Zatrzymanie  Cezarego P. w kwietniu 2016 r. przez Centralne Biuro Śledcze Policji było szokiem dla wielu osób z tzw. "warszawki". Mężczyzna od lat dostarczał narkotyki ludziom ze świata show biznesu, polityki, sportu... Jego kokaina nie była tania - zazwyczaj 500 złotych za działkę - ale rzekomo bardzo dobrej jakości. Na brak klientów Cezary P. nie narzekał.

Ci ostatni byli w centrum zainteresowania mediów. Gdy zakończono śledztwo i skierowano akt oskarżenia, osoba znająca kulisy sprawy żartowała:

"To dość nietypowa sprawa, bo większą uwagę od oskarżonego będą przyciągali świadkowie".

Cezary P. usłyszał zarzuty sprzedaży narkotyków ponad 200 osobom. Obecnie przed warszawskim sądem trwa proces "dilera celebrytów".

Jak ustaliliśmy - wśród świadków mających zeznawać na procesie Cezarego P. jest były senator Platformy Obywatelskiej Tomasz M. Dzisiaj będący poza polityką, za to rozpoznawalny jako biznesmen. To wiceprezydent organizacji Pracodawcy RP, szef rady nadzorczej Work Service SA oraz laureat nagród biznesowych: Teraz Polska, Przedsiębiorca Roku Ernst & Young, Lider Przedsiębiorczości.

Nasze informacje potwierdziliśmy w prokuraturze. Tomasz M. rzeczywiście pojawia się w aktach sprawy Cezarego P. 

"W akcie oskarżenia skierowanym przeciwko Cezaremu P., Tomasz M. został wskazany w treści zarzutów przeciwko Cezaremu P. jako osoba, której oskarżony Cezary P. sześciokrotnie w okresie od końca listopada 2015 r. do 15 kwietnia 2016 r. udzielił środka odurzającego w postaci kokainy o łącznej wadze 3 gramów"

- przekazał nam Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Jak wynika z naszych ustaleń - w prokuraturze analizowane jest też zawiadomienie żony Tomasza M. Ewy, która utrzymuje, że jej mąż rzekomo składał fałszywe zeznania jako świadek podczas przesłuchania w ramach śledztwa przeciwko Cezaremu P.

 "Zawiadomienie Ewy M. zostało zarejestrowane w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie. Sprawa znajduje się na etapie czynności sprawdzających"

- potwierdził prokurator Łapczyński. Do tej akurat sprawy trzeba jednak podchodzić ostrożnie, bo małżonkowie od wielu miesięcy nie mieszkają razem, a konflikt pomiędzy nimi narasta, trwa zresztą proces rozwodowy.

Tomasz M. obecnie przebywa poza granicami Polski. W reakcji na nasze pytania najpierw odpisał, że chętnie spotka się z dziennikarzem "Gazety Polskiej" po powrocie do kraju. Równocześnie zaprzeczył, aby toczyły się postępowania prokuratorskie z jego udziałem.

Gdy zapytaliśmy o konkretne postępowania, otrzymaliśmy wiadomość, w której m.in. napisał: "Nie zgadzam się na pisanie o moim prywatnym życiu, ale na spotkaniu panu w pełni zaprezentuje, dlaczego ta sprawa nie powinna być obszarem zainteresowania mediów".

Tomasz M. udzielił nam też innych wyjaśnień. Jednak po kilku godzinach otrzymaliśmy maila od prawnika reprezentującego byłego senatora. Pismo nazwano "apelem o rzetelność", ale jego treść sprowadza się do sprzeciwu wobec publikacji, która - jak stwierdził prawnik - dotyczy wyłącznie sfery życia prywatnego Tomasza M. oraz w żadnym stopniu nie wiąże się z jego działalnością publiczną.

"Mój Mocodawca odmawia jakichkolwiek odpowiedzi, stanowczo sprzeciwia się publikowaniu jakichkolwiek kwestii związanych ze swoimi sprawami prywatnymi – na podstawie art. 14 ust 6 prawa prasowego w zw. z art. 23 i 24 kodeksu cywilnego, w przypadku naruszenia jego prywatności lub innych dóbr osobistych będzie zdecydowanie domagał się ochrony cywilnoprawnej"

- podkreślił pełnomocnik.

Więcej na temat kulisów działalności Tomasza M. oraz o związanych z jego osobą postępowaniach w najbliższym numerze tygodnika "Gazeta Polska" dostępnym w kioskach od 18 lipca.