Odejście Szymona Hołowni z tygodnika „Newsweek” to tylko zwieńczenie procesu wypychania wszystkich, a nie tylko tych „konserwatywnych”, „fundamentalistycznych”, „zamkniętych” katolików z mediów głównego nurtu w Polsce. Po usunięciu z tygodników opiniotwórczych (co od dawna postulowała, o czym nieczęsto się przypomina, profesora Magdalena Środa) ludzi wierzących, o konserwatywnym spojrzeniu na świat, przyszła pora na tych bardziej otwartych. Z telewizji śniadaniowej usunięto więc Marka Zająca (oczywiście w ramach naturalnych przesunięć), a tygodnik „Newsweek” zaczął tak mocną antyklerykalną i antyreligijną jazdę, że nawet spokojny zazwyczaj i dialogicznie nastawiony Hołownia nie wytrzymał i odszedł. W TVN24 pracują jeszcze katolicy, co to nawet książki w obronie życia piszą, ale i oni są stopniowo namierzani i wskazywani do odstrzelenia przez rozmaite liberalne media, zastanawiające się, czy z takimi poglądami, jakie prezentuje Brygida Grysiak, można pracować w telewizji.
Trybuny ateistów
W tej nagonce na katolików, a szerzej na ludzi wierzących, czołową rolę odgrywają dwa do niedawna słabnące tygodniki – „Newsweek” i „Wprost”. Większych różnic między nimi (poza redaktorami naczelnymi i zespołami redakcyjnymi, które zresztą bez większego szwanku dla czasopism ostatnio wymieniły się miejscami) zaobserwować się nie da, i to do tego stopnia, że jeśli redaktor Lis w jednym tygodniu da na okładkę dwie panie z dzieckiem, to dwa tygodnie później redaktor Kobosko wyeksponuje na okładce dwóch panów bez dziecka (bo na razie o dziecku „tylko rozmawiają”). Treść także dość podobna. Obaj redaktorzy wyraźnie chcą zdobyć fanów Palikota, Urbana i spadkobierców Pawki Morozowa.
Aby to dostrzec, wcale nie trzeba przedzierać się przez tony zakurzonych tygodników. Wystarczą numery sprzed tygodnia „Wprostweeka”. Na okładce „Newsweeka” mamy księdza w koloratce i podpis „Tata w sutannie. Jak Kościół toleruje podwójne życie księży”. A w środku – szokujące dane, z których wynika, że 60 proc. księży łamie celibat, a 15 proc. z nich ma dzieci. Skąd te dane? Odpowiedź jest bardzo prosta. Z wyobraźni prof. Józefa Baniaka, który zapewnia, że choć badań jeszcze nie ma, to on, profesor, ma wrażenie, że księży takich wciąż przybywa, i dlatego zapewnia, że jest ich właśnie tylu. Gdy dziennikarze zakwestionowali obraz zarysowany przez profesora, ten udzielił wywiadu organowi Tomasza Lisa, czyli portalowi naTemat.pl, i tam zapewnił, że w istocie księży łamiących celibat jest jeszcze więcej, on, profesor, nie jest malarzem, lecz badaczem, i stąd to wie. A na koniec wszystkie te bajeczki zakwestionował krótkim opisem swojej techniki badawczej.
Badania pseudonaukowe
– To zjawisko badam od 25 lat. W latach 80. i 90. przebadałem 300 byłych księży. Na przełomie lat 90. przebadałem 800 księży, którzy wciąż pełnili posługę kapłańską. 60 proc. przebadanych przeze mnie duchownych jest lub była w związku z kobietami. Te badania wciąż nie są zakończone, ciągle je aktualizuję, powiem nawet, że są już nieco nieaktualne, bo to zjawisko wciąż się nasila – mówił profesor portalowi naTemat.pl. I już tylko te słowa pozwalają pokazać, że „badania” Baniaka z nauką niewiele mają wspólnego. Z 300 byłych księży zapewne 100 proc. (albo blisko tego) było w związkach z kobietami. Tyle że to świadczy jedynie o powodach (zazwyczaj zresztą wcale nie pierwotnych) odejść z kapłaństwa. Próbka 800 księży, których zbadać profesor miał później, także nie wygląda specjalnie poważnie. Jeśli bowiem miałoby się ją potraktować jako grupę badawczą, która cokolwiek mówi o stanie polskiego duchowieństwa, to musiałaby być ona solidnie dobrana na podstawie naukowych kryteriów, socjologicznie zbilansowana. Profesor jednak nic na temat takich elementów swojego badania nie mówi. Zamiast tego zapewnia, że bada tych, co się do niego zgłaszają. A ponieważ Baniak znany jest z tego, że od lat zajmuje się celibatem i tymi, którzy go łamią, nietrudno się domyślić, że zgłaszają się do niego ci, którzy z celibatem mają problem. I stąd skrzywiony obraz rzeczywistości.
Baniak ma zresztą tego świadomość, bo zaznacza: „Wskaźniki procentowe odnoszące się do przebadanych przeze mnie osób nie muszą odnosić się do całej populacji”. I właśnie ta wypowiedź pokazuje zupełnie jasno, że i „Newsweek”, i portal naTemat.pl, i profesor mijają się z prawdą. Zdanie, że 60 proc. księży pozostaje w związkach z kobietami, powinno bowiem brzmieć: 60 proc. przebadanych przez prof. Baniaka księży znajduje się w takich związkach. Różnica między tymi zdaniami jest zasadnicza. I każdy, kto nie jest zaślepiony niechęcią do instytucji Kościoła lub niespełnionymi – z powodu wymogu celibatu – pragnieniami bycia księdzem, może to zauważyć. Ale na wojnie subtelności nie mają znaczenia.
Wzruszające życie gejów
„Wprost” tym razem poszedł w innym kierunku. Zamiast epatować antyklerykalizmem, zaproponował zachwyt nad życiem par gejowskich, ze szczególnym uwzględnieniem pary Robert Biedroń i Krzysztof Śmiszek. Panowie (a dokładnie jeden pan, bo drugi z partnerów, choć jest na okładce, nie rozmawia z dziennikarzami, obawiając się o swoją pracę) zapewniają, że choć kiedyś chcieli mieć dziecko, to teraz już nie chcą, ale wielokrotnie rozmawiali o „powiększeniu rodziny”. Na razie jednak zrezygnowali, ale nie z troski o dobro dziecka, które powinno mieć ojca i matkę, a nie dwóch tatusiów, lecz z troski o własny związek. „Obaj robimy karierę. Ciężko pracujemy. A dziecku trzeba się poświęcić” – zapewnia Biedroń.
Na razie żyją sobie sielsko – Robert wraca do domu, a Krzysztof, który świetnie gotuje, już czeka na niego z kolacją. Dziennikarka wzdycha: „Pozazdrościć”. Ale, niestety, nie wszystko wygląda tak różowo – na drodze do szczęścia Krzysztofa i Roberta stoją bowiem rozmaici zacofani homofobowie, którzy sprawiają, że „ten kraj jest chory”. Na tę chorobę jest jednak lekarstwo: Robert Biedroń, który zapewnia, że oni go uzdrowią... Oby nie za szybko, bo lekarstwo w tym przypadku będzie na pewno gorsze od choroby.
Zachwyt nad niewiarą
Okładkowe teksty nie wyczerpują jednak ateistycznego kontentu „Wprostweeka”. Tomasz Lis rozsiał propagandowe kawałki w całym numerze gazety. I nie chodzi o jakieś wielkie manifesty (choć i one w postaci wywiadu z Richardem Dawkinsem, który zapewnia, że nauka jest racjonalna, a religia nie), ale o wstawki w teksty o innych sprawach. Ot, choćby materiał o Wilanowie, w którym dziennikarz z entuzjazmem zapewnia, że mieszkańcy tego nowego osiedla nie chodzą do kościoła, nie chrzczą dzieci, a na mszach są tylko staruszki sprowadzone ze wsi, by zajmowały się tymi dziećmi. Nowocześni mieszkańcy Wilanowa są już zatem wymarzonym społeczeństwem „Newsweeka”: bez korzeni, bez religii, za to z głębokim przekonaniem, że są świetni.
Tak jak w przypadku poprzednich tekstów, i tu widać tezę wciskaną na siłę. Violetta Ozimkowski nie raczyła bowiem zauważyć, że świątynia, do której nikt nie chodzi, wciąż jest w budowie, i już choćby to ogranicza jej zakres oddziaływania, a przyjezdni do Warszawy na śluby czy chrzty swoich dzieci często wybierają parafie w swoich ojczystych stronach. I że tam wszyscy ci zblazowani ateiści są przykładnymi katolikami, żeby przypadkiem sąsiedzi ich nie skrytykowali. Gdy zaś przyjeżdżają do Warszawy, z wiary rezygnują, bo tu nie jest ona na topie.
I takie są prawdziwe przyczyny owej niereligijności miasteczka Wilanów, o których Ozimkowski nie napisze, bo pokazałoby ono prawdziwe, konformistyczne do bólu oblicze warszawskich lemingów, dla których kresem aspiracji osobistych jest życie i myślenie na sposób, jaki proponuje „Wprostweek”. Oba „elytotwórcze” tygodniki produkują więc zastępy bezbożników, które w zwartych szeregach pójdą na bój z religianctwem, zostawiając swoje dzieci na wychowanie wierzącym babciom. I właśnie w tych babciach i wychowywanych przez nie dzieciach jest nadzieja!
