"Diego": film, na którym płaczą nawet (albo tylko) faceci. RECENZJA

"Diego" w kinach / fot. mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl

Kontakt z autorem

  

Film poświęcony Diego Armando Maradonie to jedna z nielicznych okazji, by na sali kinowej zaobserwować nietypowe zjawisko: mężczyzn wpatrzonych w ekran niczym w hipnotycznym transie, a przy tym nieukrywających łez, które produkcja Asifa Kapadiego wyciska przynajmniej w kilku momentach. "Diego" jest przy tym produkcją z zacięciem niemal socjologicznym, co z kolei pozwala cieszyć się filmem nawet tym spośród widzów, którzy z piłkarskimi emocjami są na bakier. 

Na film Kapadiego - reżysera, który dał się zapoznać szerszej publiczności dokumentami poświęconymi Amy Winehouse oraz Ayrtonowi Sennie - składają się dwie godziny (z małym hakiem) szerzej nieznanych dotąd nagrań, w których mamy możliwość obserwować życiowe zmagania Maradony. Pod szczególną lupę trafił okres, w którym argentyński magik futbolu trafił dość niespodziewanie do Neapolu, gdzie podniósł tamtejszy klub z dołu tabeli do największych w historii sukcesów. Te kilka lat spędzone przez Argentyńczyka we Włoszech to widowiskowa jazda rollercoasterem: wszyscy spodziewają się, że Maradona przybywa do drużyny, by odcinać kupony od swojej sławy, ale ten zaskakuje niemal wszystkich. Dzięki wielkiej zaciętości, uporowi, a przede wszystkim olbrzymiemu talentowi Napoli trafia na szczyt włoskiej piłki, a narodowa drużyny Maradony zdobywa upragniony tytuł mistrzów świata. 

Myliłby się jednak ten, kto sprowadziłby "Diego" wyłącznie do zgrabnie nakręconej historii piłki nożnej końcówki lat 80. Owszem, mamy tu piękne ujęcia słynnej "ręki Boga" (czyli gola Maradony strzelonego Anglikom ręką podczas mundialu), są wzloty i upadki, jest sporo kulisów i ujęć z szatni, ale tak naprawdę to tylko - albo aż - punkt wyjścia do opowieści o tym niezwykłym Argentyńczyku. Tytułowego Diego poznajemy nie tylko jako wielkiego piłkarza, ale także, a może i przede wszystkim, jako pokiereszowanego syna i ojca, jako pogubionego człowieka, dla którego boisko było ucieczką od problemów trapiących go na co dzień. To nie przypadek, że mottem filmu, powtarzanym w jego trakcie dwukrotnie, są słowa Maradony o tym, że wychodząc na murawę i dryblując kolejnych przeciwników, zapominał o całym swym życiu, zostawiając go za murami stadionu. 

Do pewnego momentu się to udawało. Ale taki, a nie inny tryb życia, wzmocniony sporą emocjonalnością głównego bohatera i huśtawką nastrojów mieszkańców Neapolu (a może przede wszystkim tamtejszych elit) musiały przynieść smutne efekty. Ponurym zakrętem, z którego Maradona wciąż próbuje wychodzić, było dla niego uzależnienie od narkotyków, powiązanie z lokalną mafią, wreszcie - samotność i niezrozumienie, które stały się nieodłącznymi kompanami wielkiego piłkarza. Wszystkie te blaski i cienie Maradony są ukazane bardzo dobrze - może dlatego, że reżyser nie zaniedbał podstawowego obowiązku przy tego rodzaju produkcjach. Chodzi o wytłumaczenie widzom - zwłaszcza tym dalekim od piłkarskich emocji - tego, czym jest futbol w życiu społeczności: miejskiej, narodowej, globalnej. 

Kapadi na tyle umiejętnie prowadzi fabułę (wzmocnioną kapitalną muzyką, która świetnie oddaje klimat kolejnych epizodów), że widz bez problemu zrozumie scenę - a może nawet wzruszy się nią - w której mieszkańcy Neapolu po zdobyciu pierwszego w historii tytułu piłkarskiego mistrza Włoch wieszają na ogrodzeniu cmentarza transparent z napisem: "Nawet nie wiecie, co przegapiliście". Takich pięknych, choć momentami groteskowych chwil, jest więcej: jak wtedy, gdy lokalny sanitariusz zanosi ampułkę z krwią Maradony do miejscowego kościoła, a wierni budują argentyńskiemu piłkarzowi ołtarzyki, stawiając go na równi ze świętym patronem miasta. Te wielkie emocje mają jednak i drugie oblicze: po tym, jak Argentyńczyk z zimną krwią wyrzuca Włochów z mundialu w roku 1990, miłość do Maradony w jednej chwili zamienia się w nienawiść. Dotychczasowe patrzenie przez palce na nałogi i problemy Diego obraca się o 180 stopni, a piłkarz trafia na ławę oskarżonych, do aresztu, a wreszcie - zostaje zdyskwalifikowany. 

Czy smutny koniec kariery Maradony musiał mieć taki, a nie inny przebieg? Czy gdyby gwiazdor reprezentacji Argentyny szybciej opuścił Neapol, nie skończyłby w szpitalu psychiatrycznym, zmagając się z nałogiem narkotykowym? Czy gdyby uznał od razu swojego syna, nie targałyby nim wyrzuty sumienia, na które Maradona znał tylko dwie odpowiedzi: futbol i kokainę? Z szeregiem takich pytań widz opuszcza kino, wspominając olbrzymi talent wielkiego piłkarza, ale i szybką, stromą drogę w dół, którą przebył na życzenie własne, ale i osób, które miał dookoła siebie. Bo "Diego" to także film o tym, co w życiu najważniejsze, a co niekoniecznie wydaje się najwięcej warte na pierwszy rzut oka. Produkcja Kapadiego, a przede wszystkim życiorys samego Maradony to także gorzka lekcja i ponura przestroga. Ale i wiele momentów wzruszeń, radości i pysznej zabawy. Czy warto pójść do kina na "Diego"? Obowiązkowo! Nawet jeśli nie wie się, czym jest spalony.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Działacze Konfederacji znają myśl Dmowskiego? Prof. Żaryn postanowił coś narodowcom wyjaśnić

Senator prof. Jan Żaryn / Filip Blazejowski/Gazeta Polska

  

Profesor Jan Żaryn, goszczący na antenie Telewizji Republika w "Dziennikarskim pokerze" opowiadał o przedwojennej i obecnej myśli narodowej. Przedstawił też swoje zastrzeżenia w odniesieniu do współczesnych narodowców i działaczy Konfederacji. O Dmowskim i jego otoczeniu Żaryn mówił, jako tych, "którzy stale dopasowywali to, co dla Polski miałoby być najlepsze, do kontekstu zmiennego, który jest w każdym pokoleniu".

Prowadząca program redaktor Dorota Kania zapytała, czy współcześni narodowcy znają myśli Romana Dmowskiego, czy jest to tylko puste hasło. Żaryn przyznał, że Robert Winnicki, Krzysztof Bosak, czy Robert Bąkiewicz znają myśl narodową, karierę i życie Romana Dmowskiego, pojawia się jednak w tym kontekście zupełnie inny problem. 

Natomiast ta myśl narodowa Romana Dmowskiego była przebogata wewnętrznie i podlegała ustawicznej modyfikacji. Tym się różniła myśl obozu narodowego, że tam byli prawdziwi polscy intelektualiści, którzy stale dopasowywali to, co dla Polski miałoby być najlepsze, do kontekstu zmiennego, które jest w każdym pokoleniu. Tak jest i dzisiaj 

- dodał profesor, w odpowiedzi na pytanie, czy na pewno panowie dobrze rozumieją kwestie sojuszu z Rosją.

W dalszej części programu prof. Żaryn nie szczędzi słów krytyki pod adresem Konfederacji i współczesnych narodowców.

Jeżeli mam jakąś pretensję do Konfederacji, to przede wszystkim to, że rozumiejąc tą filozofię narodowego myślenia o Polsce, o narodzie, nie do końca widzę, by potrafili dzisiaj wraz ze swoimi najbliższymi sojusznikami wprowadzić w debatę publiczną. Na przykład sojusz z Rosją, który jest właśnie takim typowym przykładem myślenia de facto nie bardzo związanego z rzeczywistością. Sojusz z Rosją trwał w przypadku Romana Dmowskiego, jako prowadzącego polską politykę w I wojnie światowej dokładnie od 1914 roku do 1915 roku. Natomiast w 15 roku zmieniły się uwarunkowania. Zdecydowanie Rosja zaczęła przegrywać na froncie z państwami centralnymi a celem nie było wspieranie Rosji, tylko odzyskanie prze Polskę niepodległości, w związku z czym Roman Dmowski wyjechał z Sankt Petersburga i bez wątpienia knuł przeciwko tejże Rosji i jej polityce zagranicznej, próbując wprowadzić w Polskę do celów wojny po stronie Francji, Wielkiej Brytanii a potem Stanów Zjednoczonych

- wyjaśnił profesor Jan Żaryn, obecny senator z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.

 

 

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl