Podczas konferencji Władysław Serafin, bohater tzw. afery taśmowej PSL, ogłosił, że zawiadamia prokuraturę o nieprawnym wykorzystaniu nagrania. Wypierał się, jakoby to on wszystko wyreżyserował. – Kamera nagrywała sama – powiedział. I chociaż długo wychwalał polityków PSL, jednocześnie wymienił szereg nieprawidłowości związanych z zarządzaniem rynkiem rolnym przez ludowców. Rzecznik Stronnictwa skomentował wystąpienie Serafina na portalu Twitter krótkim „Ale pieprzy…”. Poseł Platformy Adam Szejnfeld dodał natomiast wpis „Gra w Głupa”.
To niewątpliwie ilustracja emocji, które wybuchły w koalicji. Emocji podsycanych przez informacje kuluarowe, jakoby premier Donald Tusk miał już podjąć decyzję o wyrzuceniu koalicjanta z rządu i przeprowadzeniu nowego otwarcia jesienią. Temu miało służyć ujawnienie taśm. Wygląda jednak na to, że sytuacja wymknęła się spod kontroli koalicji. Pojawiły się bowiem informacje o tym, że istnieją taśmy kompromitujące Platformę. Jednym z ich głównych bohaterów ma być wicemarszałek Cezary Grabarczyk. Według krążących w kuluarach wersji taśmy mają dotyczyć energetyki oraz spółki DSS, która dostała kontrakt na budowę odcinka autostrady A2.
Większość polityków wszystkich opcji politycznych skłania się ku wersji, jakoby faktycznie wszystko było wyreżyserowane przez Platformę. – Premier od dawna wiedział o tych taśmach – mówi nam jeden z polityków konserwatywnej frakcji w PO.
Natomiast wśród polityków PSL krążą wersje, że aferę mogło zmontować otoczenie prezydenta, który nie tylko gra na osłabienie PO, ale także chce w ten sposób wepchnąć do rządu swojego człowieka, czyli Janusza Palikota, a jednocześnie sprawić, że PSL będzie jedynie mało znaczącą przystawką.
Jednak opozycja poważnie rozważa możliwość wcześniejszych wyborów. – Pamiętajmy, że dziś jeszcze PO ma przewagę, jednak poparcie dla partii rządzącej spada. Liderzy Platformy liczą być może na to, że uda się im jeszcze wygrać wybory – podkreśla Mariusz Błaszczak, przewodniczący klubu PiS. Tego samego zdania jest Krystyna Łybacka z SLD. – To próba przygotowania gruntu pod rozpad koalicji. W kuluarach sejmowych od dawna słychać, że możliwe są wcześniejsze wybory. Po prostu zbliża się bardzo poważny kryzys ekonomiczny – mówi polityk. Wciąż jednak nie wiadomo, kto stoi za wyciekiem taśmy. Zaskakującą deklarację złożył we „Wprost” rzecznik Ruchu Palikota Andrzej Rozenek. Twierdzi, że wiedział o istnieniu nagrań, a taśmy krążyły po Warszawie od wielu miesięcy. W rozmowie z nami nie chciał zdradzić, kto pokazał mu taśmy. Co więcej, o ich istnieniu mieli wiedzieć także pracownicy rolniczej telewizji TVR, w której Serafin jest przewodniczącym rady nadzorczej.
