Raport końcowy ws. Amber Gold! Wassermann: „Nie mam wątpliwości, że Marcin P. był słupem”

Małgorzata Wassermann / Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

  

W trakcie posiedzenia sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold, jej przewodnicząca Małgorzata Wassermann zaprezentowała projekt raportu końcowego. Teraz posłowie będą mieli dwa tygodnie na zapoznanie się z nim i kolejne dwa tygodnie na zgłaszanie ewentualnych uwag. „Po trzech lata prac komisji śledczej nie ma dla mnie żadnych wątpliwości, że szef Amber Gold Marcin P. był słupem [...] nie mam żadnych wątpliwości, że Marcin P. nie wszedł w działalność lotniczą w sposób dobrowolny.” - oświadczyła podsumowując prace komisji Małgorzata Wassermann. Raport liczy niemal 700 stron.

Wassermann przekazała pozostałym członkom komisji projekt raportu końcowego. Posłowie będą mieli dwa tygodnie na zapoznanie się z nim i kolejne dwa tygodnie na zgłaszanie ewentualnych uwag na piśmie.

Za miesiąc będziemy głosować zarówno poprawki oraz całość raportu.
- podkreśla Wassermann.

Szefowa podsumowując prace komisji podkreśliła, że nim nastąpiły pierwsze przesłuchania, członkowie komisji musieli zapoznać się z materiałem dowodowym.

Był to największy materiał dowodowy jaki wpłynął w historii Sejmu. Akta główne miały 18 tys. Tomów.
- mówiła Małgorzata Wassermann.

Jednocześnie przewodnicząca komisji zwróciła uwagę, że od momentu powstania komisja współpracuje z prokuraturą, która prowadzi kilka postępowań dot. Amber Gold.

Od momentu zmiany w prokuraturze oraz powstania komisji śledczej, poza Marcinem i Katarzyną P. 15 dodatkowych osób ma postawione zarzuty.
- podkreśliła szefowa komisji.

Zaznaczyła ponadto, że zadaniem komisji było zbadanie instytucje państwowe podlegające kontroli Sejmu.

Komisja nie miała prawa ani obowiązku badania przestępstwa popełnionego przez osoby prywatne. Co za tym idzie komisja nigdy nie poszukiwała ani złota, ani pieniędzy.
- zaznaczyła Wassermann.

Skrajnie źle oceniamy przede wszystkim działalność służb specjalnych oraz policji pod przewodnictwem tutaj na samej górze pana ministra Jacka Cichockiego.
- powiedziała przewodnicząca komisji śledczej.
 
Wassermann mówiła, że Cichocki „aby ukryć te działania zwłaszcza po stronie policji, ale również ABW (...) po pierwsze przemilczał fakt w ogóle prowadzenie tej sprawy (dot. Amber Gold) podczas debaty sejmowej 30 lipca 2012 r. A po drugie udzielił Sejmowi, a co za tym idzie opinii publicznej nieprawdziwej informacji o tym, że służby specjalne prowadziły działania w stosunku do grupy spółek Amber Gold i OLT, działania analityczne od roku 2012 roku, od marca”.
 
Jak mówiła, ta informacja „była informacją nieprawdziwą”.

Prawdziwa informacja jest taka, że służby specjalne posiadały udokumentowaną wiedzę o szykującej się przestępczej działalności OLT, czyli wejścia w linie lotnicze przez Marcina P., od sierpnia 2011 roku.
- powiedziała Wassermann.
 
Dodała, że drugim ministerstwem, które jest oceniane przez nią i prezydium komisji „skrajnie źle” jest Ministerstwo Transportu i Budownictwa pod rządami ministra Sławomira Nowaka. Mówiła, że Urząd Lotnictwa Cywilnego podległy temu resortowi utrzymywał, a nawet rozszerzał koncesję dla spółek OLT, mimo że te spółki nie spełniały przewidzianych prawem wymagań.
 
Wassermann mówiła, że Nowak jako jedyny minister posiadał uprawnienia w postaci „możliwości wydawania decyzji o zamknięciu działalności przez odebranie koncesji z rygorem natychmiastowej wykonalności”.

To oznacza, że pan minister Nowak mógł przeciąć tę działalność w ciągu jednego dnia.
- powiedziała przewodnicząca komisji śledczej.

Odnosząc się do głównej tezy raportu, powiedziała, że „obowiązkiem komisji było badanie instytucji państwowych, które podlegały kontroli Sejmu”. Podkreśliła, że komisja nie miała za zadanie np. ustalać, gdzie jest przechowywane złoto Amber Gold albo gdzie zostały przekazane pieniądze.

Komisja tylko i wyłącznie miała za zadanie analizę postępowania tych funkcjonariuszy publicznych, którzy podlegają kontroli Sejmu.
- zaznaczyła Małgorzata Wassermann.

Jak dodała ocena instytucji państwowych, zawarta w raporcie „jest w największej części krytyczna”.

Są tylko dwie instytucje, które możemy ocenić pozytywnie lub pozytywnie z pewnymi uwagami, natomiast większość z tych ocen jest bardzo zła" - powiedziała Wassermann. Te dwie instytucje ocenione pozytywnie to Ministerstwo Gospodarki oraz Komisja Nadzoru Finansowego. Pozostałe, jak mówiła, działały „w sposób zły albo nawet krytyczny”. Do instytucji najgorzej ocenionych należy np. Prokuratura.
- wskazała Wassermann.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Rejs Grety Thunberg obciąża klimat! Cała prawda o "ekologizmie" nowej ikony zielonych

/ European Parliament from EU [CC BY 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by/2.0)]

  

Konserwatywny niemiecki tabloid "Bild" krytykuje nastoletnią klimatyczną aktywistkę Gretę Thunberg za rejs przez Atlantyk do Nowego Jorku. Bezemisyjna w założeniu podróż wcale taka nie jest. Obciąża klimat w dużo większym stopniu niż myślano - ujawnia gazeta.

"Żeglarska wyprawa szwedzkiej ikony klimatycznej Grety Thunberg (16 l.) obciąża atmosferę dużo bardziej, niż się spodziewano. Jacht oceaniczny Malizia II ma przetransportować aktywistkę z brytyjskiego Plymouth do Nowego Jorku, gdzie chce ona wziąć udział w konferencji klimatycznej ONZ. Bez prysznica na pokładzie. I nawet bez toalety. Ale przede wszystkim bez CO2. Okazuje się jednak, że podróż powrotna Grety zaburzy jej indywidualny bilans emisji dwutlenku węgla"

- drwi najpoczytniejszy niemiecki dziennik.

Rzecznik kapitana prowadzącego jacht Grety, zawodowego żeglarza Borisa Hermanna, poinformował, że łódź zostanie sprowadzona z powrotem do Europy przez pięć osób, które do Nowego Jorku... muszą się dostać samolotem. "Oczywiście, że tam polecimy. Przecież nie da się inaczej" - mówi rzecznik. Również Hermann w drodze powrotnej wybierze samolot.

"Dobrego lotu!" - życzy "Bild" i oblicza, że gdyby "klimatyczna Greta" i jej ojciec Svante, który jej towarzyszy na Atlantyku, po prostu kupili bilety lotnicze do Nowego Jorku i z powrotem, to obciążyliby klimat czterema podróżami w powietrzu. Pięciu żeglarzy i kapitan - to natomiast sześć podróży i odpowiednio wyższa emisja CO2 per capita.

Na tym jednak nie koniec. Jeszcze jedna okoliczność rzuca cień na bilans klimatyczny Grety Thunberg - podkreśla tabloid. Głównym sponsorem Malizii II jest Yacht Club de Monaco.

"Akurat Monako! Które nie ma nic wspólnego z ochrona klimatu. W księstwie odbywają się wyścigi Formuły 1, zanieczyszczając atmosferę ogromną ilością spalin. Jachtklub jest z kolei ojczyzną gigantycznych łodzi z silnikami diesla, które należą do największych klimatycznych złoczyńców"

- ironizuje tabloid. Przypomina też, że monarchia jest szczególnie dumna z oferowania przystani dla jednej czwartej ze stu najbardziej luksusowych jachtów na świecie.

"Greta zapewniła księstwu reklamę. Monako jest światowym symbolem beztroskiej konsumpcji i marnotrawstwa. Ludzie śledzący rejs Szwedki mogą pomyśleć, że mikroskopijna monarchia jest dla niej wzorcowym przykładem podejścia do ochrony klimatu"

- pisze "Bild".

Przed wyruszeniem w podróż Greta Thunberg alarmowała, że czasu na zatrzymanie globalnego wzrostu temperatur zostało bardzo mało. Z kolei jej kapitan - Boris Hermann, oświadczył, że rejs ma uświadamiać dwie rzeczy:

"Zastąpienie paliw kopalnych przez odnawialne źródła energii nie jest sprawą łatwą. Jednak opanowanie tego wyzwania może być świetną przygodą".

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl