Strzelanina w Liege, na wschodzie Belgii, w której mężczyzna zabił dwóch funkcjonariuszy policji oraz jedną osobę postronną, po czym wziął zakładniczkę, jest, jak podała tamtejsza prokuratura, traktowana jako akt terroru.

Napastnika zastrzelili policjanci. Okazał się nim Benjamin Herman - znany organom ścigania w związku z różnymi przestępstwami i dzień wcześniej zwolniony z więzienia w Lantin, koło Liege. W jego celi znaleziono Koran i dywanik do modlitw.

W rozmowie z nadawcą RTL belgijski minister spraw wewnętrznych Jan Jambon powiedział, że  Herman, "poprzedniego wieczoru również dopuścił się zabójstwa". Ofiara to jego były kolega z celi. Zmarł od uderzenia tępym narzędziem w głowę.

Na ulicy w centrum Liege Herman zaatakował wczoraj nożem dwie policjantki, po czym odebrał im broń i obie zastrzelił. Zastrzelił też przypadkowego mężczyznę siedzącego w samochodzie. Następnie zbiegł z miejsca zdarzenia i zabarykadował się w pobliskim liceum, gdzie wziął zakładniczkę. Napastnik zginął w wyniku operacji antyterrorystycznej, przetrzymywanej kobiecie nic się nie stało.

W poniedziałek, na dzień przed atakiem, wyszedł z więzienia pod Liege na dwudniową przepustkę. Wcześniej korzystał z przepustek wielokrotnie.

Według źródła zbliżonego do śledztwa wszczętego w sprawie ataku Herman podczas odbywania kary zradykalizował się pod wpływem islamistycznego współwięźnia i policja miała te informacje w jego kartotece. Źródło to twierdziło, że w nocy z poniedziałku na wtorek Herman zabił w miejscowości On pomiędzy Marche a Rochefort na południu kraju 30-letniego narkomana.

W Belgii utrzymuje się stan alertu na wypadek ataków terrorystycznych od czasu zamachów w Paryżu i Brukseli w 2015 i 2016 roku, zorganizowanych przez brukselską komórkę dżihadystycznego Państwa Islamskiego.