Redaktorka RMF, odnosząc się do słów Jarosława Kaczyńskiego, że „zamordowanie 96 osób to zbrodnia”, za ich adresata uznała Donalda Tuska. To pewnie naturalne, bo sam premier, słysząc słowo „zbrodnia”, wziął je do siebie. Burzyńska idzie jednak dalej i pisze, że lider opozycji „dzieli Polaków na swych wyznawców, czyli tych dobrych, prawych i sprawiedliwych, oraz całą resztę, czyli tych gorszych”. Innymi słowy, skoro Kaczyński zasugerował, że Władimir Putin jest zbrodniarzem, a Donald Tusk pomaga w ukryciu zbrodni, to są tym... obrażeni Polacy. Tomasz Sekielski pisze: „Kaczyński nie pozostawia wyboru – albo wierzysz w zamach i jesteś prawdziwym Polakiem, albo wierzysz w matactwa i jesteś zdrajcą”. Krótko mówiąc, sugeruje, że prezes PiS-u, oskarżając Tuska i Putina, faktycznie obraża jego i innych wyborców. Staram się wyobrazić sobie kogoś w Wielkiej Brytanii, kto w odpowiedzi na oskarżenie Putina o mord Litwinienki stawia zarzut o... dzielenie Anglików. Taki dziennikarz zostałby przez Brytyjczyków (w najlepszym wypadku) wyśmiany.
