Jak na razie protesty idą jak po grudzie. Na pikiety pod siedzibą redakcji "GP" przychodzi najwyżej kilka, czasem kilkanaście osób. A jedynymi mediami, które relacjonują (z dziennikarskiego obowiązku) te protesty, są media Strefy Wolnego Słowa.
Co więcej, dzisiejszą manifestację "przykrył" medialnie... przedstawiciel społeczności LGBT-R, czyli człowiek-robot. "LGBT-R to ja" - powtarzał, przyciągając uwagę zarówno dziennikarzy, jak i przechodniów. Zmieszani i zaskoczeni aktywiści nie wiedzieli, jak zareagować na tę nieoczekiwaną wizytę.
Nic dziwnego więc, że po kolejnej niezbyt udanej pikiecie kilku jej uczestników udało się do pobliskiej kawiarni. Jak udało nam się dowiedzieć - dyskutowali tam, jak reagować na człowieka-robota, a także nad formułą kolejnych demonstracji. Niestety - poza sloganami typu "trzeba bombardować miłością" konkretnych pomysłów było niewiele. Jednym z nich ma być zwrócenie się do zagranicznych mediów. Padła nawet nazwa redakcji: "New York Times". Współpracownika tego właśnie dziennika mają zawiadomić aktywiści.
Według naszych informacji - uczestnicy protestu pod siedzibą "Gazety Polskiej" są bardzo rozczarowani zerowym w zasadzie zainteresowaniem ich sprawą ze strony lewicowo-liberalnych mediów w Polsce. Krajowi dziennikarze, którzy teoretycznie powinni sympatyzować z ich działaniami, ani nie przychodzą na manifestacje, ani ich nie opisują. Dlatego receptą na tę frustrującą sytuację ma być nadanie rozgłosu pikiecie poprzez prasę zagraniczną.
Zwróciliśmy się o komentarz w tej sprawie do jednego ze stałych uczestników protestu - artysty Pawła Żukowskiego.
- Nie wiem, o czym Pani mówi - odpowiedział naszej dziennikarce. Zapytał też, skąd mamy jego numer telefonu. Poinformowaliśmy więc, że sam podał go na swojej stronie internetowej.