Roman Zieliński zmarł 12 sierpnia, w piątek o 12.00 na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu odbędzie się jego pogrzeb. W 2011 r. ukazał się w „Gazecie Polskiej” wywiad z Zielińskim proroczo zatytułowany „Skończę z kibicowaniem dopiero na pogrzebie”.

Jeśli zabraknie ludzi bezkompromisowych, możemy wykreślić Polskę z mapy Europy

Romek opowiadał w nim o znaczeniu w historii ludzi bezkompromisowych: „Gdyby takich gości nie było, to nie rozmawialibyśmy dziś. Ruchu kibicowskiego by nie było. Jak takich ludzi nie będzie wśród nas, niekoniecznie na trybunach, to już możemy zacząć wykreślać Polskę z mapy Europy” - mówił. Wywiad przeprowadził Jurek Dudała, socjolog, kibic Zagłębia Sosnowiec. Wiem, że Romek kochał chuligańską piosenkę „Wszyscy spotkamy się na dworcu”, ale to właśnie słowa utworu sosnowieckiego zespołu Horror Show przypomniały mi się teraz, gdy Romek odszedł:

Nie mów mi, że jest lepiej, bo pamiętam nas sprzed lat
Słonecznika pełna kieszeń i za darmo zawsze wjazd
Starsi pili na trybunach, zdarte gardło, później kac
Raz zwycięstwo, raz porażka to był nas sobotni świat…
Starzy kumple na sektorze już nie stoją obok nas
Ktoś wyjechał w świat za chlebem, ktoś przed prawem nogę dał…
Nie mów mi, że jest lepiej, widzę jak się tutaj gra
Życie już nie sprzyja lepszym, tylko z kasą walizka

Takie było doświadczenie setek tysięcy Polaków, których od czasów komuny kształtował świat piłkarskich kibiców. Romek był jedną z postaci, które najsilniej wpłynęły na ten świat. Mówił o nim: „Grzeczne sporty nie przyciągają widowni, są zarezerwowane dla samych uczestników. W futbolu jest agresja. Tak na murawie, jak i na trybunach. Jak się tę agresję wyeliminuje, to futbol umrze śmiercią naturalną. A że agresja siedzi w każdym z nas, dlatego my, inwigilowani, spisywani, fotografowani, nachodzeni przez milicję - przetrwamy. Są rzeczy, z którymi nie poradzi sobie nawet najbardziej totalitarna władza”. Czytam wpisy na portalu Fan Śląsk po śmierci Romka i starsi kibice wspominają, jak Romek potrafił wznosić antykomunistyczne okrzyki na stadionie w stanie wojennym, gdy było to niesamowitą odwagą…

W „Wywiadzie z chuliganem” pytany o zadymiarskie lata 90. na stadionach, odpowiedział jednym zdaniem: „Nie było kultu pieniądza”. Romek w owych latach 90. zasłynął dzięki książkom „Pamiętnik kibica” i „Liga chuliganów” - pierwszych opowiadającym o kibicach i stadionowych zadymach.

Frasyniuk zmienia temat

Romek był bezkompromisowy. Ostatnio nie zgadzaliśmy się gdy chodzi o politykę dość mocno. Ale gdy parę miesięcy temu Romek na swoim portalu Fan Śląsk został zapytany przez Czytelnika o jakiś mój artykuł, odpisał, że gdy rozmawialiśmy ostatni raz przez telefon odniósł wrażenie, że ja naprawdę szczerze wierzę, iż Konfederacja i okolice to „ruskie onuce”. Mogę dziś odpowiedzieć: miałeś rację, Romku (rzecz jasna o liderów chodziło, a nie o wspaniałych ludzi na dole). I wiem, że Ty byłeś równie szczerze przekonany, iż jest inaczej… Wcześniej też w sumie wiele nas różniło: mi bliżej do tradycji Piłsudskiego, niż narodowców. Gdy mówiłem Romkowi o prorosyjskości niekoniecznie szczerych kontynuatorów endeckiej tradycji, odpowiadał: przecież wiesz, że ja też jestem rusofobem… Miał argumenty: to on po Smoleńsku napisał pierwszy oczywistą prawdę, że to był zamach. Długie były te nocne Polaków rozmowy…

Zresztą co do szczerości Romka nie mieli wątpliwości nawet jego wrogowie. Pamiętam zabawną scenkę, gdy Monika Olejnik zapytała Władysława Frasyniuka o książkę niejakiego Romana Zielińskiego „Jak pokochałem Adolfa Hitlera” (tytuł oczywiście prowokacyjny, w stylu „Jak rozpętałem II wojnę światową”). Czekała na typową dla Frasyniuka serię wyzwisk, że prawica to hitlerowcy…

Tymczasem Frasyniuk zmieszał się i zaczął tłumaczyć – odtwarzam z ułomnej pamięci –  że nie można tego rozumieć tak dosłownie, a poza tym chodzi o człowieka, który bardzo mocno wierzy w swoje ideały… Olejnik zgłupiała, a Frasyniuk zmienił temat. Bo co miał odpowiedzieć: nie ruszaj tego, bo my wszyscy Romka znamy z dawnych czasów, Grzesiek Schetyna też, tylko my sprzedaliśmy swoje ideały za kasiorę, a Romek nadal w coś wierzy?

Po śmierci Romka Maciej Zieliński, były wybitny polski koszykarz  (mój Lech i Śląsk rywalizowały prymat na początku lat 90., więc naoglądałem się na żywo w poznańskiej Arenie jego świetnej gry), ale i niestety radny PO (Romek pisał radykalnie, że kto głosuje na PO, nie może uważać się za kibica) napisał szczerze: „Wszyscy spotkamy się na Dworcu... Romek ale mi k... smutno...”.

Swoją drogą: pewnie za działalność antykomunistyczną z lat 80. Romek mógłby ubiegać się o jakiś order, ale wyobraża sobie ktoś wręczanie orderu Zielińskiemu? Albo samego Romka wypełniającego kwestionariusz? Wybuchnąłby śmiechem, widząc siebie w tej roli.

Dzieło życia Romka: WKS Śląsk - nie komunistyczne wojsko, a Żołnierze Wyklęci

W 2011 r. Romek odegrał rolę niezwykłą. Ważniejszą, niż wielu myśli. To od niego zaczęła się na stadionach moda na Żołnierzy Wyklętych. Pierwsze dwie kibicowskie oprawy o Nich powstały na stadionie Śląska w 2011 roku. 8 maja, w „zachodni” dzień zwycięstwa, częścią oprawy był transparent „Świat świętował, Polacy ginęli”. I mnóstwo flag z nieznanymi kibicom pseudonimami – „Ogień”, „Zapora”, „Jastrząb” i inni…

Tej oprawy nie wymyśliły aniołki. - Jak to wszystko będzie wyglądało, ustalaliśmy w trójkę, oprócz mnie Paweł „Kolor” i Grzesiek „Presley”. Spotykaliśmy się po nocach, jakieś takie spotkania pół-tajne – mówił Romek w „Wywiadzie z chuliganem”.

Na kibiców, którzy nic o Wyklętych nie wiedzieli, podziałała na samym początku… legenda Romka. Skoro on to wymyślił, to jest to prawdziwy zakazany owoc. Notabene fakt, że ta moda poszła przez stadiony, był jakby dopełnieniem wiersza Zbigniewa Herberta „Wilki”, gdzie padły słowa „Nie nam żałować -  gryzipiórkom - i gładzić ich zmierzwioną sierść”. Tak, nie mogła pójść przez gryzipiórków, a przez ludzi z krwi i kości…

Za dzieło swojego życia Romek uznawał przemianę Śląska z klubu, który powstał jako klub komunistycznego wojska, w klub mocno kojarzony z tradycją Żołnierzy Wyklętych. Mówił ze swoim sarkastycznym uśmiechem: - To niby też wojsko, ale zupełnie inne wojsko. Nie to wojsko, o które chodziło tym, którzy ten klub zakładali.

Małolaci temat podjęli tyleż gorąco, co często bez głębszej jego znajomości. Gdy na wyścigi zaczęli szukać tablic upamiętniających patriotów w swoich miejscowościach, by zapalić tam znicz 1 marca, Romek musiał wyjaśniać im, by przez pomyłkę nie palili ich przy postumentach upamiętniających Gwardię Ludową…

No i jeszcze jeden typowy dla Romka niesamowity numer. Na stadionach wprowadzono sektory dziecięce, by dzieci uczyły się kulturalnego kibicowania. Nie najmądrzejszy był to pomysł… Bo nic tak nie zaimponowało dzieciakom, jak łobuzerka z sektorów sąsiednich. Trwały rządy PO i PSL. Właśnie ograniczono nauczanie historii w szkołach. I wtedy dzieci na stadionie Śląska wywiesiły oprawę z… wizerunkami Żołnierzy Wyklętych. Na „dziecięcym” płocie zawisł transparent „Chcemy patriotyzmu w szkołach”. To był jeden z najszczęśliwszych dni w życiu Romka.

Chłop jest w sądzie i chce się z tobą lać

Żeby nie było tu hagiografii, bo trudno byłoby o większe kłamstwo. Lata chuligańskie… Sięgam jeszcze raz do „Wywiadu z chuliganem” (całość do obejrzenia poniżej). Romek opowiadał w nim o tym, jak poznał Rafała Dąbrowskiego, czyli „Uszola”,trochę podobną mu legendę Lecha Poznań. Opisał taki oto dialog:

„- Chłop coś chce od ciebie, chyba będziesz musiał się z nim lać.
- No dobra, pójdę. A gdzie on jest?
- W sądzie (śmiech).

Idę do tego sądu, spotykam Jurka, który miał tam sprawę, nie będę mówił, jaką miał ksywkę, cześć Jurek, będziesz wiedział… (śmiech) I stoi taki chłop, widzę, że jest oparty, podchodzę do niego, patrzymy sobie prosto w twarz. Pytam:

- Ty jesteś Uszol z Poznania?
- No.
- Podobno chciałeś się ze mną bić.
- Ty, w sumie to z matką jestem w sądzie…

I w tym momencie się wyprostował. Patrzę na chłopa, 20 centymetrów ode mnie wyższy, waga ciała i ręce nieporównywalne. Wszystkie parametry wskazują, że walkę przegrałem w momencie jej rozpoczęcia. On mówi:

- Z matką w sądzie jestem, nie będziemy się chyba wygłupiać…
- No dobra”.

I Romka, i Rafała łączyła jedna zasada będąca zaprzeczeniem całej współczesnej mentalności: jeśli coś jest zakazane, a w zakazie tym tkwi element obłudy czy manipulacji, robimy na złość grzecznemu, kołtuńskiemu, wygodnemu społeczeństwu, łamiąc ów zakaz i pytając: to co nam teraz zrobicie? Jak w piosence „Rezystencji”:

Skoro mówicie o nas faszyści, na pewno nimi jesteśmy
Skoro mówicie o nas komuniści, na pewno nimi jesteśmy
Skoro mówicie o nas zwierzęta, na pewno nimi jesteśmy
Skoro mówicie o nas głupki, na pewno nimi jesteśmy
Nas nie obchodzi co o nas myślicie,
My się bawimy i was p…imy.

Czy to dobra metoda na uprawianie polityki? Nie, fatalna. Gdy słyszę, jak teraz ten czy inny dziennikarzyna wypisuje, że Romek był (tu długa lista epitetów) to mam ochotę go zapytać: a skąd to wiesz? Czy czasem nie od samego Romka? Czy nie łapiesz, że on w ten sposób demonstrował odmowę uczestnictwa w naszych, tandetnych, medialnych rozgrywkach? To była bardzo zła metoda na uprawianie polityki, ale całkiem niezła na budowanie atmosfery wolności, mentalności ludzi wolnych, nieprzemakalnych na propagandę i kasę.

W rzeczywistości Romek dziesiątki razy dawał dowody, że jest jak najdalszy stereotypów, gdy opisywał ludzi, z którymi się nie zgadzał, ale uznawał ich za ludzi idei czy po prostu porządnych. Z uznaniem pisał o swoim nauczycielu historii, który był homoseksualistą, ale mówił prawdę…

Media opisywały, jak w czasie jednej z manifestacji kłócił się z dawnym opozycjonistą Leszkiem Budrewiczem. Napisał potem na „Fanie”: „Leszek Budrewicz ma skrzywienie >>pomagać ludziom<<. Mając swoje dzieci adoptował bodajże piątkę. Jako człowiek – w porządku. Nawet więcej niż w porządku. Niestety, gamoniowaty. Myśli, że inni postrzegają świat tak, jak on go widzi”.

Bauman, czyli kibole w auli uniwersyteckiej

Najbardziej Romek zaczął być atakowany przez media po protestach w czasie wykładu Zygmunta Baumana, który prowadził prezydent Rafał Dutkiewicz. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że ta akcja to był ważny przełom psychologiczny: oto „źli” kibole pojawiają się w auli uniwersyteckiej i dochodzi do ich konfrontacji z wykształconymi elitami, które właśnie grzecznie przyszły jak barany słuchać stalinowca. Ci biją mu brawo, a łobuzy krzyczą „Precz z komuną”,  „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. Niesamowite, co? Trochę jak 1980 roku… Dodajmy, że Uniwersytet Wrocławski nosił za komuny imię Bieruta, przeciwko czemu manifestował Romek. A z kolei Bauman w ostatnich latach życia mieszkał z córką Bieruta…

Potem proces uczestników protestu, w którym bodaj pierwszy raz po 1989 r. za wykroczenie sędzia Paweł Chodkowski daje manifestantom wyroki… bezwzględnego aresztu 30 dni. Kulturalny pan sędzia bzdurzy jak potłuczony:  „Ideowe wybory Zygmunta Baumana, dokonane przez niego w latach 45-53 nie dają obwinionym, pomimo krytycznego…”. Więcej nie powie, bo sala wykrzykuje prawdę, której boi się pan Chodkowski: „Morderca” i „Precz z komuną”.

Romek z rozbawieniem opowiadał, że kibiców trzymano wtedy na komendzie 48 godzin, a nie-kibiców… dłużej. Jeden z nich słyszy: „Wiesz dlaczego żeśmy ciebie dłużej trzymali? Dlatego, że nie jesteś kibolem. Bo o tamtych wiedzieliśmy, że nic nie powiedzą. Ale tym miałeś szansę. A teraz skończysz tak samo jak oni”.

To po sprawie Baumana na pół Polski ogłoszono, że Romek wydał wspomnianą książkę „Jak pokochałem Adolfa Hitlera”. Tyle, że… osiem lat wcześniej. Do sklepu „Kibol”, prowadzonego przez Romka, wysłana została celem jej zakupu urzędniczka Iwona Jadżyn. Pisała ona o sobie w Internecie: „Uwielbiam przyrodę, spacery oraz… dobrą książkę”. I wszystko jasne!

Po 8 latach sprzedaży książki, nagle do prokuratury trafiło zawiadomienie w jej sprawie. Zarówno prokuratura, jak i sąd, stwierdziły oczywiste – książka nie propaguje nazizmu. Ale przecież uniewinnić nie było można, bo „GW” zrobiłaby z sędziego takiego samego diabła jak Zieliński. No więc stwierdzono występek, polegający na upowszechnianiu stereotypów. Jeden z nich: „z imieniem Mahometa na ustach Arabowie podrzynają gardła niewiernym”…

Zmechanizowany świat bez Romka

Niektórzy myślą, że byłem kolegą Romka od zawsze. To nieprawda, to było przecież niemożliwe, byliśmy z wrogich kibicowsko klubów, a poznaliśmy się dopiero 11 lat temu, w 2009 r.,w czasie pielgrzymki kibiców na Jasną Górę. Romek powiedział, że obserwuje moją działalność od bardzo wielu lat, tak długo, że się zdziwię. Miał na myśli także happeningi Naszości. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że ja też, jako zupełnie szeregowy kibic Lecha, w latach 90 czytałem jego książki i śledzę portal Fan Śląsk. Od tego czasu były setki rozmów, o których Romek mówił pół żartem, pół serio, że opłaca mu się, by ci, co nas podsłuchują, wiedzieli, że ma ze mną kontakt.

Jak wspomniałem, w ostatnim czasie mocno różniliśmy się z Romkiem w poglądach na politykę. Żartowałem, że gdy na portalu Fan Śląsk wyzłośliwiano się na temat „tłustego Sakiewicza”, sam postanowiłem na złość Romkowi i w solidarności z Tomkiem, z którym współpracuję od 27 lat, utyć.

O śmierci Romka poinformował Jacek Międlar, z którym Romek przyjaźnił się w ostatnich latach. Co w Romek w nim dostrzegł, chyba nie trudno zgadnąć. Bezkompromisowość… Moich argumentów, dlaczego to nie jest bezkompromisowość służąca polskiej sprawie, słuchał uważnie, ale wiedział swoje. I ja równie uważnie słuchałem Jego argumentów i swoje wiedziałem. Dziś to już bez znaczenia i będę pierwszym, który zaprotestuje, gdy ktoś będzie chciał ograniczyć rolę Romka do manifestacji politycznych z ostatnich lat, chociaż oczywiście nie można ich pomijać. Tylko cała prawda jest ciekawa…

Dwa lata temu odeszła Mama Romka, co bardzo mocno przeżywał. Nikt nie przypuszczał, że tak szybko pójdzie jej śladem. Romek pochowany zostanie na Cmentarzu Osobowickim. Tym samym, na którym On i kibice Śląska Wrocław co roku przed 1 marca porządkują kwatery Żołnierzy Niezłomnych…

Tysiące ludzi, nie tylko kibiców, nie wyobrażają sobie, że wejdą na Fana i nie przeczytają już, co Romek myśli o świecie. Świecie zmechanizowanym, koszmarze Witkacego, w którym nie ma już osobowości i indywidualności. Być może Romek był jedną z ostatnich.

52 minuty rozmowy z Romkiem Zielińskim w „Wywiadzie z chuliganem” poniżej. Przepraszam, że tylko 52, bo można by w nieskończoność…