Relację z wizyty radne umieściły w mediach społecznościowych. Już na początek - niemiłe zaskoczenie. Butelkomat, który miał być prawdziwą ekologiczną rewolucją w stolicy jest... nieczynny. Kartka "przerwa techniczna" jest widoczna z daleka, ale radna dopytała się obsługi, o co chodzi. Odpowiedź - jest zepsuty. Wcześniej telewizja TVN informowała, że butelkomat był... obsługiwany ręcznie, tj. pracownik otwierał drzwiczki osobom, które chciały wrzucić do niego butelkę.

Ewidentnie coś poszło nie tak, ale nie ma się co zrażać - radne poszły dalej. Trafiły na budkę z lodami. Koszt jednej gałki to aż 7 złotych. Trochę drogo, ale przecież to lody z misją. Na stronie tej firmy znajdujemy informację, że angażuje się ona we wsparcie środowisk LGBT. Baner z tą informacją jest doskonale widoczny na stronie.

"Ben & Jerry's ma długą historię angażowania się na rzecz sprawiedliwości społecznej, w tym praw społeczności LGBT+ i równości małżeńskiej. Zaangażowanie to opiera się na podstawowych wartościach naszej firmy, które obejmują głęboki szacunek dla wszystkich ludzi i niezachwiane przekonanie, że każdy zasługuje na pełne i równe prawa obywatelskie"

- napisano.

Jak dodaje radna Semeniuk, jak na strefę relaksu są jeszcze takie "atrakcje" jak hamburgery (raczej niezbyt pasujące do zdrowego stylu życia) i... dym z papierosów.

Sądząc po relacji, obie panie raczej nie były zachwycone atrakcją, jaką za grube pieniądze zorganizował warszawiakom prezydent Rafał Trzaskowski. Zapowiadają kolejne działania - będą pytać o dokładny kosztorys "plaży Rafała Trzaskowskiego".