Już po pierwszym weekendzie (kwiecień 2019 r.) wyświetlania filmu „Nieplanowane” w USA było wiadomo, że mamy do czynienia z nietuzinkowym zjawiskiem.

Niskobudżetowa, pozbawiona nawet średniego formatu gwiazd produkcja - wyświetlana w niewielu kinach, i to bez żadnej promocji - zarobiła 6,5 mln dol. Wynik ten uplasował „Nieplanowane” na 4. pozycji wśród wszystkich amerykańskich premier kinowych tamtego weekendu.

W połowie lipca wyreżyserowany przez Cary Solomon i Chucka Konzelmana obraz - po wielu komplikacjach - pokazany został premierowo w 50 (głównie niezależnych) kinach w Kanadzie. Mimo tak wąskiej dystrybucji tylko w pierwszych trzech dniach zarobił niemal 400 tys. dolarów kanadyjskich, wyprzedzając wiele innych głośniejszych produkcji (m.in. komediodramat „Late Night” z Emmą Thompson). Prasa ze zdumieniem odnotowała, że w 2019 r. w całej Ameryce Północnej tylko jeden film wypadł lepiej niż „Nieplanowane”, jeśli chodzi o stosunek dochodów do liczby kin, w których wyświetlano obraz.

Kręcony w tajemnicy

Scenariusz „Nieplanowane” oparto na wspomnieniach Abby Johnson - byłej dyrektor aborcyjnej „kliniki” należącej do sieci Planned Parenthood. Johnson pięła się po szczeblach kariery w tej fabryce śmierci aż 8 lat; w 2008 r. została wyróżniona przez szefów jako „pracownik roku”. Wszystko zmieniło się w sierpniu 2009 r., gdy kobieta asystowała przy zabiegu aborcyjnym, obserwując jego przebieg na USG. „Dziecko wyglądało, jakby było wyżymane jak ścierka do naczyń, kręciło się i ściskało. A potem zgniotło się i zaczęło na moich oczach znikać w kaniuli. Ostatnią rzeczą, jaką widziałam, był maleńki, idealnie uformowany kręgosłup wessany do rury, który potem zniknął” - opisywała tę scenę Johnson w swej książce. 

Film przedstawia przemianę zdeklarowanej aborcjonistki w aktywistkę pro-life. Dziś Johnson kieruje antyaborcyjną organizacją, broniąc życia ludzkiego na każdym etapie - sprzeciwia się bowiem także eutanazji i karze śmierci. Warto dodać, że Abby Johnson - wychowana w domu protestanckim - po okresie rozłąki z wiarą przeszła w 2012 r. wraz z mężem na katolicyzm.

W „Nieplanowane” główną bohaterkę gra Ashley Brathcher - aktorka znana z kilku chrześcijańskich filmów i ze swoich antyaborcyjnych poglądów. To w zasadzie jedyna (może oprócz Robii LaMorte, kojarzonej za sprawą popularnego serialu „Buffy: pogromca wampirów”) choćby przeciętnie rozpoznawalna osoba w obsadzie fabuły Solomon i Konzelmana. O pozyskanie gwiazd było trudno nie tyle ze względu na nikły budżet, lecz przede wszystkim z uwagi na temat. Produkcja, a potem dystrybucja „Nieplanowane” od początku bowiem napotykała ogromne trudności.

Film - z obawy przed atakami liberalnych mediów - kręcono w tajemnicy, a każdy zaangażowany w jego powstanie musiał podpisać umowę poufności zobowiązującą do unikania rozmów z prasą. W międzyczasie pojawił się z problem ze ścieżką dźwiękową - wielkie wytwórnie muzyczne nie zgodziły się bowiem (rzecz niespotykana w show-businessie) na płatne wykorzystanie w filmie takich piosenek jak "Girls Just Want to Have Fun" Cyndi Lauper czy "How to Save a Life" zespołu The Fray. 

Następnie amerykańskie stowarzyszenie filmowe Motion Picture Association of America (MPAA) nadało „Nieplanowane” kategorię „R” („restricted”), oznaczającą, że osoby poniżej 17. roku życia mogą oglądać film jedynie z rodzicem lub pełnoletnim opiekunem. W praktyce wyeliminowało to produkcję z części kin i ograniczyło możliwość emisji zwiastunów. Powód takiego skategoryzowania filmu, w którym nie ma nagości, seksu, przemocy i przekleństw? Wstrząsająca scena aborcji - tej, która odmieniła życie Abby Johnson. MPAA przedstawiło producentom „Nieplanowane” propozycję: jeżeli usuną wspomniany fragment, to film otrzyma kategorię PG-13 (dozwolone od lat 13), a przez to ma szansę na wyższe profity. Na szczęście twórcy nie ugięli się przed tym szantażem.

Film, który grozi zdrowiu kobiet

To był jednak tylko początek kłopotów. Gdy film był już ukończony. Większość stacji telewizyjnych działających w kablówkach - m.in. A&E Television Networks, Discovery, NBCUniversal, Hallmark Channel - odmówiło emisji reklam „Nieplanowane”. Albo ze względu na „kontrowersyjną” bądź „drażliwą” tematykę filmu, albo w ogóle bez wyjaśnienia. Jedyną mainstreamową telewizją, która wyświetliła zwiastuny, była konserwatywna Fox News Channel. Blokowana była również promocja filmu w mediach społecznościowych: Twitter czasowo zawiesił oficjalne konto produkcji, co wywołało w USA ogromne emocje (sprawą zajęli się m.in. amerykańscy senatorzy). Ta próba cenzury spaliła na panewce: przywrócone konto filmu szybko zdobyło więcej „obserwujących” (obecnie 336 tys.!) niż Planned Parenthood.

W znacznie bardziej zlaicyzowanej Kanadzie twórcy „Nieplanowane” mieli jeszcze większe trudności. Najpierw brak dystrybutora (ostatecznie film rozprowadzała niewielka firma Cinedicom, której prezes jest chrześcijaninem), potem perturbacje z kinami, odmawiającymi wyświetlania antyaborcyjnego obrazu, wreszcie groźby śmierci kierowane do właścicieli placówek, które odważyły się pokazać „Nieplanowane” (w ich wyniku dwa pokazy odwołano). Dzieło Solomon i Konzelmana zaatakowali też lewicowo-liberalni politycy: szef sztabu premiera Kanady Justina Trudeau zarzucił kanadyjskim konserwatystom... współudział w dopuszczeniu filmu na ekrany, a minister turystyki Mélanie Joly przestrzegała w telewizji przed „antyaborcyjną propagandą”. 

Popłoch - w obliczu znakomitej frekwencji na seansach - zapanował też wśród przeważającej większości recenzentów. Niebywały oddźwięk produkcji - chodzi tu nie tylko o mobilizację środowisk pro-life, ale i odejście z pracy 94 pracowników Planned Parenthood - spowodował, że wielu dziennikarzy nawet nie kryło, że poddają film miażdżącej krytyce z powodu ideologicznego zaślepienia. Wystarczy przytoczyć pokraczne tytuły niektórych recenzji, które należałoby raczej nazwać moralizatorskimi połajankami „Antyaborcyjny film «Nieplanowane» jest pełen niebezpiecznych kłamstw”  („Huffington Post”), „Antyaborcyjny film «Nieplanowane» jest obrzydliwą propagandą, która może zagrozić zdrowiu kobiet" („The Globe and Mail”), „Antyaborcyjny film  jest bezużyteczną propagandą i kiepskim kinem wypełnionym kłamstwami” („Ottawa Citizen”), „Antyaborcyjny filmowy hit to totalny prawicowy kant” (salon.com), „«Nieplanowane» to antyaborcyjna propaganda. Jej  kasowy sukces powinien nas wszystkich przerazić” („New Statesman”), „Ta antyaborcyjna propaganda to krwawy chłam” („Guardian”). Ten ostatni artykuł kończy się zapewnieniem autora, że na złość twórcom filmu zasili wpłatą konto Planned Parenthood. 

Szczęśliwie to nie lewicowi krytycy decydują, kto może oglądać „Nieplanowane” i jakie wnioski należy wysnuwać po projekcji. Werdykt widowni jest jednoznaczny: na stronie największej internetowej księgarni Amazon film otrzymał od użytkowników ocenę 4,5/5. Dodajmy, że w obronie „Nieplanowane” - a także możliwości jego rozpowszechniania - stanęli już m.in. wiceprezydent USA Mike Pence („niezwykle inspirujący”) i republikański senator Ted Cruz („przejmująca, składaniająca do refleksji historia”). Teraz czas, by z niezwykłą historią Abby Johnson zapoznali się polscy widzowie.