We Francji od kilku tygodni jest "gorąco" za sprawą protestów żółtych kamizelek i towarzyszących im incydentów, które postawiły na nogi policję w Paryżu oraz innych miastach kraju. Okazuje się, że to nie jedyny problem. W miasteczku Joue-les-Tours w pobliżu Tours w środkowej Francji młodociane bandy dokonały w ostatnim czasie serii podpaleń samochodów.

Władze miasteczka obawiają się, że młodociani chuligani dadzą o sobie znać w sylwestrową noc. Cytowany przez rmf24.pl francuscy komentatorzy podkreślają, że podpalenia samochodów w noc kończącą stary rok to już niemal "tradycja".

"W ostatnich latach młodzieżowe bandy z imigranckich gett witają nowy rok podpalając za każdym razem około tysiąca samochodów w całej Francji"

- czytamy na stronie rmf24.pl.

Reakcją mera Joue-les-Tours jest wprowadzenie godziny policyjnej dla nieletnich. Będzie ona obowiązywać młodzież do lat 17 i będzie trwała w godzinach od 22 do 6 rano. Za jej złamanie grożą poważne konsekwencje. Zakaz wychodzenia nieletnich na ulice miasteczka ma obowiązywać tymczasowo do 24 stycznia.