Obecna podczas uroczystego przekazania medalu Elżbieta Wilk, którą z narażeniem życia ukrywali państwo Zbijewscy, przyznała, że trudno jest się odwdzięczyć za taki akt heroizmu i własne poświęcenie; podkreśliła, że jest szczęśliwa, iż odznaczenie zostało przyznane. Medal Sprawiedliwych wśród Narodów Świata odebrał Wojciech Zbijewski, wnuk Maryli i Walerego Zbijewskich.

Walery Zbijewski to rodzony brat babci wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego Ryszarda Czarneckiego. Tak wiceszef PE wspominał go w jednym ze swoich felietonów:
Ostatnio często myślę o wuju Walerym. Tak naprawdę to nie był żaden zwykły „wuj”, ale rodzony brat babci Franciszki, mamy mojej mamy. W rodzinie nazywaliśmy go „Wujem – Dziadkiem ” – tak, aby tak samo mogła go tytułować jego siostrzenica Marysia (czyli moja Mama) i ja. Duży, wysoki, o wielkich krzaczastych, siwych brwiach i tubalnym głosie – jakby żywcem przeniesiony z filmu o dziadku, za którym wnuki tęsknią najbardziej. Jako bardzo młody człowiek wuj Walery poszedł na ochotnika, aby bronić Ojczyzny przed bolszewikami w 1920 roku. I był strzelcem wyborowym – okazało się, że ma sokoli wzrok i instynkt strzelca. Doszedł do Kijowa. Jak przez mgłę pamiętam jego opowieści o strzelaniu do czerwonoarmistów nawet z kościelnej wieży… Ale też pamiętam poruszającą opowieść o tym, co czuł, gdy zabił swojego pierwszego wroga… Właśnie tę opowieść – ja, mały kajtek – zapamiętałem najbardziej.Wuj – Dziadek nie czuł wtedy żadnej radości, triumfalizmu czy nawet patriotycznego uniesienia – raczej, jakby dziwnie to nie zabrzmiało, smutek i rozterki. Rozterki typowe chyba dla polskiego inteligenta, który zwykle dzieli włos na czworo (nie mówię, że to źle)…
Walery Zbijewski wrócił z wojny polsko-bolszewickiej zdążył jeszcze zostać wicemistrzem Wojska Polskiego w tenisie, skończył studia, zrobił doktorat we francuskim Grenoble i przed II wojną zasiadał w kierownictwie NBP – po wojnie też był urzędnikiem bankowym, ale zdegradowanym już za zbyt wysokie stanowisko w II Rzeczpospolitej. Wspominam Wuja – Dziadka może szczególnie za tę opowieść o pierwszym zastrzelonym żołnierzu Armii Czerwonej i smętku z tym związanym, ale też za jego refleksje już pod koniec życia – o tym, że choć ma miłą żonę – pianistkę i troje dzieci, to najlepiej czuje się sam… Taki był Wuj Walery, ochotnik 1920 roku, strzelec wyborowy, polski inteligent z moralnymi skrupułami…