Tweeta minister napisał w języku angielskim.

"Ta ustawa nie jest przeciw Izraelowi. Czynimy przestępstwem takie stwierdzenia jak "polskie obozy śmierci" w sytuacji, gdy wszystkie obozy śmierci na polskiej ziemi były niemieckie i nawet niemiecki ambasador w Polsce to potwierdza. Celem ustawy jest wskazanie sprawców

– podkreślił wiceminister.

This bill is not against Israel. We criminalize statements such as "polish death camps" in case where all death camps on Polish soil were German and even German Ambassador in Poland affirms it. The aim of the bill is to properly point out the perpetrators.#GermanDeathCamps pic.twitter.com/5I1kIUfFhp

— Patryk Jaki (@PatrykJaki) 27 stycznia 2018

W poprzednim tweecie, zamieszczając screen artykułu z nowelizacji dotyczący kar za "polskie obozy śmierci" Jaki napisał: "To ten przepis wywołał histerie w izraelskich mediach. Izrael sam od lat penalizuje podobne określenia. To Polska nie może zrobić tego samego?".

To ten przepis wywołał histerie w izraelskich mediach. Izraela sam od lat penalizuje podobne określenia. To Polska nie może zrobić tego samego?
RT #GermanDeathCamps ! pic.twitter.com/ZDSgcfuyD3

— Patryk Jaki (@PatrykJaki) 27 stycznia 2018

Polityk zaapelował też:

Ambasador Izraela Anna Azari, podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia Auschwitz, zaapelowała o zmianę w przyjętej przez Sejm nowelizacji wprowadzającej m.in. kary za "polskie obozy śmierci". Jak podkreśliła "Izrael traktuje ją jak możliwość kary za świadectwo ocalałych z Zagłady".

Absurdalne zarzuty izraelskiej prasy:
- Działalność naukowa nie będzie penalizowana (patrz niżej)
- Ustawa mówi o zbrodniach niemieckich przypisywanych narodowi (a nie poszczególnym ludziom)
- Ustawa wprost odwołuje się do prawa UE obowiązującego od 2008 r(!)#GermanDeathCamps pic.twitter.com/CW7LrUzUFG

— Patryk Jaki (@PatrykJaki) 27 stycznia 2018

Jak podkreśliła, regulacja ta budzi w Izraelu "dużo, dużo emocji" i "odrzuca ją rząd Izraela".

"Mamy nadzieję, że możemy znaleźć wspólną drogę, żeby zrobić jakąś zmianę w tej nowelizacji. Dlatego, że Izrael też rozumie kto budował Auschwitz i inne obozy i wszyscy wiedzą, że to nie byli Polacy. U nas to (nowelizację - PAP) traktuje się jak niemożliwość powiedzenia prawdy o zagładzie, wszyscy są oburzeni" - powiedziała.

Dziś szef izraelskiego rządu Benjamin Netanjahu poinstruował izraelskiego ambasadora w Warszawie, by ten spotkał się z premierem Mateuszem Morawieckim i zaapelował o wycofanie projektu ustawy karzącej za sformułowanie "polskie obozy śmierci". "Ta ustawa nie ma podstaw, jestem jej zdecydowanie przeciwny. Nikt nie może zmienić historii, a Holokaust nie może być negowany" - powiedział Netanjahu.

Izraelski resort spraw zagranicznych wydał oświadczenie, w którym prosi o zmianę projektu ustawy; rzecznik ministerstwa Emmanuel Najszon zapowiedział, że skontaktuje się ono w tej sprawie z polskim rządem, "wysyłając bardzo jasny przekaz". "Nikt nie może zmieniać prawdy historycznej i nie ma tu miejsca na edukowanie rodzin osób, które przeżyły Holokaust" - powiedział Najszon.

Wcześniej przeciw ustawie zaprotestował przywódca opozycyjnej, centrowej partii Jest Przyszłość (Jesz Atid), a zarazem były izraelski minister finansów Jair Lapid, którego wypowiedź przytacza anglojęzyczny portal Times of Israel. "Zdecydowanie potępiam nową ustawę przyjętą w Polsce, która jest próbą zaprzeczenia udziału wielu polskich obywateli w Holokauście" - napisał Lapid na Twitterze.

Sejm przyjął w piątek nowelizację ustawy o IPN, która wprowadza karę grzywny lub karę do trzech lat więzienia za słowa "polskie obozy śmierci". Ustawa trafi teraz do dalszego procedowania w Senacie.

Zgodnie z ustawą, każdy kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne - będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech. Taka sama kara grozi za "rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni".

Jeśli sprawca działałby nieumyślnie, podlegałby karze grzywny lub ograniczeniu wolności. Nie byłoby przestępstwem popełnienie tych czynów "w ramach działalności artystycznej lub naukowej".

Nowy przepis ma się stosować do obywatela polskiego oraz cudzoziemca - "niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu".