5 milionów osób. Popularność Parlera wśród prawicy sprawia, że ten portal regularnie jest atakowany przez lewicę, która zarzuca mu między innymi tolerowanie mowy nienawiści, treści antysemickich etc.

Tragiczne wydarzenia w Waszyngtonie sprawiły, że lewicowy big tech postanowił zaatakować ten portal. Apple poinformował Parlera 8 stycznia, że ich portal miał być rzekomo użyty do koordynowania szturmu na Kapitol i nawoływał do przemocy politycznej. Dali im ultimatum – jeśli w ciągu 24 godzin nie wprowadzą cenzury, to ich aplikacja zostanie usunięta z popularnego sklepu Apple Store. Dzień później faktycznie ją usunęli, chociaż była na pierwszym miejscu najczęściej pobieranych aplikacji. Została usunięta także ze sklepu Google.

Ostatnią firmą, która dołączyła do ataku na Parlera, jest Amazon. Poinformowali jego szefostwo, że odnaleźli 98 wpisów, które rzekomo nawołują do przemocy. Uznali, że stanowi to naruszenie regulaminu ich usługi Amazon Web Services a sam portal nie ma narzędzi, które gwarantują, że jej regulamin będzie przestrzegany. W związku z tym Parler zostanie z niej usunięty w niedzielę po północy. Jeśli do tego czasu Parlerowi nie uda się znaleźć innej firmy, która udostępni im serwery, to znikną z sieci.

Szefostwo Parlera nie ma zamiaru się poddać. Poinformowali już użytkowników, że na kilka dni mogą zniknąć z sieci gdyż będą poszukiwać innej firmy, która udostępni im serwery.

„Nie poddamy się politycznie motywowanym firmom i tym tyranom, którzy nienawidzą wolności słowa”

– powiedział Matze.

Na całym zamieszaniu najwięcej skorzystał portal Gab.com, który podobnie jak Parler nie stosuje cenzury politycznej. Donald Trump ma na nim konto od 2016 roku i umieszczał na nim dotychczas te same wpisy, które umieszczał na Twitterze. Po tym, gdy jego konto zostało zablokowane, Gab gwałtownie zyskał na popularności. Jego szef Andrew Torba poinformował, że tylko w sobotę odwiedziło ich 18 milionów osób, z czego pół miliona założyło konta. „Eksodus z Doliny Krzemowej się zaczął. Wsiadajcie do arki” – napisał, nieco ironicznie, na Twitterze.

Gab od początku swojego istnienia zmaga się z lewicową cenzurą i big techem. Ich aplikacja została usunięta ze sklepów Apple i Google już dawno temu. Jednak jego szefostwo tak zaprojektowało stronę, że los Parlera raczej im nie grozi. Między innym używają własnych serwerów, przez co usunięcie ich z sieci jest praktycznie niemożliwe – ostatnio zapowiedzieli też, że w związku z rosnącym zainteresowaniem będą musieli uruchomić kolejne. Tworzą również swój własny smartfon, nazwany Gap Phone. Będzie to popularny Google Pixel 4a, który będzie działał na GrapheneOS – opartym na Androidzie systemie operacyjnym, w którym większy nacisk położono na prywatność użytkowników i usunięto wszelkie funkcje, które umożliwiłyby wielkim korporacjom cenzurę treści, które oglądają użytkownicy.

Lewicowa cenzura w mediach społecznościowych może się jednak skończyć dla nich źle. W ostatnich miesiącach prezydent Trump i wielu Republikanów próbowało doprowadzić do usunięcia tzw. Sekcji 230 Ustawy o Przyzwoitości w Komunikacji. Przepis ten daje mediom społecznościowym ochronę przed odpowiedzialnością prawną za treści publikowane przez użytkowników. Republikanie argumentują, że skoro media społecznościowe i tak stosują cenzurę, to ta ochrona im się nie należy i powinny być traktowane tak jak wszystkie inne media. W praktyce usunięcie Sekcji 230 byłoby ich końcem w dotychczasowej postaci. Do końca kadencji Trumpa nie udało się tego jednak zrobić i przez najbliższe cztery lata nie ma co na to liczyć – ale coraz więcej komentatorów zauważa, że skala i bezczelność obecnego ataku społecznościówek na wolność słowa sprawi, że po odzyskaniu przez prawicę władzy będzie to dla nich jeden z priorytetów.

 

Źródło: niezalezna.pl, Fox News, CNN

#Amazon #cenzura #USA

Wiktor Młynarz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo