Polityk był gościem red. Katarzyny Gójskiej i został zapytany o wydaną pod koniec października 2018 roku opinię Służb Prawnych Rady Unii Europejskiej opinię o tym, że łączenie budżetu unijnego z praworządnością jest niezgodne z prawem. Cała treść dokumentu została utajniona i znana była tylko wąskiemu gronu wtajemniczonych. Dziś fragmenty dokumentu ujawnił eurodeputowany Jacek Saryusz-Wolski.

- Tak naprawdę są trzy opinie. Pierwsza opinia z 2014 roku. Zaraz jak się pojawił ten pomysł mechanizmu praworządności. Jeszcze nie było mowy o budżecie, o warunkowości. I ta opinia, bardzo krytyczna, właściwie odrzucająca ten mechanizm w oparciu o artykuł 5. Traktatu, który mówi, że instytucje unijne mają tylko tyle kompetencji, ile zostało im przyznane wprost explicite w traktatach. Nie ma żadnych innych kompetencji domyślanych, domniemanych. A ponieważ nic w traktatach nie ma na temat sprawdzania praworządności przez Komisję Europejską, to jest bezprawne. No ale jak to zwykle w Unii, opinia - opinią, mało kto o niej mówił. Ona została gdzieś opublikowana na stronie. Nikt się na nią nie powoływał. A tu kolega Frans Timmermans [ówczesny pierwszy wiceprzewodniczący  Komisji Europejskiej] nabrał wiatru w żagle. Szalał po prostu w tych instytucjach europejskich, wspierany, oklaskiwany przez większość parlamentarną

- mówił prof. Legutko. 

Jak dodał, druga opinia, to jest ta opinia, którą upublicznił właśnie Sariusz-Wolski. - Ona jest dopiero co teraz ujawniona, lecz pochodzi z 2018 roku. Do tej pory ujawniona była tylko pierwsza jej strona. Natomiast cała reszta już była tajna. Znam tę opinię. I tam jest kilka argumentów. Ale ten podstawowy jest taki, że akty prawne niższego rzędu nie mogą zastępować, uzupełniać, ani wypierać aktów wyższego rzędu. Innymi słowy, takie rozporządzenie nie może zastępować artykułu 7. Traktatu UE, gdzie się mówi o tych ewentualnych sankcjach – wyjaśnił.

- Była jeszcze trzecia opinia Trybunału Obrachunkowego, która też była krytyczna. I to pokazuje obyczaje, jakie panują w Unii. To znaczy nikt się po prostu tym nie przejmuje. Nie wiem, czy to Donald Tusk w tej Radzie Europejskiej jako przewodniczący, miał wpływ na to, że to nie było nagłośniane. Ale w każdym razie proszę zwrócić uwagę, że przedstawiciele państw, które tworzą Radę, które musiały znać tę opinię, oni długo się nawet nie zająknęli, że coś takiego jest. W ogóle to nie było brane pod uwagę. Już nie mówię o parlamencie, który przez ostatnie lata stał się swoistym miejscem politycznego szaleństwa. Tam w ogóle nikt się niczym nie przejmuje. A w czasie tego ostatniego okresu, to przecież argumenty prawne w ogóle nie były podnoszone. Ani prezydencja niemiecka, ani pani Ursula von der Leyen [przewodnicząca Komisji Europejskiej]. Już nie mówię o pani Věrze Jourovej, która jest szczególnym przypadkiem. Widać, że istnieje [wiceprzewodniczącej KE] kompletna pogarda wobec prawa. Zdumiewające

- podkreślił europoseł PiS.

Polityk został zapytany również o postawę polityków polskiej opozycji w Europarlamencie.

- Mówiło się kiedyś o polskojęzycznych mediach. Są widocznie też polskojęzyczni europosłowie. To jest niestety stara niedobra polska tradycja, która wielokrotnie nam komplikowała naszą historię. A nawet doprowadzała do upadku niepodległości. To jest jakiś przeklęty syndrom zdrady, który jest w Polsce. I to widzimy. Oni w każdej sytuacji staną po stronie tego podmiotu zewnętrznego. Ich marzeniem jest odebranie Polsce suwerenności. Tak było już w historii, i tak jest teraz. I oni są wspierani mocno przez tę większość rządzącą w UE. I działają jak piąta kolumna, a tamci w polityce europejskiej są zachwyceni, że mają tutaj pożytecznych głupków, którzy robią co mogą, żeby osłabić pozycję Polski, negocjacyjną i polityczną

- podkreślił prof. Ryszard Legutko.