Konferencja naukowa: tupolewa zniszczył wybuch

  

Zgodnie z aktualnym stanem badań najbardziej prawdopodobna jest hipoteza wybuchu – przyznali niezależni naukowcy z polskich uczelni technicznych, potwierdzając tym samym ustalenia ekspertów zespołu Antoniego Macierewicza. Po raz pierwszy wskazano także, gdzie w tupolewie znajdował się materiał wybuchowy.

Ponad 100 polskich profesorów z uczelni technicznych postanowiło na własną rękę, wykorzystując nauki ścisłe, wyjaśnić przebieg tragicznego lotu Tu-154M 10 kwietnia 2010 r. Wczoraj odbyła się pierwsza, inauguracyjna konferencja na ten temat. Trwała kilkanaście godzin, a zaczęła się minutą ciszy – naukowcy uczcili pamięć ofiar.

– Konferencja ma charakter apolityczny. Jako uczeni staramy się dociec prawdy o katastrofie, jej przyczynach, przebiegu i skutkach, na razie posługując się matematyką, fizyką, chemią i dziedzinami pokrewnymi – mówił, rozpoczynając konferencję, prof. Jacek Rońda z Akademii Górniczo-Hutniczej.

Wielopunktowy wybuch
Dokonując analizy zniszczenia małego fragmentu Tu-154M o nr. 101, prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej stwierdził, że przyczyną katastrofy musiał być wielopunktowy wybuch. Naukowiec badał też duży fragment oderwanego poszycia maszyny. Dowodził, że zostało ono rozerwane od wewnątrz. – Zniszczenia pochodzą według mnie od eksplozji. Im dłużej to oglądam, tym bardziej jestem pewny – mówił prof. Obrębski. Jak konkludował: Można podejrzewać, że była to dobrze przygotowana, wielopunktowa eksplozja, która m.in. odcięła skrzydło.

Badający pobrane na miejscu katastrofy próbki materiałowe prof. Wojciech Fabianowski z Politechniki Warszawskiej stwierdził natomiast, że bez zbadania większej ich liczby i wiedzy o właściwym składzie badanych materiałów, nawet metodami mikroskopii elektronowej i mikroanalizy rentgenowskiej nie sposób jednoznacznie orzec, czy na pokładzie nie doszło do wybuchu, np. bomby paliwowo-powietrznej.

Prof. Chris Cieszewski z University of Georgia podczas prezentacji swoich badań analizował zniszczenia drzewostanu oraz rozrzucenie szczątków samolotu na podstawie zdjęć satelitarnych miejsca katastrofy. Ekspert doszedł do wniosku, że fragmenty Tu-154M sugerują wystąpienie eksplozji poprzedzającej katastrofę. Naukowiec uważa także, że wygląd miejsca wypadku i położenie szczątków zmieniało się w wyniku manipulacji.

Rozczarowanie MAK-iem i komisją Millera
– Każdy z nas w ślubowaniu doktorskim przyrzekał, że będzie dociekał prawdy nawet wtedy, gdy nie będzie ona wygodna dla wielu ludzi – i to jest nasz obowiązek – rozpoczął konferencję jeden z jej współorganizatorów prof. Piotr Witakowski. Odniósł się w ten sposób do dotychczasowych ustaleń rosyjskich i rządowych w tej sprawie. Przyznał, że „środowisko naukowe zdominowało bardzo duże rozczarowanie tym, jak do tej pory badano tragedię”.

Profesor zwrócił uwagę na luki w metodologii analizowania przez MAK i tzw. komisję Millera przebiegu katastrofy. Z pięciu etapów hipotezy – trajektorii do brzozy, uderzenia w brzozę, lotu między brzozą a ziemią, uderzenia w ziemię i przemieszczania się fragmentów w wyniku rozpadu, przeanalizowano bowiem naukowo tylko pierwszy i trzeci etap, i to też tylko według niektórych rejestratorów pokładowych. Podkreślił, że badań na temat pozostałych etapów nie przeprowadzono.

O brakach w dokumentacji mówił także prof. Jacek Gieras z Uniwersytetu Technologicznego w Bydgoszczy, wskazując, że do tej pory nie przeprowadzono żadnych poważnych analiz komponentów elektrycznych, m.in. generatorów, silników elektrycznych czy kabli tupolewa. Ekspert przypomniał, że po katastrofie zbadano jedynie żarówki podświetlające kokpit.

Głos podczas konferencji zabrali także eksperci zespołu parlamentarnego ds. badania katastrofy smoleńskiej pod przewodnictwem posła Antoniego Macierewicza. W trakcie swojego wystąpienia prof. Grzegorz Szuladziński przekonywał, że gdyby doszło do zderzenia, to skrzydło samolotu jest mocniejsze niż brzoza i to ono ścięłoby drzewo, a nie na odwrót. Udowadniał, że do uszkodzenia kadłuba Tu-154M wystarcza stosunkowo niewielka ilość materiału wybuchowego. Przytaczał także swoje wcześniejsze ustalenia. – Jest bardzo bogaty materiał filmowy, fotograficzny i rzeczowy, który aż krzyczy, że wybuch miał miejsce – konkludował profesor.

To dopiero początek badań
Swoje badania przedstawił także po raz kolejny prof. Kazimierz Nowaczyk z Uniwersytetu w Maryland, przekonując, że nawet z danych przedstawionych w raportach MAK‑u i komisji Millera wynika, że tupolew przeleciał nad brzozą, a nie w nią uderzył. Profesor Wiesław Binienda z Uniwersytetu w Akron przedstawił symulacje komputerowe lotu tupolewa za pomocą specjalistycznych programów. Także i on dowodził eksplozji.

– Potwierdziły się nie tylko dotychczasowe ustalenia zespołu parlamentarnego, ale przedstawiono nowe, szczegółowe badania potwierdzające, że na pokładzie tupolewa miał miejsce wybuch. Prof. Obrębski dotarł do nieznanych nam dotychczas szczątków samolotu i zidentyfikował miejsca umieszczenia ładunku wybuchowego – komentował w rozmowie z „Codzienną” Antoni Macierewicz. Jak podkreślił, zespół parlamentarny już rok temu wskazywał, że przyczyną katastrofy były dwa wstrząsy.

Prof. Piotr Witakowski, zapowiedział, że konferencja dopiero zaczyna cały proces badawczy katastrofy smoleńskiej. Kolejna konferencja odbędzie się za rok. Wówczas organizatorzy zwrócą się także do innych środowisk naukowych – medyków, prawników, politologów, żeby również przygotowali swoje analizy.

Konferencja została sfinansowana przez uczestników. Ich zdaniem przyjęcie pieniędzy od sponsorów mogłoby sprawić, że efekty badań przedstawione w referatach, byłyby podważane jako pozbawione niezależności.


Więcej na ten temat w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie" i w najbliższym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska"

 


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie


Wczytuję komentarze...

Socjaliści stawiają żądania von der Leyen

zdjęcie ilustracyjne / NakNakNak CC0

  

Grupa Socjalistów i Demokratów w PE domaga się od przyszłej przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen wyjaśnień i zmian w strukturze nowej Komisji. Centrolewica grozi, że nie poprze bez nich kolegium.

Przyszła przewodnicząca Komisji spotkała się dziś z konferencją przewodniczących Parlamentu Europejskiego. Od szefowej frakcji S&D Iratxe Garcii usłyszała krytykę m.in. w sprawie pominięcia planu na rzecz zrównoważonych inwestycji w zadaniach dla wiceprzewodniczącego KE ds. europejskiego zielonego ładu Fransa Timmermansa.

- Wyraziłam zaniepokojenie strukturą kolegium komisarzy. Musimy zapewnić, że współpraca między wiceprzewodniczącymi wykonawczymi będzie funkcjonowała w praktyce. Jesteśmy szczególnie zaniepokojeni kwestią nowego zielonego ładu. Wytyczne polityczne von der Leyen zawierały propozycję planu zrównoważonych inwestycji, ale nie ma ich w liście do Fransa Timmermansa

- podkreśliła Garcia.

Socjaliści i Demokraci chcą gwarancji, że nowa Komisja będzie miała odpowiednie środki na transformację gospodarki od modelu wysokoemisyjnego do bardziej zrównoważonego. Szefowa grupy politycznej S&D wysłała w czwartek list do von der Leyen wskazując na ten i inne problemy.

Jednym z nich, podnoszonym już wcześniej, jest nazewnictwo portfolio i przydział do nich zadań. Garcia oceniła, że czasami teki brzmią bardziej jak slogany niż opisy stanowisk pracy. - Mamy poważny problem z powiązaniem „ochrony europejskiego stylu życia” z migracją i nie zaakceptujemy nazwy w obecnej formie - zapowiedziała przewodnicząca S&D.

Grupa - jak doprecyzowała w liście - nie będzie w stanie poprzeć nowej Komisji, jeśli jej struktura „myląco wiąże koncept ochrony europejskiego stylu życia z migracją i bezpieczeństwem, pozostawiając ważne wartości takie jak praworządność, poszanowanie dla praw człowieka, demokrację, włączenie społeczne i solidarność z boku”.

- Podniosłam również zobowiązanie naszej grupy do zachowania czujności w sprawie obrony praworządności i naszych wartości demokratycznych wewnątrz i na zewnątrz UE. Dopilnujemy, aby Komisja kontynuowała, podobnie jak w ciągu ostatnich pięciu lat, obronę demokracji i praworządności

- oświadczyła Garcia.

Innym z problemów dla centroprawicy w PE jest pominięcie kwestii „Europy socjalnej” w strukturze kolegium. S&D domaga się, by sprawa ta znalazła się w obowiązkach komisarza Nicolasa Schmita, który ma odpowiadać za miejsca pracy. Pominięcie Europy socjalnej, zdaniem Socjalistów, wyśle zły sygnał do obywateli, którzy oczekują, że nowa KE będzie napędzała transformację gospodarczą, cyfrową i ekologiczną.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl