Maria Kiszczak ostatnio zachowała się dosyć beztrosko. Jak mówił Krzysztof Wyszkowski „ludzie, którzy coś o niej wiedzieli twierdzą, że to kobieta – delikatnie mówiąc – niemądra”.
W połowie lutego przyszła do prezesa IPN i chciała sprzedać mu tajne dokumenty, jakie przetrzymywał w domu jej mąż.
- opisywała Maria Kiszczak.Tuż przed śmiercią mąż powiedział mi, że są teczki "Bolka" w jego gabinecie. Pokazał mi je. Wyznał mi też, że jak będę miała jakieś kłopoty, trudności, żebym poszła z nimi do prezesa IPN. Może niepotrzebnie mi o tym mąż powiedział... Dlaczego? Bo nie przeczytałam jednak karteczki męża, którą włożył do tych dokumentów. I tam napisał, że dokumenty będzie można ujawnić dopiero za kilkanaście lat...
Teraz w rozmowie z „Super Expressem” wdowa po Czesławie Kiszczaku zapowiada walkę o zmianę miejsca pochówku męża. Generał zmarł 11 listopada 2015 roku, został pochowany na prawosławnym cmentarzu na Woli w Warszawie.
– powiedziała w rozmowie z „SE” Maria Kiszczak.Proszę sobie wyobrazić, że Czesława nie chciał pochować żaden katolicki ksiądz. To smutne. A przecież mąż był wielkim polskim bohaterem, który doprowadził do Okrągłego Stołu. To nie Wałęsa, tylko Kiszczak obalił komunę
Wdowa stwierdziła, że będzie walczyć o miejsce na Powązkach.
– dodała.Czesław musi spocząć na Powązkach. Wierzę, że uda mi się to zrobić. Przecież jego miejsce jest wśród oficerów Wojska Polskiego. Gdyby nie on, nie byłoby w Polsce demokracji
Maria Kiszczak już w książce "Kiszczakowa. Tajemnice generałowej" opisywała, jak chciałaby, by wyglądał pochówek jej męża:
„Dopóki będę żyła, zrobię wszystko, aby mój mąż spoczął na wojskowych Powązkach, w sąsiedztwie generała Jaruzelskiego. Chcę, aby miał kościelny pogrzeb, a mszę odprawiał arcybiskup Sławoj Leszek Głódź”.