Wydoić Brukselę

  

W 2010 r. aż 1,8 mld euro unijnych funduszy zostało źle zagospodarowanych – wynika z najnowszego raportu Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansów (OLAF). To o 400 mln euro więcej niż w 2009 roku. Część tych pieniędzy trafiła do kieszeni oszustów w Bułgarii, Rumunii, Grecji, Hiszpanii i we Włoszech, gdzie rolnicy i lokalni politycy stosują oryginalne metody, by uzyskać unijne dotację, które im się nie należą.

Według raportu OLAF w minionym roku zgłoszono ponad 10 tys. przypadków złego użycia funduszy unijnych. W większości to zwykłe pomyłki: rolnik źle wypełnił formularz czy źle policzył swoje krowy. W konsekwencji otrzymał więcej pieniędzy, niż powinien. Rozrastająca się unijna biurokracja powoduje, że takich pomyłek jest coraz więcej. Jak dotąd udało się odzyskać 825 milionów zatraconych w ten sposób środków. Ale na tym nie koniec. OLAF zbadał w  2010 roku też ponad 500 przypadków celowych oszustw, wyłudzeń i malwersacji. Większość dotyczyła funduszy strukturalnych i regionalnych oraz funduszy dla rolnictwa, które stanowią prawie dwie trzecie unijnego budżetu. Brukselskim inspektorom udało się jednak odzyskać tylko nieliczną część zdefraudowanych pieniędzy: 68 z ok 400 milionów euro, które zamiast zasilać rozwój w regionach i na wsi, zasiliły portfele oszustów. Zdaniem OLAF to sukces. - Coraz więcej takich przypadków jest zgłaszanych. Także dzięki temu, że usprawniliśmy nasz system. To pozytywne – mówi „Codziennej” rzecznik OLAF Johann Wullt. Gdzie podziała się reszta źle wydanych funduszy UE, na to nie ma jednak odpowiedzi. - Mamy nadzieje, że je jak najszybciej odzyskamy – przekonuje. To jednak mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że prowadzenie jednego śledztwa zajmuje unijnym inspektorom średnio 23 miesiące i często, gdy odnajdują fundusze, zostały one już wydane.

Krowi biznes

Oszuści na ogół przez wiele lat bezkarnie plądrują unijna kasę. W kwietniu niemiecki tygodnik „Der Spiegel” ujawnił zakrojone na dużą skale oszustwo we włoskim ministerstwie rolnictwa, jeden z największych przekrętów w historii Wspólnej Polityki Rolnej (CAP). Włoscy chłopi sprzedawali co roku mleko pochodzące od 300 tys. krów, których albo nigdy nie było, albo padły dawno temu. Poszukując źródeł pochodzenia rosnących ilości mleka na rynku, karabinierzy z wydziału ds. polityki rolnej i żywności (NAC) natknęli się na puste obory. Okazało się, że co piąta zarejestrowana we włoskim Ministerstwie Rolnictwa i w Brukseli krowa nie istnieje. Pochodzące od nich mleko było jednak sprzedawane i przerabiane za pomocą unijnych subwencji na jogurty, sery i twarożki. W sumie na rynek trafiało co roku 1,2 miliarda litrów mleka o nieznanym pochodzeniu. Ktoś w Ministerstwie Rolnictwa podwyższył w rejestrze komputerowym średni wiek krów ze 122 do 999 miesięcy, co spowodowało, że rolnicy nadal otrzymywali dopłaty za dawno padłe krowy. Chodzi o kwoty sięgające kilkudziesięciu milionów euro. Komisja wciąż czeka na zwrot pieniędzy od władz w Rzymie.

Dom publiczny z funduszy UE

Najwięcej środków unijnych przepada na południu Europy, we Włoszech, Portugalii, Hiszpanii, Grecji i nowych krajach członkowskich Unii, Bułgarii i Rumunii. Tam znajdują się najbiedniejsze regiony Wspólnoty i tam Komisja Europejska kierują największą część pomocy strukturalnej. Słabemu poziomowi rozwoju towarzyszy jednak często słabszy poziom administracji państwowej i korupcja, szczególnie w Rumunii i Bułgarii. Niejeden rolnik i sprytny lokalny polityk korzysta więc z okazji, by wydoić unijna kasę. Niektóre przypadki wyłudzeń są tak oryginalne, że znalazły się w rankingu portalu „Openeurope”. W 2007 roku plantatorzy pomarańczy z Kalabrii zainkasowali 50 milionów euro subwencji na sok, który wycisnęli z nieistniejących owoców. Gdy unijni urzędnicy dotarli do rzekomych gajów pomarańczowych, znaleźli tam parking i muzeum. Ateny musiały zwrócić 955 milionów euro niesłusznie otrzymanych dopłat, głównie do „wędrujących" gajów oliwkowych. Drzewka rosły w doniczkach zakopanych w ziemi. Po wizycie unijnych inspektorów były wykopywane i przenoszone na inne pole. Rekord oryginalności pobił jednak były burmistrz hiszpańskiego miasteczka Chirivel, Ramon Romera, który zainkasował 54 tys. euro unijnych subwencji na uruchomienie domu publicznego o nazwie „Siódme Niebo”. W podaniu napisał, że chce prowadzić „szkołę jeździecką”. W Rumunii lokalni politycy zainkasowali dwa miliony euro na budowę mostu „donikąd”. Po drugiej stronie rzeki bowiem, nie było drogi. A duński biznesmen wyłudził 100 tys. euro subwencji na budowę wyciągu narciarskiego na wyspie Bornholm, która jest zupełnie płaska i gdzie prawie nigdy nie pada śnieg.

Nie dawać im pieniędzy!

Przykłady można mnożyć w nieskończoność: unijne pieniądze poszły m.in. na zoo dla krokodyli, teatr dla kukiełek, gaj oliwny „eko” rosnący na wysypisku śmieci i rozwój fińskiego tango.- To co się dzieje jest skandaliczne. Komisja zamiast stosować środki prewencyjne i dokładnie sprawdzać komu przekazuje pieniądze, woli je potem ściągać przy pomocy OLAF. Ale to nie są pieniądze Komisji, tylko podatników – mówi „Codziennej” Marta Andreasen, była główna księgowa KE, która została usunięta ze stanowiska za to, że domagała się wprowadzenia mechanizmów kontrolnych przy rozdawaniu unijnych funduszy. Według niej skala nadużyć jest o wiele większa, niż ta ujawniana przez OLAF. – To co wychodzi na jaw to tylko część oszustw. Nikt nie zna prawdziwej skali malwersacji. To, że coraz więcej takich przypadków  jest zgłaszanych nie jest więc bynajmniej sukcesem. Gdyby UE była bankiem, to by dawno zbankrutowała – dodaje posłanka Brytyjskiej Partii Niepodległości (UKIP).

Tekst ukazał się w specjalnym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”.



Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

Ten, to już naprawdę nieźle odleciał! Sikorski chce ślubowania... lojalności unijnym instytucjom

Radosław Sikorski / Aleksiej Witwicki/Gazeta Polska

  

Ślubowanie unijnym instytucjom? Taki pomysł ma na siebie i ewentualnych przyszłych "eurokolegów" Radosław Sikorski. - Zanim nowi europosłowie zabiorą głos powinni, tak jak w polskim Sejmie, składać ślubowanie na elementarną lojalność wobec instytucji w której będą pracować – przekonywał. „Czy ma znać też hymn niemiecki?” – dopytują się internauci.

Radosław Sikorski wziął udział w debacie z liderami list Koalicji Europejskiej, które odbyło się w Kinie Pomorzanin w Bydgoszczy.

- Państwo podczas kampanii poruszacie bardzo dużo tematów - smog, gospodarka, niepełnosprawni, kobiety, euro. Czemu poświęcicie swoje pierwsze wystąpienie na forum Parlamentu Europejskiego? – zapytano polityków.

[polecam:https://niezalezna.pl/271581-chwila-szczerosci-w-wykonaniu-boniego-ciekawe-czy-juz-rozumie-co-przypadkiem-zdradzil]

 

- W kluczowym polskim interesie narodowym jest to, aby Unia Europejska w ogóle przetrwała. I zanim nowi europosłowie zabiorą głos, powinni tak jak w polskim Sejmie, składać ślubowanie na elementarną lojalność wobec instytucji w której będą pracować. Bo tam się wybierają ludzie, którzy deklarują uczciwie, zawczasu, że idą do Unii po to, żeby ją od środka zniszczyć

- stwierdził Sikorski.


 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalena.pl
Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl