Przynoszą wstyd Polsce!

Bój o stołek Krzysztofa Mieszkowskiego, byłego dyrektora wrocławskiego Teatru Polskiego, który wsławił się próbą zatrudnienia aktorów porno, trwa. Tym razem, jak to w pewnych środowiskach stało się modne, konflikt przeniesiono poza granice Polski. W szwajcarskiej Bazylei po spektaklu „Apokalipsa” wyszedł na scenę aktor Jacek Poniedziałek, który po angielsku odczytał list. Cóż takiego było w liście, który miał zainteresować, a nawet przerazić tamtejszych widzów? Ze sceny poinformował, że kraj został zaatakowany od środka. Boimy się. Tracimy naszą wolność. Naszą niezależność. Nowy rząd wygrał ostatnie wybory, wzniecając strach. Rząd z powodzeniem realizuje program „jak zniszczyć demokratyczny porządek” – perorował aktor. Kim jest człowiek, który czytał ten paszkwil? To aktor, zdeklarowany gej, który w wywiadach opowiada, że lubi seks w toalecie, że babcia miała skłonność do jego ojca, a wcześniej, gdy dziadek był w oflagu, miała wielu niemieckich kochanków. Kiedy Niemcy wypuścili dziadka, to został volksdeutschem, a Polskie Państwo Podziemne wydało na niego wyrok. Mówi o sobie, że jest „trochę k...ą”. A ja myślę, że nie trochę i nie tylko on.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Tagi
Wczytuję komentarze...

Sezon na śpiewanie i nagrywanie

Na początku lat 90. w środku Warszawy widniały reklamy zachęcające do odwiedzenia restauracji „śpiewających kelnerów”. Raczej wtedy w drogich restauracjach nie bywałem, więc nie przekonałem się, czy da się tego słuchać, żując kotleta.

Raz w Portugalii trafiłem do restauracji „U Carlosa”, znalazłem ją na głębokiej prowincji. Carlos serwując zakąski i wino, wskakuje na stół i śpiewa. Ma niezły głos i autentyczny muzyczny talent. Łączenie śpiewania z innymi zawodami ma wielką przeszłość, choćby hydraulik Drupi. Słynny piosenkarz z „Misia” gotów był wszystko wyśpiewać chłopakom od załatwiania paszportów. Do dzisiaj w IPN sporo takich nut. 

Niedawno talenty śpiewacze odkryła u mnie Dorota Kania, zachwycając się na urodzinach Macierewicza moim pięknym głosem (już raz o tym pisałem, ale co zaszkodzi przypomnieć?) – obydwoje wtedy byliśmy trzeźwi, przysięgam. Ale to nic.

Tydzień temu pojechałem do Gdańska na koncert poświęcony Janowi Pawłowi II. W kościele posadzili mnie w drugiej ławce tuż za Placido Domingo juniorem. Obok mnie siedział Henryk Baranowski z PGE, główny sponsor tej imprezy. Po wspólnym odśpiewaniu „Barki” i „Czarnej Madonny” podszedł do mnie młody Placido – śpiewał na koncercie, poza tym jest z zawodu reżyserem i producentem muzycznym – i zaczął zachwycać się… moim pięknym głosem. Pił razem z Kanią? A może pomylił mnie z Baranowskim? Uświadomiłem mu, że to Henryk płaci, nie ja. Nie zmienił zdania. Cholera, będę śpiewał…

Jednak spóźniłem się. Restauracje ze śpiewającymi kelnerami wyszły z mody. Teraz kelnerzy nagrywają. Pamiętają Państwo dowcip, na co zmieniła nazwę restauracja „Sowa i Przyjaciele”? Na „Polskie nagrania”. O złośliwość tu nietrudno, bo rząd właśnie niedawno znacjonalizował Polskie Nagrania – gdybym był na miejscu opozycji, rzuciłbym dowcip, że szukał reszty taśm. Na szczęście w naszej opozycji dominują ponurzy kretyni. Na dowcipy im się nie zbiera. Czepianie się Morawieckiego, że klnie, spowoduje wyłącznie wzrost poparcia wśród ludzi, którzy klną tak samo, czyli większości. Skok PiS w sondażach to najlepszy dowód na to, że mam rację. Taśmy, które cztery lata temu opublikował Piotr Nisztor, nie dlatego obaliły rząd Tuska, że na nich klęli, lecz dlatego, że widać było, jak umawiają się na okradanie nas. Cokolwiek powiedzieć o Morawieckim, to ze złodziejami walczy. Pieniądze nie idą na kolejne złote zegarki czy zagraniczne konta, lecz do milionów ubogich ludzi. Tego nie zmienią ani kelnerzy, ani niemieckie media. W sprawie obsady rządu mam zaufanie do Kaczyńskiego. Póki popiera Morawieckiego, póty wierzę, że jest to zgodne z polską racją stanu. I choć koledzy z PiS potrafią mnie czasem porządnie wkurzyć, w stadzie owiec nierzadko nakarmią jedynego wilka, to dla Polski alternatywy dzisiaj nie ma. Po drugiej stronie nie stoi żadna liberalna, europejska konkurencja, lecz reprezentanci gangów złodziei i zdrajców. Pójdę na te wybory i namówię innych, by głosowali. Nawet jeżeli potem w cholerę rzucę zawód politycznego publicysty. Prasa jest dorzynana przez upadający kolportaż, więc trzeba z czegoś żyć. Ja mogę np. śpiewać... sam słyszałem. A jak nie – otworzę restaurację „nagrywających kelnerów”. Już widzę menu: „taśma skryta pod czerwonym przykryciem” – spaghetti bolognese, „tłusta zapłata za mikrofon” – smalczyk z ogórkiem kiszonym, „pikantny szantażyk” – setka wódki z kabanosem. Wreszcie sobie trochę pożyję, pośpiewam i ponagrywam.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl