Mateusz Morawiecki, będąc prezesem banku BZ WBK został nagrany. To jest pewne. Wszelkie inne spekulacje, czy insynuacje o rzekomo kompromitującej obecnego szefa rządu treści rozmów nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością.
 
 
Są budowane … na plotce, która krążyła po ujawnieniu afery taśmowej. A samo nagranie premiera jeśli istnieje, nie musi być w żaden sposób dla niego kompromitujące. Jednak grupom interesów odsuniętych od władzy, w tym ludziom dawnych służb specjalnych, może bardzo zależeć na podgrzewaniu wątpliwości i niejasności wokół całej sprawy. W ten sposób bardzo by chcieli, aby szef rządu został osłabiony. Mityczna taśma niczym święty Graal rozpala emocje. Dzięki temu jest doskonałym narzędziem do rozgrywki, w której jednym z celów może być m.in. próba skłócenia premiera Morawieckiego z Mariuszem Kamińskim, ministrem koordynatorem ds. służb specjalnych.
 
Zacznijmy jednak od początku. Cała narracja o rzekomo kompromitującym nagraniu premiera opiera się TYLKO na jednym: treści pytania Anny Hopfer, prokurator Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prowadzącej śledztwo w sprawie afery taśmowej zadanego Łukaszowi N. „Czy zarejestrował pan rozmowę jednego z prezesów banku dotyczącą zawierania pożyczek i kredytów na podstawione osoby tzw. słupy?”. Skąd śledcza mogła posiadać tę wiedzę? To kluczowe pytanie, aby zrozumieć całą sprawę.
 
 
Po ujawnieniu afery taśmowej nastąpił gigantyczny wysyp rożnych, często absurdalnych plotek o tym, co może znajdować się na taśmach i jakie są kulisy afery. Sam byłem niemal bombardowany takimi doniesieniami. Wskazywano nawet, że jestem kolegą Łukasza N., co jest totalną bzdurą, bo nigdy człowieka nie wiedziałem na oczy. Ten absurdalny, mocno dezinformujący magiel wrzał.
 
Jedno z bardzo wielu doniesień dotyczyło nagrania, na którym podobno rozmawiano o wyłudzaniu kredytów na słupy, a jednym z rozmówców miał być prezes banku.
 
Początkowo pojawiały się różne nazwy instytucji finansowych i nazwiska rzekomego rozmówcy. W pewnym momencie zaczęto kolportować informacje, że na tym nagraniu jednym z rozmówców jest Mateusz Morawiecki. Był przełom 2014 i 2015 roku. A pojawienie się nazwiska prezesa BZ WBK mogło być nieprzypadkowe. Morawiecki był nie tylko jednym z najbardziej rozpoznawalnych szefów banków, ale przede wszystkim aktywnie uczestniczył w życiu publicznym. Już na początku 2015 r. nie było tajemnicą, że jest mocno związany z obozem PiS.  
 
Więcej w jutrzejszej GPC