Pomaga chronić przed atakiem zwyrodnialców - znaleźli się jednak i tacy, którym rejestr pedofilów przeszkadza

Od 1 stycznia decyzją ministra sprawiedliwości w sieci działa publiczny rejestr najgroźniejszych pedofilów i gwałcicieli w Polsce. Decyzja resortu, choć już przyniosła pierwsze efekty, jest krytykowana przez część środowisk opozycyjnych. Do krytyki dołączyli również... Niemcy, którzy borykają się z aferą oddawania dzieci pod opiekę pedofilów przez Jugendamt.

Zdjęcie ilustracyjne
pixabay.com/CC0/coyot

1 stycznia 2018 r. w internecie pojawił się publiczny, w pełni jawny rejestr nazwisk i wizerunków niespełna 800 najgroźniejszych pedofilów i gwałcicieli w Polsce. Decyzję o upublicznieniu ich danych personalnych podjęło Ministerstwo Sprawiedliwości, a Zbigniew Ziobro, szef resortu, podkreślał, że "prawo do ochrony dzieci stawiamy ponad anonimowością przestępców". 

CZYTAJ WIĘCEJ: Nie ukryją się. Zdjęcie i nazwiska setek pedofilów w sieci

Działanie resortu spotkało się z krytyką, w szczególności środowisk związanych z opozycją. Dziś w TOK FM Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka twierdził, że "nie widzi w tym żadnej realnej szansy poprawy bezpieczeństwa ludzi" i że "nie ma żadnego dowodu, iż chociaż jedno dziecko zostanie uratowane dzięki rejestrowi". Uznał, że może to być "pręgierz XXI wieku".

Mimo krytyki, już widać pierwsze efekty ujawnionego przez ministerstwo rejestru. Okazało się bowiem, że jeden ze znajdujących się na wspomnianej liście mężczyzn był zatrudniony w domu kultury w Wolbromiu, gdzie w swojej pracy miał kontakt z dziećmi. Mężczyzna straci pracę, a konsekwencje będą wyciągnięte również wobec dyrektora placówki, który miał obowiązek w momencie jego zatrudniania sprawdzić, czy nie figuruje on w rejestrze pedofilów. 

- To pokazuje nam, że rejestr działa, rejestr jest potrzebny i dzięki niemu każdy będzie mógł sprawdzić, czy okolica, w której mieszka, jest bezpieczna, czy jego dzieci są pod właściwą opieką, gdy przebywają w szkole lub w innych miejscach opieki nad dziećmi

- powiedział wówczas w RMF FM Michał Woś, wiceminister sprawiedliwości.

CZYTAJ WIĘCEJ: Rodzice sprawdzili rejestr pedofilów i byli w szoku...

Tymczasem do krytyki publicznego rejestru dołączyli również Niemcy. Argumenty na "nie" przytaczane przez niemiecki "Tageszeitung" są zbliżone do tych, którymi posłużył się Piotr Kładoczny. Niemcy twierdzą, że "rejestr tworzy złudne poczucie bezpieczeństwa". Warto jednak wspomnieć, że to niedawno właśnie u naszych zachodnich sąsiadów głośnym echem odbiła się afera związana z oddawaniem dzieci pod opiekę pedofilów przez Jugendamt.

CZYTAJ WIĘCEJ: Wstrząsająca historia z Niemiec. Jugendamty oddawały dzieci po opiekę pedofilom

 

 


Źródło: wp.pl, tokfm.pl, niezalezna.pl, rmf24.pl

#Jugendamt #Niemcy #piotr kładoczny #michał woś #rejestr pedofilów

redakcja
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo