1 lipca 1990 r. funkcję I prezesa SN objął prof. Adam Strzembosz, którego na to stanowisko wybrał Sejm. Krajowa Rada Sądownictwa wytypowała wówczas jeszcze 57 kandydatur na sędziów tego sądu. Ta grupa została następnie nominowana do SN przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który dysponował wtedy prerogatywami prezydenta. W powołanym do SN gronie aż 22 sędziów (40 proc.) stanowili sędziowie zasiadający w nim jeszcze za PRL. 

Wbrew tezie, którą powtarza prof. Strzembosz, obsada SN od lipca 1990 r. nie była rezultatem weryfikacji sędziów ze względu na komunistyczną przeszłość. Dowodzi tego nie tyle przykład samego obecnego p.o. I prezesa SN Józefa Iwulskiego, ile przekrój całej kadry najważniejszego z sądów.

W PRL sędzia Iwulski był wyszkolonym przez WSW oficerem LWP, służącym do 1989 r. partii, wydającym w sądzie wojskowym wyroki skazujące na opozycjonistów w okresie stanu wojennego. Sędzia ukrywał te fakty, a także to, że jego żona była w SB, a rodzice w MO. Zostały one upublicznione dopiero po podniesieniu jego kandydatury do rangi pierwszego prawnika w państwie. Akta IPN odsłaniają też inne kariery sędziowskie podobnie obciążone komunizmem.

Wszyscy sędziowie Izby Wojskowej SN powołani w 1990 r. do orzekania skazywali opozycjonistów w stanie wojennym.

Na czele izby po rzekomej weryfikacji SN obsadzono Janusza Godynia. Kierował on nią nieprzerwanie aż do 2016 r. Partyjny prymus zasłużył się PRL także w szeregach Wojsk Ochrony Pogranicza, organu bezpieki PRL. Jako sędzia szybko został kierownikiem sądów wojskowych PRL.

Przełożeni chwalili Godynia, że jego służba sądownicza przebiegała w zgodzie „z duchem idei marksistowsko-leninowskich”. Doceniano też jego postawę i zaangażowanie w okresie stanu wojennego. 

Jednym z tych, którzy z PRL wylądowali w SN III RP, był sędzia ppłk Edward Matwijów. Był wieloletnim działaczem PZPR pełniącym w sądach role grupowego partyjnego i członka egzekutywy. Od SB dostał w latach 70. pseudonim „Marynarz” – był właścicielem lokalu kontaktowego i użyczał go do działań operacyjnych bezpieki. Jego brat Zbigniew był funkcjonariuszem gdańskiej SB, a ojciec zasłużonym w pracy dla MO.

Sędzia Matwijów ma na swoim koncie liczne wyroki skazujące w stanie wojennym wrogów systemu komunistycznego.

Skazał m.in. za głoszenie patriotycznych kazań księdza prześladowanego za to samo przez bezpiekę. To, że Matwijów 2008 r. nadal orzekał, pozwoliło mu wydać decyzję o odmowie uchylenia immunitetu innego sędziego, Zdzisława B., który tak jak on skazywał w 1981 r. B. skazał dwóch opozycjonistów, stosując dekret o stanie wojennym, zanim to prawo zaczęło formalnie obowiązywać.

Silne więzi z partią wykazywał do 1990 r. ppłk Jerzy Steckiewicz. Od 1981 r. do czasu zawieszenia stanu wojennego pełnił obowiązki szefa Wojskowego Sądu Garnizonowego w Białymstoku. W 1986 r. został sędzią SN. W latach 80. zasądzał wyroki w Sądzie Najwyższym. Jego brat Andrzej Steckiewicz był przewodniczącym wydziału w Prokuraturze Rejonowej w Elblągu. 

Duże uznanie w III RP zyskał pułkownik LWP Stanisław Kosmal. W PRL jego atutem było ukończenie WUML z wyróżnieniem. Od 1976 r. pracował w Izbie Wojskowej SN PRL, łącząc służbę z działalnością w PZPR. Po wprowadzeniu stanu wojennego uczyniono go sędzią SN tej izby. Od 1990 r. był zastępcą prezesa Izby Wojskowej SN. 

W latach 90. Kosmal był zastępcą przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej, pozostał w niej aż do afery „cud nad urnami” w 2014 r. A przecież wcześniej, w 1982 r., wojskowi przełożeni pisali o nim: „W orzecznictwie dostrzega potrzebę eksponowania prawa i represji karnej w warunkach stanu wojennego”. „W pełni popiera politykę partii i rządu, co w szczególności wykazał w okresie stanu wojennego w kraju” – zapisano w opinii służbowej z 1984 r.

Jednym z prawników, którzy zasłużyli sobie według decydentów III RP na miano najwyższego autorytetu prawnego, był ppłk Wiesław Maciak. Od 1990 r. znalazł się w SN. Nieistotne okazało się to, że Maciak (jeszcze jako kapitan), sędzia sądu wojskowego w Poznaniu, wspólnie z późniejszymi swoimi kolegami z SN Józefem Medykiem i Jackiem Sobczakiem, skazywał opozycjonistów. Karę więzienia orzekł on za namalowanie na murze napisu „Solida”, a innym razem za wyszydzanie WRON i I sekretarza KC PZPR.

Kolega ppłk. Maciaka z Izby Wojskowej SN, orzekający od 1990 r. sędzia Jan Bogdan Rychlicki, w stanie wojennym skazywał opozycjonistów jako sędzia wojskowych sądów Koszalina i Bydgoszczy. W 2013 r. Rychlicki znalazł się w składzie SN, który zamknął sprawę przeciwko Tomaszowi Turowskiemu – po tym, jak ten zataił swoją pracę dla wywiadu PRL w oświadczeniu lustracyjnym z 2009 r. SN uznał wówczas, że Turowski mógł skłamać, bo działał w stanie wyższej konieczności.

W części spraw politycznych ze stanu wojennego Rychlicki orzekał ze swoim późniejszym kolegą z SN, kpt. Bogdanem Szerszenowiczem. Ten partyjny sędzia, tkwiący w SN od 1986 r., także po 1990 r. zasługiwał – według ówczesnych decydentów III RP – na uznanie i pozostawanie w kadrze SN. 

Pozostali sędziowie Izby Wojskowej SN ustanowionej w 1990 r. – kmdr Andrzej Bartel, mjr Marian Buliński, kpt. Józef Dołhy, płk Józef Medyk – również skazywali opozycjonistów z dekretu o stanie wojennym.

Więcej w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"