Dlaczego uważa Pan, że związek należy zmienić?
Bo czterdziestomilionowy naród stać na to, by mieć wiarygodną federację piłkarską i piłkę nożną na wysokim poziomie. Tymczasem obecny PZPN generuje głównie obciach. Kojarzy się z licznymi aferami, korupcją. O polskiej piłce mówi się niestety w kontekście skandali, a nie wyników sportowych.
Krytykować jest łatwo. Co chciałby Pan zmienić?
Szczegółowy program przedstawię za kilka dni. W skrócie powiem, że dzielę go na dwie części. Pierwsza dotyczy wewnętrznych spraw PZPN. Druga, ważniejsza – działań tworzących odpowiedni klimat wokół polskiej piłki.
A konkretnie?
W samym PZPN należy ograniczyć liczbę zatrudnionych działaczy. Uzyskane dzięki redukcji zatrudnienia środki chciałbym przeznaczyć na szkółki piłkarskie. Deklaruję też, że jeżeli zostanę wybrany, będę prezesem społecznym, pracującym bez wynagrodzenia. Zwracam uwagę, że w kilku związkach sportowych w Polsce prezesi pracują społecznie. Przykładem jest Polski Związek Piłki Siatkowej. Polskiej siatkówce wychodzi to na dobre, nasi zawodnicy odnoszą sukcesy na arenie międzynarodowej. Byli mistrzami Europy, teraz kapitalnie spisali się w rozgrywkach Ligi Światowej.
Co w takim razie trzeba zrobić, żeby podobne sukcesy odnosili polscy piłkarze?
Tu przechodzimy do drugiej części mojego programu. Przede wszystkim trzeba doprowadzić do współpracy między związkiem a władzami państwowymi. PZPN jest stowarzyszeniem, organizacją niepodlegającą kontroli politycznej. Jednak jako prezes związku zgodziłbym się na to, by co roku państwowe instytucje przeprowadzały audyt w związku. W zamian za zgodę na wprowadzenie mechanizmów kontrolnych PZPN mógłby oczekiwać przyjęcia trzech ustaw umożliwiających naprawę polskiej piłki.
Jakie zmiany wprowadzone byłyby w tych ustawach?
Po pierwsze trzeba wprowadzić odpisy podatkowe dla prywatnych firm sponsorujących piłkę nożną. Takie rozwiązanie obowiązuje np. w Turcji. Po drugie, wzorem Francji, należy pozwolić samorządom na finansowanie profesjonalnych drużyn piłkarskich. W zamian zawodnicy na koszulkach mieliby reklamę np. miasta, powiatu czy województwa. Trzecia propozycja zakłada umożliwienie samorządom przyznawania punktów preferencyjnych przy przetargach dla firm, które łożą na piłkę nożną. To rozwiązanie zwiększy liczbę prywatnych pieniędzy przeznaczonych na kluby, drużyny młodzieżowe czy szkółki piłkarskie. Nawet o złotówkę nie uszczupli budżetu państwa czy gminy.
Mówiąc o polskiej piłce nożnej, zazwyczaj zwraca się uwagę na wyniki reprezentacji. Tymczasem mało mówi się o szkoleniu młodzieży, które delikatnie mówiąc szwankuje. Czy jako prezes PZPN zmieniłby Pan priorytety?
Reprezentacja będzie nadal priorytetem. Z prostej przyczyny. Jeżeli biało-czerwoni osiągną sukces w mistrzostwach świata czy Europy, wpłynie to na popularność piłki. Wzorem dla dzieci staną się Błaszczykowski, Lewandowski czy Tytoń, a nie bohaterowie gier komputerowych. Jednocześnie trzeba oczywiście wypracować odpowiedni system szkolenia piłkarskiego dzieci i młodzieży. Uważam, że odwołać się należy do doświadczeń dwóch federacji piłkarskich – Anglii i Hiszpanii. W Anglii ruszył firmowany przez wybitnych piłkarzy projekt szkolenia trenerów, których zadaniem jest praca z dziećmi i młodzieżą. Z kolei w Hiszpanii w każdym większym mieście powstała akademia trenerska. Większa liczba trenerów sprawi, że spora ich część będzie mogła szkolić najmłodszych adeptów piłki. Takie rozwiązania procentują. Hiszpania już jest najlepsza na świecie, Anglia profity z wprowadzenia nowego systemu czerpać będzie za kilka lat.
Całość wywiadu z Ryszardem Czarneckim w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
