- System jest skonstruowany w taki sposób, że decyzję o tym, czy dana osoba może opuścić zakład karny, podejmują kurator, psychologowie, psychiatrzy, doświadczeni penitencjarzyści, plus wszystko dzieje się pod nadzorem sędziego penitencjarnego

 – powiedział wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki w TVN24.

Pytany, czy w związku z tragedią ktoś zostanie ukarany, Jaki odpowiedział, że zlecił pilną kontrolę i oczekuje na jej wyniki.

- Ja tej sprawy absolutnie nie lekceważę

 – zapewnił.

- Problemu by nie było, gdyby polski system karny był inaczej skonstruowany, tak jak my go chcemy skonstruować. Wprowadzamy zmiany w kodeksie karnym, chcemy żeby były większe kary

– powiedział Jaki i dodał, iż osobiście wprowadził rozwiązanie, którego prowadzi do tego, że "osoby skazane za najcięższe przestępstwa nie mogą pracować poza zakładem karnym".

- Wie pan, co się wtedy działo? Rzecznik Praw Obywatelskich wtedy do mnie pisał, co ja w ogóle wyprawiam

– opowiadał minister prowadzącemu.

Wczoraj konferencję w sprawie podwójnego zabójstwa w Warszawie zrobił poseł PO Michał Szczerba, który zarzucał Jakiemu pozostawienie podległej mu służby więziennej "samej sobie" i zajmowanie się kampanią wyborczą. Wiceminister odniósł się także do tego.

- Uważam, że to jest obrzydliwe, żeby na takiej tragedii robić politykę. Za poprzednich rządów takich tragedii było więcej. System penitencjarny naprawdę się zmienił

 – stwierdził Jaki.

- Jak byłem w opozycji, nie przyszło mi do głowy, żeby zrobić konferencję prasową po takich tragediach i żądać dymisji jakiegoś polityka

– skomentował wiceszef resortu sprawiedliwości.

Jak zauważył minister, mężczyzna w związku z pozytywną opinią mógł legalnie, na krótki czas, opuszczać więzienne mury i nie była w tym czasie sprawowana nad nim bezpośrednia kontrola. Patryk Jaki podkreślił, że zupełnie inaczej wygląda sprawa więźniów takich jak Dariusz Przywieczerski, mózg afery FOZZ, którego od razu objęto specjalnym nadzorem, bo przebywa w jednostce zamkniętej.

Tragedię na warszawskim śródmieściu komentowała także Służba Więzienna. Podano, że mężczyzna został w 2004 roku skazany na 15 lat pozbawienia wolności za zabójstwo. Od 2016 roku korzystał z przepustek, na których był ponad 90 razy, początkowo z konwojem, później w asyście rodziny, a ostatnie były mu już udzielane bez nadzoru. Zawsze wracał na czas, a podczas przepustki meldował się na komisariacie. Nie sprawiał kłopotów, a końcówkę kary odbywał w półotwartym zakładzie karnym na warszawskim Bemowie.

Do tragedii, z którą związek ma 40-latek, doszło w sobotę. Około godz. 17 matka 35-letniej mieszkanki Śródmieścia, zaniepokojona faktem, że nie może dostać się do mieszkania, wezwała ślusarza. Po otwarciu drzwi odnalazła ciała córki i 3-letniego wnuczka.

Artur K. sam zgłosił się na policję. W niedzielę usłyszał zarzut podwójnego zabójstwa i został tymczasowo aresztowany. Śledczy nie informują, czy mężczyzna się przyznał. Wiadomo, że złożył obszerne wyjaśnienia. 40-latek i 35-latka poznali się kilka miesięcy temu. Jak ustaliła prokuratura, para planowała ślub, który miał odbyć się w tym miesiącu. Trzyletni chłopiec nie był ich wspólnym dzieckiem.