Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Tusk wyszedł przed szereg w sprawie Grenlandii. "Po jaką cholerę pan o tym mówił?"

Trwa ożywiona dyskusja na temat przyszłości Grenlandii. Najnowsze doniesienia z USA mówią o tym, że administracja Donalda Trumpa miałaby być zainteresowana zakupieniem wyspy od Duńczyków. Europa przedstawia tutaj twarde stanowisko - w sprawie przed szereg wyszedł polski szef rządu Donald Tusk, uderzając w swojej wypowiedzi w plany Amerykanów. Z drugiej strony - nie brakuje głosów zachęcających Grenlandczyków do oderwania się od Danii.

W ostatnich dniach ponownie głośno zrobiło się o sprawie Grenlandii i przyszłości wyspy w kontekście zainteresowania nią administracji amerykańskiej.

Od kilku miesięcy Donald Trump i jego urzędnicy wskazują, że ewentualna kontrola USA nad Grenlandią poprawiłaby znacząco sytuację regionalnego bezpieczeństwa.

"Potrzebujemy Grenlandii dla obrony"

Powtórzył to niedawno w wywiadzie dla "The Atlantic" sam Trump.

Odniósł się do obaw, że po sobotniej interwencji militarnej w Wenezueli zrealizuje swoje wielokrotne zapowiedzi przyłączenia Grenlandii do USA. Dziennikarz zapytał prezydenta USA o słowa sekretarza stanu Marca Rubio, który powiedział, że atak na Wenezuelę pokazuje, że „jeśli (Trump) mówi, że coś zrobi (...), to nie są to puste słowa”.

Prezydent USA odparł, że to do innych należy interpretacja tych słów.

- Naprawdę nie wiem. (...) Wiesz, nie odnosiłem się wtedy do Grenlandii. Ale potrzebujemy Grenlandii, absolutnie. Potrzebujemy jej dla obrony

- powiedział Trump, dodając, że wyspa jest „otoczona przez chińskie i rosyjskie statki”.

Prezydent Trump powtórzy to niedawno w rozmowie z dziennikarzami na pokładzie Air Force One.

- Mogę wam powiedzieć, że w celu zwiększenia bezpieczeństwa na Grenlandii (Duńczycy) sprowadzili jeszcze jeden psi zaprzęg - drwił prezydent USA. Dodał, że Unia Europejska tak naprawdę potrzebuje, by USA przejęły kontrolę nad wyspą i że UE o tym wie.

Fredriksen apeluje o "zaprzestanie gróźb"

Na tę wypowiedź od razu zareagowała Komisja Europejska, która stwierdziła, że "nikt w imieniu UE nie prowadził rozmów z USA na temat Grenlandii".

Mette Fredriksen, premier Danii, zaapelowała do Trumpa o... "zaprzestanie gróźb". - Dość tego; koniec nacisków, insynuacji i fantazji o aneksji - stwierdził z kolei premier Grenlandii, Jens Frederik Nielsen.

W tej sprawie pojawiło się nawet oświadczenie siedmiu państw UE, w tym Polskim, sygnowane przez szefa rządu, Donalda Tuska.

„Grenlandia należy do jej narodu. Tylko Dania i Grenlandia mogą podejmować decyzje dotyczące Danii i Grenlandii” - zaznaczyli europejscy przywódcy, jednocześnie wskazując, że "bezpieczeństwo Arktyki pozostaje kluczowym priorytetem dla Europy". W podobnym tonie wypowiedział się także premier Kanady.

"Deszcz dolarów" i zakup Grenlandii

O sprawie dyskutowano także dziś w programie Michała Rachonia na antenie TV Republika.

- Trump mówi o tym, że z przyczyn amerykańskiego bezpieczeństwa chce uzyskać kontrolę nad Grenlandią i kiedy wczytać się w propozycje i dyskusje, jakie odbywają się w USA, jest jasnym, że Amerykanie chcą zasypać Grenlandię deszczem dolarów, zamierzają zaproponować stowarzyszenie z USA, a w ten sposób wzmocnić tendencje mówiące o niepodległości

- wskazał dziennikarz.

Rzecznik Białego Domu, Karoline Leavitt, odpowiadając na pytania dziennikarzy, wskazała, że Trump i jego administracja "omawiają różne opcje, by pozyskać Grenlandię".

- Prezydent Trump dał jasno do zrozumienia, że pozyskanie Grenlandii jest priorytetem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych i jest kluczowe dla odstraszenia naszych przeciwników w regionie Arktyki

- wskazała Leavitt.

„Prezydent i jego zespół omawiają szereg opcji dotyczących sposobu realizacji tego ważnego celu polityki zagranicznej, a wykorzystanie sił zbrojnych USA jest oczywiście zawsze opcją, którą Dowódca ma do dyspozycji” - dodała.

Jak informuje "Wall Street Journal", Marco Rubio, szef amerykańskiej dyplomacji powiedział kongresmenom, że ostatnie wypowiedzi Donalda Trump "nie oznaczają chęci inwazji, a celem Białego Domu jest odkupienie wyspy od Danii".

Z kolei według „NYT” Rubio powiedział kongresmenom, że Trump „planuje raczej kupić Grenlandię, niż ją najechać”. Przekazał też, że Trump poprosił doradców o nowy plan pozyskania terytorium.

Wypowiedzi miały paść podczas poniedziałkowego spotkania zamkniętego.

Rachoń: Tusk prowokuje Trumpa

Do sprawy również osobiście odnosił się Tusk podczas konferencji prasowej przed wylotem do Paryża na spotkanie koalicji chętnych.

Donald Tusk podkreślił, że tematem nieprzewidzianym i nieplanowanym podczas spotkania będzie kwestia Grenlandii. - Ona wzbudziła bardzo duże emocje w całej Europie - zauważył.

- Dla Polski dwie rzeczy są jasne i bardzo trudne do pogodzenia, nie oszukujmy się, ale w sposób oczywisty jasne i jednoznaczne. Żaden członek Paktu Północnoatlantyckiego nie powinien atakować czy grozić innemu członkowi paktu - mówił Tusk.

Michał Rachoń, komentując wypowiedź szefa rządu, stwierdził, że Tusk prowokuje amerykańską głowę państwa.

- Nie robi tego po raz pierwszy - powiedział dziennikarz, wskazując na zdjęcie "z pistolecikiem" i wypowiedzi o "zależności od rosyjskich służb".

Po szczycie, Tusk wygłosił bowiem takie słowa:

- Nikt nie chciał psuć nastroju dobrej współpracy w sprawie Ukrainy, w związku z tym nikt, nawet premier Danii, sprawy Grenlandii nie poruszał. Dzisiaj tematem była nasza wspólna praca z Amerykanami na rzecz gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy

- Panie premier, to po jaką cholerę, przed tym spotkaniem mówił pan o tej sprawie, chociaż na spotkaniu "nikt nie chciał psuć atmosfery" w kluczowej, bardzo ważnej dla Polski sprawie. Umówmy się, sprawa Grenlandii nie jest sprawą priorytetową. Jest sprawą ważną dla Grenlandii, Danii i USA - stwierdził Michał Rachoń.

Grenlandia chce niepodległości

Rachoń w swoim programie zwrócił także uwagę na interesujący wpis znanej islandzkiej piosenkarki Björk.

"Życzę wszystkim mieszkańcom Grenlandii błogosławieństwa w walce o niepodległość. Islandczycy czują niezwykłą ulgą, że udało im się uwolnić od Duńczyków w 1944 r., nie straciliśmy naszego języka. Wielokrotnie pałałam współczuciem dla Grenlandczyków, szczególnie gdy wyszła na jaw sprawa przymusowej antykoncpecji, kiedy 4500 dziewczynek, nawet w wieku 12 lat, bez ich wiedzy zakładano wkładki domaciczne w latach 1966-1970 r." - napisała artystka.

"Dziś ciągle Duńczycy traktują Grenlandczyków jak ludzi drugiej kategorii, zabierając rodzicom dzieci w 2025 r." - dodała.

Wpis dotyczy systemowej, przymusowej antykoncepcji, jaką stosowała Dania wobec kobiet ludności rdzennej Grenlandii w latach 60. XX wieku. Działania dotyczyły połowy żeńskiej populacji wyspy w wieku rozrodczym.

Media, przed wyborami parlamentarnymi na Grenlandii w marcu 2025 r., wskazywały, że "wszystkie główne partii polityczne popierają niepodległość" wyspy. Pozwala na to także duńska konstytucja - wymagana do przekazania terytorium jest zgoda duńskiego parlamentu.

Na drodze prawnej - według ustawy regulującej status Grenlandii - decyzję o niepodległości musi podjąć naród grenlandzki. Pierwszym krokiem są rozmowy grenlandzko-duńskie, drugim - przyjęcie porozumienia przez grenlandzki parlament, a dalej - w referendum na wyspie.

Dyskusyjną kwestią stało się pojęcie narodu grenlandzkiego, i na tym gruncie pojawiły się koncepcje stworzenie rejestrów, które wykluczałyby z niego Duńczyków. Wskazywano jednocześnie, że byłoby trudne z uwagi np. na mieszane małżeństwa.

Obecnie władze Grenlandii czekają na efekty prac komisji badającej aspekty prawne uruchomienia procesu niepodległościowego.

Instytut Verian w styczniu 2025 r. podawał, że 56 proc. Grenlandczyków opowiada się za niepodległością wyspy.

Źródło: niezalezna.pl, france24, PAP, Republika

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane