Z nagrań, upublicznionych przez tvp.info, na których zarejestrowano rozmowę Leszka Millera z Janem Kulczykiem wynika też, że film Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei” miał powstać po to, żeby... wzmocnić pozycję Lecha Wałęsy i uwiarygodnić go w atakach na Jarosława Kaczyńskiego, a końcówka filmu miała zostać zmieniona na wyraźną prośbę Kulczyka.

- To, że Lech Wałęsa atakuje Jarosława Kaczyńskiego i całe środowisko Prawa i Sprawiedliwości z pobudek politycznych  i ku radości naszych politycznych przeciwników nie jest niczym nowym. Bardziej zdumiewające w tej rozmowie jest pewien naiwny optymizm Jana Kulczyka. Wydawałoby się, że ktoś, kto dorobił się takiej fortuny nie powinien pokładać zbyt dużej wiary w prestiż Lecha Wałęsy, wiedząc co były prezydent mówi, wiedząc w jaki sposób to mówi , wiedząc jak bardzo stracił kontakt z rzeczywistością

– zaznaczył Figiel.

Pytany o wątek taśmy mówiący o skakaniu przez płot stwierdził, że to nic nowego. Jak przypomniała Katarzyna Gójska, mówili o tym śp. Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda, Krzysztof Wyszkowski.

To w zasadzie nie jest specjalną tajemnicą. To mogłoby czynić z Lecha Wałęsy postać tragiczną, gdyby potrafił to udźwignąć, gdyby potrafił wyjść i stanąć w prawdzie i powiedzieć, że coś się wydarzyło, że był jakiś epizod, ale walczył, ale robił to co robił. Tych zasług co, które miał w latach 80 nikt mu nie odbierze, ale niestety ich waga jest zmniejszana, nie przez to, że Lech Wałęsa miał jakieś uwikłanie, ale przez to jak zachowuje się później i jak szaleńczo wścieka się, atakuje wszystkich, którzy to sugerują. Oskarża się Prawo i Sprawiedliwość – sam Kulczyk miał to mówić – o rozpowszechnianie takiej wersji historii Wałęsy, a ironicznie to strona postkomunistyczna najbardziej się ku temu przysłużyła. Najpierw dokumenty znaleziona w szafie Kiszczaka, ujawnione przez wdowę po nim, a teraz – jak słyszymy (na taśmach – red.) – Leszek Miller

– dodał zastępca rzecznika prasowego PiS.