Można jednak stwierdzić, że to obecny przypadek sztabowcy uznali za trudniejszy. Ci sprzed pięciu lat wierzyli, że dzięki podpowiedziom Komorowski coś sensownego powie. W przypadku Kidawy nie wierzą nawet w to, więc wyrywają mikrofon, by nie mówiła już nic. A i ten wariant okazuje się nieudany – kandydatka robi minę, jakby nic nie wiedziała o takim pomyśle, i zmusza do oddania jej nagłośnienia. Inną formą wyrwania mikrofonu kandydatce jest zapowiedź włączenia się w kampanię przez Tuska. Oznacza to, iż sztabowcy uznali, że o ile Arłukowicz i Szłapka umieją mikrofon wyrwać, o tyle gadać już mniej. Nie daj Boże któryś z dziennikarzy zapyta Szłapkę, czy Chełmoński namalował bociany, czy bociany Chełmońskiego, i będzie bieda. Ma więc gadać Tusk, który się poddał, ale zagłosować mamy na Kidawę, która się nie poddała, ale nic nie gada. Jak mawiał Tomasz Lis: „Skąd ci biedni ludzie k… mają to zrozumieć, jak ja z tego nic nie rozumiem”.