Były dwa główne tematy: Lech Wałęsa i podsumowanie 100 dni.
Lis z wielkim zaangażowaniem emocjonalnym bronił Wałęsy, który - jak wynika z dokumentów i co zgodnie podkreślają historycy - współpracował z SB i brał za to pieniądze.
Z ust naczelnego "Newsweeka" padały takie mądrości jak "twierdzenie, że Wałęsa nie jest wielką postacią historyczną, jest czystym idiotyzmem", "ktoś chce nam napisać historię od nowa" czy "miliony Polaków nie dadzą sobie zrobić wody z mózgu".
Gościem broniącym Wałęsy był... komunistyczny aparatczyk Aleksander Kwaśniewski. W superlatywach wypowiadał się on o Wałęsie i niemal we wszystkim przytakiwał Lisowi. W późniejszej części programu "legendę Solidarności" bronił bp Tadeusz Pieronek, któremu gospodarz audycji wypominał, że Kościół katolicki... milczy w sprawie Wałęsy. Zdaniem Lisa Wałęsa poniósł zasługi wobec Kościoła, więc hierarchowie powinni mu się odwdzięczyć i bronić go. Zaiste ciekawa logika...
W podsumowaniu 100 dni rządu Lis rozkręcił się już na całego. Złośliwe komentarze, głupawe żarty, a wreszcie pytania w stylu "Czy jest Pan zaskoczony skalą bezwolności prezydenta Andrzeja Dudy?" (zadane Aleksandrowi Kwaśniewskiemu) to najlepsze świadectwo warsztatu dziennikarza, który otrzymał tytuł Hieny Roku 2015.
Ale Lis miał problemy nie tylko z warsztatem dziennikarskim, lecz także technicznym. Dziwny montaż, problemy z dźwiękiem spotkały się z krytyką komentatorów - i to nie tylko tych z prawej strony. Sylwester Latkowski, redaktor naczelny Kulisy24.com, napisał:
Nowy program Tomasza Lisa – dramat realizacyjny. Dźwięk to amatorka. W branży mówi się na to ArabicTV.
Warto przypomnieć, że Lis - naczelny "Newsweek Polska" - prowadził dzisiejszy program w portalu Onet.pl. 75 proc. udziałów ma w nim koncern Ringier Axel Springer Polska. Gut gemacht, redaktorze Lis!