Prawdopodobnie ktoś położył je tu w niedzielę, w rocznicę uchwalenia Manifestu PKWN. Po chwili jestem przy kwaterze „Ł”. Tu, w miejscu dawnego wysypiska śmieci, od kilku dni trwają prace ekshumacyjne. Śledczy mają nadzieję odnaleźć szczątki ofiar komunistycznego (nie „stalinowskiego”, jak chce tego w swoim relatywizmie „Gazeta Wyborcza”) terroru.
Wśród nich jest być może gen. August Fieldorf „Nil”, rtm. Witold Pilecki i mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”. Roztrzaskana czaszka i pierwszy, bezimienny na razie szkielet wygląda już z dołu, milcząco upominając się o prawdę. Jeszcze nie wiemy, kto to był. Być może to któryś z legendarnych bohaterów AK, WiN lub NSZ. Może ktoś przypadkowy.
Czy żyje jego rodzina, dzieci? Nie wiemy. Wiemy tylko, że jego kaci uniknęli kary. Trudno sobie wyobrazić, jak czuł się Józef Mackiewicz, stojąc w w maju 1943 r. nad dopiero co otwartymi katyńskimi dołami. Na pewno czuł jedno: bezsilną złość. Jak ja wczoraj.
