„Przełęcz ocalonych” wielkim powrotem Mela Gibsona? RECENZJA

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl

Kontakt z autorem

  

Jak dobrze, że istnieje jeszcze taki Mel Gibson, który jak nikt inny potrafi przypomnieć, do czego służy, a przynajmniej powinno służyć kino. W jego opartej na faktach „Przełęczy ocalonych” znajdziemy bowiem wszystko: przelaną za ojczyznę krew, trud bycia outsiderem i miłość, która zawsze wygrywa, a nade wszystko wiarę czyniącą prawdziwe cuda. Znakomity powrót Gibsona za kamerę cieszy tym bardziej, że towarzyszy mu poprawa stanu zdrowia. Gwiazdor w ciągu ostatnich lat zmagał się z chorobą alkoholową i konsekwentnie pracował na opinię wielkiego przegranego.

Obdżektor to osoba, która z powodów światopoglądowych odmawia odbycia obowiązkowej służby wojskowej. Chrześcijański szeregowy Desmond Thomas Doss postanowił, że nigdy nikogo nie zabije, a idąc dalej – nigdy nawet nie dotknie broni. Jak zatem udało mu się zostać pierwszym w historii pacyfistą wyróżnionym Medalem Honoru, czyli najwyższym amerykańskim odznaczeniem wojskowym?

O tym właśnie opowiada wyreżyserowana przez Mela Gibsona po 10 latach przerwy „Przełęcz ocalonych” (ang. „Hacksaw Ridge”).

To bardzo inspirująca historia człowieka, który istniał naprawdę

– powiedział Gibson w dniu premiery filmu.

Na 54. stronie scenariusza zacząłem płakać. Naprawdę mnie to dotknęło

– wyznał reżyser.

I rzeczywiście – tak wzruszająca, a do tego prawdziwa historia, w której jest miejsce na wojnę, miłość, a nade wszystko wierność własnym przekonaniom - to doskonały materiał na kinowy przebój. Jednak tym, co zdaje się decydować o sukcesie filmu jest to, że w rękach Mela Gibsona stał się kolejnym po „Pasji” osobistym świadectwem wiary reżysera, który od lat zmaga się ze skutkami własnego alkoholizmu. Twórca spytany przez dziennikarzy o swój powrót za kamerę, zaskoczył ich szczerym wyznaniem: - Myślę, że wydobrzałem. Trzeźwość pomogła mi wszystko przewartościować. Uwierzcie mi, alkohol w niczym nie pomaga.

Pomaga natomiast wiara, co widać zarówno na przykładzie samego Gibsona, jak i bohatera jego filmowej opowieści. Szeregowy sanitariusz Doss (w którego rolę wcielił się znany m.in. z „The Social Network” Andrew Garfield), początkowo pogardzany przez kolegów z wojska i posądzany o zwyczajne tchórzostwo, ratując życie współtowarzyszy na froncie wojny na Pacyfiku, nieoczekiwanie przechodzi drogę „od zera do bohatera”, stając się przykładem męstwa i odwagi. Ktoś może powiedzieć, że to nic nowego - ot sympatyczna amerykańska opowiastka z happy endem. Sęk w tym, że zarówno świadomość tego, że ukazane w „Przełęczy ocalonych” wydarzenia są prawdą, jak i doskonała ich interpretacja Gibsona złożyły się na dzieło, wobec którego nie sposób przejść obojętnie. Tym co w tej historii ujmuje najbardziej jest szacunek do życia, jako wartości kardynalnej – obserwując heroiczne zmagania bezbronnego (dosłownie) sanitariusza dźwigającego na własnych barkach żołnierzy z pourywanymi nogami trudno nie pochylić się głębiej nad tym niezwykłym darem. Darem, który nawet w czasie pokoju bywa poważnie zagrożony – czego przykładów nie trzeba szukać daleko, wystarczy przypomnieć sobie nie tak dawne protesty kobiet na ulicach polskich miast.

„Przełęcz ocalonych” to kino kompletne – od scenariusza filmu, który pomimo ponad dwóch godzin czasu trwania ani przez moment nie nuży, przez zdjęcia pokazujące z mikroskopową niemal precyzją dramat wojny, klimatyczną ścieżkę dźwiękową i niepowtarzalne poczucie humoru Gibsona aż po końcowy efekt katharsis, jaki przynosi pełne nadziei przesłanie. Dobrze, że jest taki Mel Gibson, który potrafi przypomnieć widzowi, czemu ma służyć sztuka filmowa. Aha, obraz koniecznie należy zobaczyć w dobrym, nowoczesnym kinie – tak wspaniałej symfonii dudniących czołgów, świszczących w powietrzu kul i syczących granatów nie słyszałam od dawna. Chapeau bas!

Film wejdzie do kin w piątek za tydzień, 4 listopada.

CZYTAJ WIĘCEJ: Mel Gibson w dniu premiery swojego nowego filmu: Trzeźwość pomogła mi wszystko przewartościować
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl,Gazeta Polska Codziennie

Tagi

Wczytuję komentarze...

Powstaje Beskidzkie Muzeum Sakralnej Architektury Drewnianej

  

Na 21 zabytkowych drewnianych obiektach architektury sakralnej z diecezji bielsko-żywieckiej, z których najstarsze pochodzą z XVI i XVII w., oprze się tworzone obecnie muzeum – poinformowały służby prasowe diecezji bielsko-żywieckiej.

„Muzeum drewnianej architektury rozproszonej będzie miejscem organizacji szeroko pojętych działań kulturalno-edukacyjnych oraz naukowych, takich jak wystawy dzieł sztuki, wykłady, konferencje naukowo-badawcze, wernisaże artystyczne, koncerty muzyczne, warsztaty, które przyciągną naukowców, studentów, twórców ludowych, artystów, ludzi kultury, muzyków, a przede wszystkim turystów, pielgrzymów i mieszkańców, przez co zwiększy się szansa wzrostu dostępu do kultury”

– podała w komunikacie diecezja.

Zdaniem twórców projektu, Muzeum Diecezjalne, które formalnie nie posiada teraz obiektu wystawienniczo-edukacyjnego, będzie mogło korzystać z zabytków architektury sakralnej. „W tym celu planuje się wykorzystać nieużywane dziś drewniane kościoły, spełniające kiedyś funkcję świątyń parafialnych” – wskazano w komunikacie. Chodzi m.in. o zabytki w Grojcu, Nidku, Osieku i Polance Wielkiej, a także drewniany budynek dawnej szkoły parafialnej w Starej Wsi. Muzeum będą tworzyły także drewniane kościoły pełniące nadal rolę sakralną, m.in. z Gilowic i Łodygowicach.

Podczas tworzenia instytucji w sześciu kościołach oraz budynku dawnej szkoły XVIII-wiecznej zostaną przeprowadzone prace konserwatorsko-restauratorskie. Są niezbędne, by one przetrwały. Pięć z nich uległo już daleko idącej degradacji.

Jednocześnie, za pomocą wirtualnej rzeczywistości, swoisty szlak turystyczno-kulturalny rozszerzony zostanie o 14 zabytkowych kościołów drewnianych, które na co dzień pełnią funkcje świątyń parafialnych. Najstarszy z nich - kościół Św. Bartłomieja w Porębie Wielkiej pochodzi z początku XVI w., a większość została wzniesiona w XVII w.

Diecezja podała w środę, że prace przy realizacji projektu rozpoczęły się „w ostatnich tygodniach”. Prowadzi je ona wspólnie z siedmioma parafiami: św. Wawrzyńca w Grojcu, świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Nidku, św. Andrzeja Apostoła w Osieku, św. Mikołaja w Polance Wielkiej, Podwyższenia Krzyża Świętego w Starej Wsi, św. Andrzeja Apostoła w Gilowicach i świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Łodygowicach. Współpracują przy tym z ministerstwami kultury, a także rozwoju.

Diecezja nie podała, kiedy nastąpi zwieńczenie projektu.

Wartość projektu wynosi 19,77 mln zł. Diecezja pozyskała na ten cel 16,81 mln zł z funduszy UE. Resztę będzie stanowił wkład własny.

Diecezja bielsko-żywiecka powstała w 1992 r. W jej skład wchodzi ponad 200 parafii położonych w województwach śląskim i małopolskim. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl