Waszyngton zapowiedział postawienie przed sądem załogi tankowca "Marinera". Jednostka, według informacji Białego Domu, została zatrzymana w związku z transportem ropy z Wenezueli, co stanowi naruszenie amerykańskich sankcji. Sytuacja nabiera szczególnego napięcia ze względu na obecność rosyjskich obywateli wśród członków załogi.
Oficjalnie Moskwa zareagowała wezwaniem do poszanowania praw swoich obywateli. Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zażądało od Stanów Zjednoczonych zapewnienia „humanitarnego i godnego traktowania Rosjan na statku, a także poszanowania ich praw i interesów”.
Jednak na tle dyplomatycznych komunikatów pojawiły się znacznie bardziej konfrontacyjne stanowiska. Aleksiej Żurawlow, pierwszy zastępca szefa komisji obrony rosyjskiej Dumy Państwowej, wezwał do zdecydowanej odpowiedzi militarnej wobec USA. W jego ocenie, zaatakowanie amerykańskich jednostek byłoby "normalne".
Według Żurawlowa, Rosja powinna zareagować "atakując torpedami i zatapiając kilka amerykańskich kutrów Straży Wybrzeża". Żurawlow jest znany ze swoich kontrowersyjnych i agresywnych wypowiedzi pod adresem państw zachodnich, w tym gróźb użycia broni nuklearnej.
Stany Zjednoczone od lat stosują sankcje wobec Wenezueli, mające na celu ograniczenie dochodów reżimu Nicolasa Maduro ze sprzedaży ropy naftowej.
Mimo to wenezuelski surowiec wciąż trafia na światowe rynki, często z wykorzystaniem tzw. floty cieni – tankowców, które ukrywają swoją tożsamość i trasę, aby ominąć restrykcje.
Zatrzymanie tankowca "Marinera", który wcześniej pływał pod nazwą "Bella 1", jest kolejnym przykładem działań USA mających na celu uszczelnienie blokady. Dowództwo Południowe armii USA podało dziś, że zajęto również inny tankowiec, M/T Sophia, objęty sankcjami za przewóz rosyjskiej ropy.