Jacek Liziniewicz w najnowszej „Gazecie Polskiej” pisze o stanie wynajmowanej za półdarmo przez 17 lat leśniczówki w środku Puszczy Białowieskiej.

„GP” dotarła do wyników kontroli posesji dzierżawionej przez polityka. Pozdejmowane framugi w drzwiach oraz oknach, gniazdka i kontakty elektryczne, a nawet… boazeria.

M.in. o owej leśniczówce w Puszczy Białowieskiej rozmawiano dziś w programie Michała Rachonia „Woronicza 17”. Gośćmi byli Jerzy Wenderlich – Sojusz Lewicy Demokratycznej, Paweł Szefernaker – Prawo i Sprawiedliwość, Jan Filip Libicki – Polskie Stronnictwo Ludowe, Tomasz Jaskóła – Kukiz’15, Piotr Ikonowicz- Lewica Razem, Paweł Soloch – Kancelaria Prezydenta RP.

Do leśniczówki opuszczonej przez Cimoszewicza odniósł się wczoraj premier Mateusz Morawiecki.

Premier nawiązał do publikacji prasowej pokazującej, że kandydat „jedynka” w Warszawie Koalicji Europejskiej robi co innego jak się wyprowadza z domu, który wynajmuje od skarbu państwa, a co innego mówi przed kamerami. Do tego nawiązał premier, bo w telewizji ci kandydaci robią z siebie takich europejskich, bardzo nowoczesnych, a jednocześnie pan Cimoszewicz – jak informuje prasa – zostawił ruinę, po tym jak wynajmował tę leśniczówkę

– ocenił wiceminister MSWiA Paweł Szefernaker.

W obronę Cimoszewicza wziął nie kto inny, jak Jerzy Wenderlich. Polityk Sojuszu Lewicy Demokratycznej przekonywał, że nic się nie stało. Przecież Cimoszewicz zabrał tylko swoje rzeczy…

„Czy pan sobie wyobraża np. byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, który wyprowadzając się z domu, gdzie mieszkał przez całe lata, zamiast zostawić je w takim stanie, by można było później odwiedzać to miejsce, pokazywać jak pięknie rozwinął miejsce, które zajmował przez jakiś czas wyciąga framugi, piece, zostawia ścienny w takim stanie jak widzieliśmy, pan sobie to wyobraża? – pytał Michał Rachoń.

- Oj panie redaktorze, oj panie redaktorze, ja sobie wiele wyobrażam. Wyobrażam sobie, że pan sobie nie wyobraża różnicy między Białym Domem, a leśniczówką – próbował marginalizować problem Wenderlich.

Usiłował tłumaczyć, że z Białego Domu nie zabiera się wielu rzeczy, których się tam nie wniosło. „Ale jeśli kilkanaście lat mieszkał tam w tej leśniczówce premier Cimoszewicz…”.

Nawet pan leśniczy przyznał, że Włodzimierz Cimoszewicz zabrał to, co się do niego należało

– dodał.

Kontakty (w ścianach – red.) przeszkadzały? – zakpił wchodząc w słowo Piotr Ikonowicz.

Jeśli Cimoszewicz to włożył, to dlaczego miał tego nie wyjąć? – pytał Jerzy Wenderlich.

Bo może mógłby mieć trochę klasy, nie?

– odparł Ikonowicz. I dodał: „Zachował się bez klasy i dobrze wiesz Jurek, że byś tak nie zrobił, a teraz z obowiązków partyjnych go bronisz”. Wywiązała się ożywiona dyskusja.

- Jeśli ktoś bierze swoje, to jest coś takiego, jak święte prawo własności – mówił Wenderlich.

- A co ty miałeś kiedyś z lewicą wspólnego, jak wymawiasz takie zdanie? Byłeś kiedyś na lewicy i wypowiadasz bez zająknienia zdanie o świętym prawie własności? No to już mamy z was z głowy – odparł Ikonowicz.

- (Cimoszewicz – red.) Zachował się jak trzeba – wyznał Wenderlich.

Pozostali goście obecni w studio mieli z goła inne zdanie na ten temat. Poruszono temat klasy, z jaką Cimoszewicz, jakby nie było były premier, wyprowadził się z wynajmowanego obiektu.

Gdyby był człowiekiem z klasą, to wynajmowanie leśniczówki, za zaniżoną cenę, czy za pół ceny, mając klasę zostawiłby te stare rzeczy, najwyżej spisałby protokół z leśniczym i powiedziałby: „panie, co pan chce, to ja na swój koszt usuwam, doprowadzam do jakiegoś stanu i wyrzucam do śmietnika. Bo chyba nie zabrał sobie z powrotem do domu kontaktów?

– ocenił Tomasz Jaskóła.
„Genów nie oszukasz” – stwierdził polityk Kukiz'15 i dodał: „mnie przeraża, że człowiek może być na stypendium fulbrighta i zachować się jak żubr”.

Z kolei Jan Filip Libicki ma podejrzenia co do wiarygodności materiału o Cimoszewiczu.

Jeśli założymy, że te zdjęcia są prawdziwe, to oczywiście nie powinno tak być i jestem tym zdziwiony. Moje zdanie o panu premierze Cimoszewiczu jest jako o człowieku kulturalnym, zasiadającym w senacie, dlatego mam prawo mieć te wątpliwości

– ocenił polityk PSL.

Dyskusję na ten temat, zwracając się do Jerzego Wenderlicha, zakończył Szefernaker.

"Proszę państwa, jak nie ma się argumentów do rzeczy to się atakuje ad personam, tak jak pan mnie zaatakował. Ja pana nie atakowałem, choć od 80 roku był pan w PZPR i wiele można byłoby na pana temat powiedzieć. Niech pan tego palca schowa, bo Polacy panu pokazali gdzie jest pana miejsce nie wybierając pana do Sejmu

– powiedział.

W jakim stanie Cimoszewicz zostawił leśniczówkę?

Sprawę komentowali też na twitterze internauci.

Więcej na temat leśniczówki opuszczonej przez Cimoszewicza w „Gazecie Polskiej”.