Agenci z warszawskiej delegatury CBA zatrzymali dwie osoby uwikłane w korupcyjny proceder. Na gorącym uczynku, tuż po przyjęciu 200 tysięcy złotych zatrzymano burmistrza warszawskiej dzielnicy Włochy. Pieniądze wziął od znanego dewelopera i jednocześnie przedsiębiorcy budowlanego. Włodarz dzielnicy próbował ukryć gotówkę w garażu należącym do rodziny.

W rozmowie z Niezalezna.pl warszawski radny Prawa i Sprawiedliwości Dariusz Lasocki podkreślił, że "przede wszystkim to bez dwóch zdań smutny dzień dla samorządności Warszawy".

To rozzuchwalenie wynika z tego, że w Warszawie od bardzo wielu miesięcy nie mamy gospodarza. Prezydent stolicy zdezerterował, fizycznie jest nieobecny, PO i KO to zlepek ludzi z różnych bajek - jak się okazuje - działających bez nadzoru, bez polityki miejskiej i stąd się biorą takie sytuacje

- ocenił.

Dariusz Lasocki zwrócił uwagę, że "w tej sprawie należy popatrzeć na dwie kwestie".

Po pierwsze - burmistrz dużej, ważnej dzielnicy, w której jest bardzo dużo centrów handlowych i grunty są bardzo drogie. Wszyscy znający topografie Warszawy wiedzą, że to jest łakomy kąsek. Jest domniemanie niewinności i dowiodą tego odpowiednie organy oraz niezależne sądy, ale podobno burmistrz wziął nie tylko tę łapówkę.
 

Pamiętajmy jednak, co jest po drugiej stronie - po drugiej stronie są mieszkańcy dzielnicy. Na tych terenach mogły być parki, szkoły, żłobki. Szkół w Warszawie brakuje, a władze Warszawy często mówią, że nie ma terenów, żeby można było tam budować np. przedszkola czy żłobki. Zawsze się mówi, że terenów nie ma. A dlaczego? Bo poszły pod młotek. Jeżeli więc na Włochach mamy taką sytuację, że burmistrz wydał korzystną decyzję o warunkach zabudowy, czyli nie było tam miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, to znaczy, że wyzbył się terenu, który należał do wszystkich mieszkańców Włoch

- mówił.

Dzisiaj oczekiwałbym, jako radny z prawie 11-letnim stażem, żeby radni Włoch natychmiast podjęli decyzję o odwołaniu go z tego stanowiska. To pewnie będzie konsekwencją tymczasowego aresztowania na 3 miesiące, ale też żaby dali jasny sygnał, że taką osobę się szybko wyklucza z tego grona, bo to są - co do zasady - ludzie, którzy ciężko pracują dla lokalnych społeczności

- dodał.

Warszawski radny PiS zwrócił uwagę, że "to nie była osoba przypadkowa".

To była osoba startująca do Sejmu, bardzo mocno związana ze środowiskiem posła Marcina Kierwińskiego. Nie próbuję wiązać jednej rzeczy z drugą, ale jeżeli ktoś kogoś znał, zaprosił na listę do Sejmu, to znaczy, że była to osoba dużego zaufania

- wskazał.

Zdaniem Dariusza Lasockiego "ta sytuacja dowodzi, że PO jest partią, która gnije od środka i są to pierwsze symptomy, że ta partia się rozpadnie, bo jeśli nie jest >>u koryta<< to traci rację bytu w tym sensie, że nie wie w którą stronę zmierzać".

Radni i samorządowcy powinni zmierzać w stronę dobra wspólnego, a nie dobra jednej osoby, która kryje pieniądze w garażu. Możemy mieć do czynienia z sytuacją, która być może nie jest odosobniona w Warszawie

- zakończył.