Eryk Lubos o filmie "Underdog": to jest kino gatunkowe. WYWIAD

Eryk Lubos / fot. Anna Krajkowska/Gazeta Polska

  

W piątek na ekrany kin trafił pierwszy polski film o MMA. „Underdog” w reżyserii Macieja Kawulskiego, inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, opowiada nie tylko o zmaganiach sportowych, ale także o trudnych relacjach, o słabościach i sile człowieka oraz o wychodzeniu z życiowego kryzysu. W rolach głównych: Eryk Lubos, Mamed Chalidow i Aleksandra Popławska. – Kino niepokoju już było. To jest kino gatunkowe. To ma być historia, która zakręci – mówi "Gazecie Polskiej Codziennie” Eryk Lubos wcielający się w rolę Borysa „Kosy” Kosińskiego, zawodnika MMA.

Kiedy słyszę nazwisko Lubos, to natychmiast przychodzi mi na myśl bohater nietuzinkowy, skomplikowany, przechodzący przeobrażenie. Jaki zatem jest Kosa, Twój najnowszy bohater?

Właśnie taki, jak powiedziałaś. On się nie napina, bierze to, co jest, podejmuje decyzję i zaczyna dojrzewać. Wyobrażasz sobie, żeby taki twardziel, zawodnik MMA, płakał? Zapewne nie, bo mamy wdrukowany bardzo powierzchowny wizerunek fightera. I w tym filmie ten wizerunek zostaje złamany.

Czyli mistrz, heros ukazany jest jako człowiek?

Nie będziesz mistrzem, jeśli nie będziesz człowiekiem.

A na ile ten film jest wzięty z życia? Czy opowiada o konkretnym bohaterze?

Reżyser Maciek Kawulski [także promotor MMA, współwłaściciel organizacji KSW – przyp. red.] jest osobą decyzyjną. Lata tworzenia przez niego KSW zaowocowały właśnie taką historią. To nie jest kolaż. Pojawiają się tu autentyczni bohaterowie, np. Mamed Chalidow to Mamed. Gra mistrza. Nie gra samego siebie, bo nie można zagrać siebie. Kombinowaliśmy, wymyślaliśmy, kłóciliśmy się na planie, ale w cudowny sposób. Robienie kina to nie są wyrzeczenia, to jest przygoda. Hejterzy zawsze będą. Jedni nas zniszczą, innym będzie się podobało. Kino niepokoju już było. To jest kino gatunkowe. To ma być historia, która zakręci.

Jan Jakub Kolski powiedział o Tobie, że jesteś aktorem, który dla dobra roli jest gotów zrobić wszystko. Czego wymagała od Ciebie ta rola? Co było trudne?

Nie umiem potrójnego salta do tyłu z ewolucją wsteczną, jednocześnie zadając obrotową mawachę (śmiech).

Ale na zdjęciach z filmu widać ekstremalne ujęcia i leje się krew.

Ma się lać krew, to jest krwawy sport.

Od wielu lat trenowałeś boks, zatem MMA chyba jest Ci bliskie?

Absolutnie nie. MMA jest za trudne. Pięściarze nie mają szans w klatce. Bokserzy mają inny dystans. W MMA trzeba się dostosowywać do warunków szybkozmiennych – to jest artyzm. Oglądałem wszystkie walki Mameda. Każda była inna, bo w tym sporcie nic nie da się zaplanować.

Ale boksowanie ułatwiło Ci z pewnością pracę przy tej wymagającej roli.

Tak, bo pewnych rzeczy nie da się na szybko przygotować. Niektórzy koledzy opowiadali historie, że przez pół roku przygotowywali się do roli, wylewali pot na sali, ale proszę mi wierzyć – nie da się.
Po prostu to jest zdecydowanie za mało. Aktor po takim treningu nie będzie miał odruchów. Gdybym nie ćwiczył od ponad 20 lat, to prawdopodobnie bym tu nie zagrał. Kawul nie da się oszukać. Oni w MMA naprawdę się biją. Nie ma żadnych ustawek. Unikałem jak mogłem parteru, ale musiałem. Nie chciałem udawać jakiegoś wielkiego zawodnika, ale jak się staje w klatce z Mamedem, to już trzeba. To jest maszyna. To wielki artysta w branży MMA. 

Kiedy więc wszedłeś do klatki i spojrzałeś w oczy Mamedowi, to pojawiły się obawy?

To było piękne przeżycie – wytrzymać wzrok Mameda. On ma taką przepaść w sobie.

To filmowy debiut Macieja Kawulskiego. Jak sobie poradził za kamerą?

To jest osobowość, to jest promotor, który od wielu lat buduje markę KSW. Mogę go opisać jednym słowem – decyzyjność. To jest absolutnie decyzyjny twórca i wizjoner.

Z Erykiem Lubosem rozmawiała Anna Krajkowska.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie, gpcodziennie.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...


Prezydent o najtrudniejszej chwili po katastrofie smoleńskiej: "To był moment kompletnej pustki"

zdjęcie ilustracyjne, / faktysmolensk.pl

  

Najgorszym dla mnie momentem było, gdy powiedzieli, że wszyscy zginęli; to był moment kompletnej pustki - powiedział w TVP1 prezydent Andrzej Duda, wspominając wydarzenia 10 kwietnia 2010 r. "Dzisiaj nie można powiedzieć, co tam (w Smoleńsku) się stało i dlaczego, między innymi dlatego, że na samym początku podejmowano takie, a nie inne decyzje" - dodał.

Prezydent wspominał w TVP wydarzenia 10 kwietnia 2010 roku. Podkreślił, że tego dnia nie był w delegacji prezydenckiej i pojechał do swojego domu w Krakowie, gdzie tuż przed godziną 9. otrzymał telefon.

"Dzwoniła nasza znajoma, która kiedy usłyszała mój głos, rozpłakała się, ja zacząłem się pytać, co się stało? A ona powiedziała do mnie takim zapłakanym głosem, że spadł samolot z prezydentem. Nigdy tych słów nie zapomnę"

- wspominał prezydent.

Pytany, jakie emocje wtedy nim targały, Andrzej Duda odparł, że przede wszystkim wiedział, kto poleciał do Smoleńska.

"Więc największe emocje dla mnie, to był moment, w którym powiedzieli, że wszyscy zginęli. To był moment kompletnej pustki, takiej bezdennej rozpaczy, która powoduje, że człowiek czuje się jakby był wydrążony w środku"

- powiedział prezydent.

Dodał, że długo nie mógł się z tego otrząsnąć.

"A kto wie, myślę, że dużo z tego i do dzisiaj jest gdzieś tam w mojej głębokiej świadomości, jako po prostu pewien ból"

- zaznaczył Andrzej Duda.

"Dzisiaj nie można powiedzieć, co tam (w Smoleńsku) się stało i dlaczego, między innymi dlatego, że na samym początku podejmowano takie, a nie inne decyzje"

– powiedział prezydent.

Jako przykład prezydent podał "kompletnie niezrozumiałą decyzje o tym, żeby uznać, że lot polskiej delegacji do Smoleńska samolotem wojskowym (...) był lotem cywilnym, że w związku z tym nie będzie stosowana dwustronna umowa pomiędzy Polską a Federacją Rosyjską dotycząca katastrof przy lotach wojskowych, tylko będzie stosowana konwencja chicagowska dotycząca lotów cywilnych".

To - według prezydenta - "znacząco pogorszyło naszą sytuację w całym śledztwie dotyczącym przyczyn katastrofy".

"To między innymi, w moim przekonaniu, spowodowało, że do dzisiaj nie mamy w Polsce czarnych skrzynek, do dzisiaj nie mamy wraku samolotu, tylko wszystko znajduje się w Rosji. To właśnie dlatego, że na początku podjęto takie, a nie inne decyzje. To były decyzje Donalda Tuska, jego rządu, to były bardzo poważne błędy"

– mówił prezydent.

"Ówcześnie rządzącym można za to postawić tylko i wyłącznie ocenę niedostateczną" – oświadczył Andrzej Duda. 

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154, wiozącego delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria, najwyżsi dowódcy wojska i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts