niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
30 lipca 2016

List z sekty smoleńskiej do Partii Razem. Lewica zamiast postkomuny i celebrytów

Dodano: 29.10.2015 [08:21]
List z sekty smoleńskiej do Partii Razem. Lewica zamiast postkomuny i celebrytów - niezalezna.pl
foto: Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska
Cel obozu niepodległościowego powinien być bardziej ambitny niż objęcie władzy przez PiS. Musi być nim wyeliminowanie postkomunistycznej oligarchii z całej sceny – od prawa do lewa. Tak, by miejsce skorumpowanych marionetek zajęli uczciwi kontynuatorzy najważniejszych polskich tradycji politycznych. Dlatego upadek postkomunistów i sukces Partii Razem to bardzo dobra wiadomość - pisze w najnowszym numerze „Gazety Polskiej” Piotr Lisiewicz.

Każdemu, kto po naszej stronie może być trochę zdziwiony powyższymi słowami, przypomnę tragikomedię polegającą na wyrywaniu sobie przez SLD i Palikota uroczystości urodzinowych 90-letniego Wojciecha Jaruzelskiego. Partia Razem o wsparcie żyjącego jeszcze Czesława Kiszczaka walczyć nie będzie. Niezależnie, jak dalej potoczą się jej losy, bo nastąpił ważny postęp w przywracaniu w Polsce normalności.

Jeśli zaś Razem oprze się pokusom ze strony establishmentu, na lewicy będziemy mieć przeciwnika, z którym będziemy się spierać mniej lub bardziej ostro, a nie wroga, który służył niegdyś sowieckiemu okupantowi.

Z kolei tym z partii Razem, którzy przeczytają te słowa, a nie znają „Gazety Polskiej”, lecz tylko stereotypowe wyobrażenie o niej w mediach nam wrogich, wyjaśnię, że nasza linia jest radykalnie antykomunistyczna i równie radykalnie przeciwna wywodzącej się z postkomunistycznego biznesu oligarchii. Natomiast my, w „sekcie smoleńskiej”, zawsze otwarci byliśmy na tradycje lewicy niepodległościowej.

I wbrew tym stereotypom wiele postaci uznawanych przez naszych czytelników za autorytety to ludzie o raczej pepeesowskiej wrażliwości, jak Joanna i Andrzej Gwiazdowie, Zofia i Zbigniew Romaszewscy czy premier Jan Olszewski.

Dlaczego Razem nie chce Kuby Wojewódzkiego

Chciałem napisać ten tekst w formie listu otwartego, ale w trakcie pisania zdałem sobie sprawę, że jednak tak się nie da, bo do pewnych spraw przekonywać będę musiał zarówno własny obóz, jak i niezależnych lewicowców. Niech więc będzie artykuł z elementami listu.

Czytelnikom, którzy nie śledzili tego dokładnie, przytoczę teraz kilka wypowiedzi przedstawicieli partii Razem. Marcin Konieczny pytany przed wyborami przez Wp.pl o sytuację, gdy Razem zabierze kilka procent Zjednoczonej Lewicy, która przez to nie dostanie się do sejmu, odpowiedział:

„Ucieszymy się. Naszym celem jest oczywiście wejście do sejmu, ale ucieszymy się również, jeżeli skończy się w Polsce postkomuna”.


Z kolei Marcelina Zawisza pytana, czy popularności Razem nie zwiększyłoby wzięcie do partii jakiegoś celebryty, np. Kuby Wojewódzkiego, odpowiedziała: „Kuba Wojewódzki nie szanuje kobiet, gardzi słabszymi i obnosi się ze swoim bogactwem. Fantastycznie, weźmy Kubę Wojewódzkiego, ponieważ on jest po prostu emanacją naszego programu!”. A Konieczny dodał:

„Bylibyśmy wtedy partią jednego celebryty. My demokrację traktujemy poważnie. Jedną osobę można kupić, jedna osoba może przepaść, jedna osoba może gdzieś zniknąć. My budujemy coś na dłużej, budujemy coś demokratycznego. Idziemy pod prąd, bo chcemy demokratycznej polityki”.


To są słowa budzące szacunek. Środowisko, które stworzyło partię Razem, obserwuję od zawsze, śledząc choćby portal Lewica.pl. Stwierdzam z pełnym przekonaniem, że stanowi ono zupełnie inną jakość nie tylko w porównaniu z SLD czy Palikotem, ale także innymi, powstającymi przez lata mniejszymi ugrupowaniami lewicy pracowniczej, obyczajowej, ekologicznej itp.

Wśród założycieli Razem widzę ludzi, którzy przez lata działali w politycznej niszy. Mając wybór pomiędzy dążeniem do kariery i pieniędzy a głoszonymi przez siebie ideami dość konsekwentnie wybierali idee. To, czy były one mi bliskie, czy odwrotnie, to już zupełnie inna sprawa.

Oczywiście internauci mogą łatwo wykazać powiązania pomiędzy niektórymi ludźmi ze środowiska Razem a tymi, którzy poszli w kierunku postkomunistycznego establishmentu, ale to specjalnie nie dziwi. Także lista działaczy PiS, którzy przeszli do PO, jest długa. Wiem też, iż członkowie partii Razem mieli propozycję startu z list Zjednoczonej Lewicy i nie zgodzili się na nią.

Proponuję więc: przystopujmy na razie z nadmiernie ostrą krytyką Razem. Tym bardziej że stoi ona przed kluczowym dla siebie wyborem.

Lewica w III RP, czyli albo establishment, albo margines

Jaki wybór mam na myśli? Wyjaśnię, że z życzliwością obserwowałem wszystkie chyba próby powołania lewicy niepodległościowej, przeciwnej oligarchii, po 1989 r. Czasami nawet z bardzo bliska, bo z perspektywy… wspólnej ławy oskarżonych.

Kilkanaście lat temu ponad podziałami politycznymi współtworzyłem Komitet Wolny Kaukaz, organizujący protesty przeciwko napaści Putina na Czeczenię. Na ławach oskarżonych (m.in. za zdarcie rosyjskiej flagi z konsulatu w Poznaniu i wciągnięcie na jej miejsce flagi czeczeńskiej) zasiadałem z Maciejem Roszakiem (dziś partia Razem) i Renardem Sarnowskim z ówczesnej Socjaldemokratycznej Alternatywy (SODA).

Każda z nowych lewicowych formacji początkowo nagłaśniana była chętnie przez media. I przed każdą z nich stawał w pewnym momencie wyrazisty wybór. Albo idziemy z establishmentem przeciwko temu, co nazywane jest u nas prawicą, albo, pozostając w naturalnej kontrze wobec prawicy, walczymy z establishmentem.

Żaden z tych wyborów nie kończył się sukcesem, a więc powstaniem w Polsce niezależnej lewicy. Efektem współpracy z establishmentem było dokooptowanie przez niego do siebie – np. za pośrednictwem tworów takich jak Unia Pracy czy Krytyka Polityczna – niektórych liderów owych nowych formacji. Natomiast ideowcy widząc postawę liderów, odchodzili, rozbiegali się, zniechęcając się do polityki w ogóle.

Z kolei zachowanie ideowości i przeciwstawianie się establishmentowi oznaczało marginalizację. „Gazeta Wyborcza” czy TVN, widząc, że ci początkowo „fajni” lewicowcy na serio traktują walkę z oligarchią, czyli ich kolegami, traciły zainteresowanie relacjonowaniem ich happeningów czy debat.

Pamiętam jak wspominana już, dziś zapomniana dawno SODA pisała w swojej deklaracji jasno, że dla socjalisty bohaterem jest ksiądz Jerzy Popiełuszko – obrońca robotników, a nie Jerzy Urban. No i szybko nie było SODA w mediach.

Pamiętam też manifestację krakowskich anarchistów – to środowisko trochę pokrewne – pod rosyjskim konsulatem w Krakowie w rocznicę zamordowania Anastazji Baburowej w 2010 r. I wygłupienie się dziennikarzy: z jednej strony powinniśmy popierać siły „postępowe”, z drugiej – w tym wypadku gadają one jak te rusofobiczne oszołomy z PiS. Jak to zrelacjonować? Pozytywnie? Negatywnie? Na wszelki wypadek nie relacjonowano wcale.

W czasach, gdy rola internetu i portali społecznościowych była nieporównanie mniejsza niż dzisiaj, niezależna lewica była po prostu za słaba, by stworzyć konkurencję dla „lewicy” postkomunistyczno-celebryckiej.

Pojedyncze osoby wybierały więc jeszcze inną drogę. Porzucając lewicowe nazewnictwo, trafiały do nas, szeroko rozumianego obozu niepodległościowego. Przykładem jest choćby Ryszard Bugaj, doradca śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W końcu być razem z Romaszewską, Gwiazdami czy Olszewskim to był dla ideowego socjalisty mniejszy wstyd, niż trzymać z kumplami oligarchów.

Jaką drogę wybierze partia Razem, nie wiem. Ten wybór jest trudny, ale chciałbym uświadomić członkom Razem, że będą musieli dokonać go w sposób jednoznaczny. Każda próba lawirowania będzie błędem: media i tak się do Was zniechęcą, a osoby o poglądach niepodległościowych, wrogie SLD czy Palikotowi, wrzucą Was, niesprawiedliwie, do jednego worka.

Od Lenina do oligarchii

W wielu wypowiedziach podkreślacie, że wolicie mówić o problemach ludzi niż o tradycji, ale jednocześnie wiecie, że ona też jest ważna. We wspomnieniach socjalisty Adama Pragiera, w liczącej około tysiąca stron cegle zatytułowanej „Czas przeszły dokonany”, jest pewien genialny opis. Oto 32-letni Pragier, członek Polskiej Organizacji Wojskowej, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 r. wyznaczony został na adiutanta Ignacego Daszyńskiego, czołowego polityka socjalistycznego.

Mając na sobie mundur, postanowił odwiedzić dawnych kolegów z PPS-Lewicy, którzy zostali komunistami. Ich reakcja była następująca: „Drzwi uchylono i zostałem oślepiony światłem latarki. Po chwili drzwi się zatrzasnęły. Usłyszałem ściszony głos: »Jakiś żandarm przyszedł« (byłem w mundurze)”. Dawni koledzy byli przekonani, że w ciągu kilku miesięcy w Europie wybuchnie rewolucja.

W ich siedzibie Pragier spotkał młodą koleżankę, której próbował uświadomić skalę zbrodni bolszewików. Spytał: „Wczoraj czytałem, że chłopi napadli na jakiś dwór i zanim pozabijali mieszkańców, powyjmowali im łyżką oczy. Powiedzcie mi, czy wy, na przykład, wyjęlibyście mi łyżką oczy?”. „Mój Boże, jakby trzeba było...” – odpowiedziała śliczna dziewczyna.

O przemianie dawnych przyjaciół Pragier napisał: „Pod naciskiem wydarzeń w Sowietach nie tylko doznali olśnienia wizją zwycięskiej rewolucji w całej Europie, w najbliższej przyszłości, ale wyzbyli się także dorobku kultury oraz pojęć moralności i demokracji, którymi żył przedwojenny socjalizm. Ogarnęło ich jakby zapamiętanie. Patrzyli już teraz na świat oczami Lenina, którego aż do wybuchu wojny potępiali i zwalczali”.

Po 1989 r. nie powstała w Polsce znacząca tradycja lewicowa, odwołująca się do obozu, który wybrał Pragier, po 1945 r. antykomunistyczny emigrant. Słowem „lewica” posługiwali się jego przeciwnicy, spadkobiercy tych, którzy socjalistycznych wartości wyrzekli się, najpierw tworząc totalitarne państwo, a po 1989 r. biznesową oligarchię.

A szkoda, bo mielibyśmy z taką lewicą parę wspólnych spraw do przeprowadzenia.

Jesteśmy dowodem, że establishment nie jest wszechwładny

Jeśli zastanawiacie się, czy budowa lewicy antyestablishmentowej ma szansę powodzenia, możecie spojrzeć… na nas. Jeśli jest się upartym, w końcu, często w zaskakujących okolicznościach, przychodzi na nas koniunktura.

Czy warto, żeby dialog pomiędzy nami a Wami istniał, by kontakty nie ograniczały się do wrogich PR-owych wrzutek? Jako zastępca redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” odpowiadam: tak. Przede wszystkim starajmy się wzajemnie obserwować bez pośrednictwa mainstreamowych mediów.

Bo jeśli będziemy komunikować się za ich pomocą, to Wy żyć będziecie w przekonaniu, że „Gazeta Polska” jest skrajnie prawicowa, a my w przekonaniu, iż Adrian Zandberg to nowy Aleksander Kwaśniewski. Co po obu stronach wywoła wiadome reakcje.

Po drugie, stawiajmy uczciwie sprawy, w których się mocno różnimy. Do takich, w których nam najdalej, należeć będzie stosunek do Ameryki wynikający z faktu, że naszemu obozowi bliska jest koncepcja Lecha Kaczyńskiego. Ponieważ leżymy pomiędzy państwem rządzonym przez zawsze wrogi nam rosyjski reżim i Niemcami, z którymi nasze interesy często bywają sprzeczne, stawiamy na sojusz państw Międzymorza dążący do współpracy militarnej z Ameryką. Po stronie danych zapisać możemy różne podejście do roli Kościoła katolickiego.

Czy to musi przeszkadzać we wspólnym pozbawianiu przywilejów rządzącej Polską kasty? Myślę, że niekoniecznie.

Lewica niepodległościowa ma prawo do tradycji Żołnierzy Wyklętych

Na koniec parę słów o jednej ze spraw, która nas zasadniczo różnić nie musi, ale jeśli jej odpowiednio nie przemyślimy, może się tak stać. Chodzi o odrodzenie pamięci o Żołnierzach Wyklętych.

Czytałem niedawno książkę „Niezdemobilizowani” Alicji Iwańskiej. Przedwojenna ateistka i wolnomyślicielka, wychowana przez dziadka w tradycjach – jak pisała – „stoicko-liberalnie-wolteriańskich”, pracowała w kontrwywiadzie Armii Krajowej.

Gdy rozwiązana została AK, dowódca skontaktował się z nią, proponując kontynuację pracy w konspiracji. Dowiedziała się, że nawet nowej przysięgi składać nie trzeba „bo to jest jednak jakieś przedłużenie”. O motywach swojej decyzji o zaangażowaniu się w antykomunistyczną konspirację pisała: „Konieczna była dalsza walka i samoobrona przed nowym, znacznie perfidniejszym wrogiem, który zniewolenie kazał nazywać »wyzwoleniem«, a klęskę »zwycięstwem«”.

W środowiskach lewicowych i wolnościowych pojawia się tendencja, by na Żołnierzy Wyklętych szukać haka, eksponując np. zbrodnię w Wierzchowinach. I móc radośnie wykrzyczeć: to byli zbrodniarze! Komu? Ano narodowcom, którzy nas nie lubią, a czczą pamięć Żołnierzy Wyklętych.

Po pierwsze więc, walka o pamięć o Żołnierzach Wyklętych nie rozpoczęła się od narodowców, lecz od środowiska „Gazety Polskiej”. Duże były zasługi w tej sprawie naszego zmarłego trzy lata temu kolegi redakcyjnego Jacka Kwiecińskiego, syna Wincentego Kwiecińskiego, prezesa III Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN.

Po drugie, utożsamianie Żołnierzy Wyklętych z narodowcami to historyczny fałsz. Tak, narodowcy mają prawo do odwoływania się do tradycji Narodowych Sił Zbrojnych, ale to przecież nie jest całe antykomunistyczne podziemie!

Stanisław Sojczyński „Warszyc”, jeden z najbardziej znanych dziś Żołnierzy Wyklętych, dowódca Konspiracyjnego Wojska Polskiego, był przed wojną w Związku Strzeleckim i działał w lewicowym Związku Nauczycielstwa Polskiego. Przeczytajcie życiorysy dowódców Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość” (WiN) i zadajcie sobie pytanie, czy to nie są ludzie, których może podziwiać antytotalitarna lewica? Dodajmy, że w programie WiN było uspołecznienie dużych przedsiębiorstw i zakładów pracy, a także postulaty powszechnej edukacji i reformy rolnej.

Trudno o bardziej absurdalne uogólnienie i zachwianie proporcji niż kojarzenie zbrodni w Wierzchowinach z Żołnierzami Wyklętymi. Psychologicznie wytłumaczalne jest pojawienie się krytyki Żołnierzy Wyklętych w bliskich wam środowiskach. Bo istnieją ku temu dwa powody – wpływ pozostałości propagandy postkomunistów i obecne spotkania z częścią ludzi upamiętniających Żołnierzy Wyklętych na ulicy.

Ale nawet z czysto politycznego punktu widzenia lewica, która odwołuje się do tradycji wolnościowych, działa tu na własną niekorzyść, bo wzmacnia narodowców, którzy mogą łatwo ośmieszyć ją w dyskusji na argumenty merytoryczne.

Niech bliscy Wam historycy i publicyści napiszą opracowania o ludziach o lewicowym rodowodzie, którzy zaangażowali się w antykomunistyczne podziemie. Inaczej kwestia będzie Was silnie antagonizować z naszym obozem i wpychać w ręce postkomunistów.

Co powiecie na sojusz z Macierewiczem?

I jeszcze jedno. Jeśli będziecie szukać po naszej stronie rozmówców, nie szukajcie ich wśród karierowiczów, którzy równie dobrze mogliby być w PO, lecz wśród twardzieli, najbardziej wykpiwanej w mediach „sekty smoleńskiej”. Jeśli szukalibyście po naszej stronie ludzi o autentycznej, nie PR-owej wrażliwości społecznej, to znajdziecie ich z całą pewnością wśród tych, którym wrażliwość kazała po Smoleńsku powiedzieć za Mickiewiczem: „Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie”. Nie wśród tych, co cenią układnego Gowina, lecz ideowego Macierewicza. Prawdziwego Macierewicza, a nie wytwór kampanii PR-owych Jakuba Sobieniowskiego i Piotra Kraśki.
"Chcesz zabrać głos w ważnej sprawie? Chcesz podzielić się z nami swoją opinią, swoim zdaniem? Wyślij darmowy SMS o treści GPC na 8068 (0 PLN). Wasz głos jest dla nas cenny. Regulamin na www.gpcodziennie.pl/SMS"
POLECANE WIDEO
Opinie użytkowników
Regulamin Forum:
Na forum niezalezna.pl publikujemy opinie użytkowników naszego portalu. Wszystkie posty podlegają moderacji. Bezwzględnie usuwane będą wpisy zawierające groźby karalne i wszelkie prowokacje godzące w Niezależną. Nie publikujemy wpisów wulgarnych, zwalczamy trollowanie. Nie tolerujemy spamu i postów pisanych wyłącznie Caps – Lockami. Ze względu na ograniczoną do 1500 znaków długość komentarzy zastrzegamy sobie prawo do usuwania obszernych artykułów wklejanych w postach w sytuacji, kiedy można wykorzystać link. Wszelkie zastrzeżenia natury regulaminowej prosimy zgłaszać na: pocztę strażnika forum

"Lewactwo i prawactwo czyli o sojuszach naturalnych" - ten artykuł, który można znaleźć w sieci, jest dobrym komentarzem do tego odbierającego mowę listu.

Panie Redaktorze,

jestem osobą, która głosowała na partię Razem. Na ten artykuł trafiłem za pośrednictwem znajomego i bardzo się cieszę. Pana spojrzenie na Razem jest zbieżne z argumentami, którymi się kierowałem głosując (co skonstatowałem ze zdziwieniem, nie ukrywam). Jako młody człowiek, chciałbym widzieć w tym znak tworzenia się nowej płaszczyzny dyskusji politycznej, nie zafiksowanej na Okrągłym Stole.

KPP miało jakieś POLSKIE tradycje lewicowe? Pierwsze słyszę...

po przeczytaniu artykulu (wysililam sie z powodu autora) chodzi mi po glowie pytanie . Czy czlowiek lewicy moze byc patriota?
Moze byloby dobrze gdyby nasamprzod Pawelek dal okreslenie lewicy. A co lewica czy kukiz zrobi dla albo przeciw Polsce to sie okarze, prosze chwilke sie opanowac , mamy wiekszosc w sejmie a oni jacy sa to okaze sie w praktyce, zreszta ich program mowi sam za siebie , moze Pawelek o nim zapomnial.

Artykuł bardzo ciekawy. Nareszcie jest o polityce, a nie wydarzeniach politycznych. W Polsce mamy drugą Belgię, Walonów i Flamandów, którzy spierają się ze sobą, tworzą dwie prawice, choć tak naprawdę są one i prawicowe, i lewicowe, i centrowe, gdyż zawierają większość elementów politycznych swoich narodów. Nie zgadzam się z Korwinem, że w pierwszej kolejności obniżenie podatków uzdrowi system, dopiero zepchnięcie postkomunistów przez PIS i okolice spowoduje, że każda partia będzie mogła być taka jak chce, PIS trochę lewicowy, inne partie, może Korwin bardziej prawicowe, i nareszcie będzie normalnie. Dopóki to się nie stanie, dopóki Walonowie będą walczyć z Flamandami, dopóty nie będzie prawdziwej prawicy i lewicy w Polsce. Na szczęście tych obcych w Polsce jest może 10%, a pozbawieni pieniędzy, mediów, stanowisk odejdą w zapomnienie. I dopiero wtedy będzie można obniżać podatki i uprawiać politykę, a nie tylko walczyć o niepodległość. Tak naprawdę nie ma chyba nigdzie warunków do uprawiania polityki czystej, zawsze jest ona zniekształcona warunkami lokalnymi. Czy zatem Korwin nie idzie pod prąd tych warunków, nie odrywa się od polskiej rzeczywistości politycznej? Sam jestem centrystą, lewicowym prawicowcem, prawicowym lewicowcem. Przeciwko Marksowi i spółce, ale za prawami pracowniczymi, za narodem, ale przeciw egzekwowanej niechęci do obcych bez uzasadnienia.

Lewacy z Razem odbywają śmieszne zebrania jak pierwsi komuniści sprzed Rewolucji Październikowej. Wykrzykują na nich hasełka socjalistyczne i zwracają się do siebie per "kolego" albo "towarzyszu" a na koszulkach noszą podobizny Marksa, Che, Engelsa. Co ciekawe nie lubią Izraela i Krytyki Politycznej.

Intuicja mnie nigdy nie zawodzi,
(choć korzystanie z niej, to zupełnie już odrębna rzecz)

Otóż Kochani Redaktorzy Gazet Prawicowych:

Większych Nadziei,
Na stworzenie Praworządnej Polski od Podstaw,
Poza całkowicie ominiętym - Establiszmentem Komunistów,
KC-PRLu, "Polski bywszej IIIciej R.P."
Pokładałbym, w tym gorącym po-Wyborczym słowie Kukiza:

brzmiącym w przekazie przewodnim, mniej więcej tak:

"że tenże wchodzić będzie tylko w docelowe,
zdroworozsądkowe inicjatywy ustawodawcze,
mające na celu dobro Polski jako takiej,
miast trwałe wchodzenie w Rządowe Koalicje,
a zwłaszcza tworzone po Prawicy"

,no więc w ten sposób zdefiniowana chęć przejawiania aktywności ugrupowania Kukiz'15 w Parlamencie Nowej Kadencji, jest z punktu koniecznej potrzeby naprawy Rzeczypospolitej o wiele bardziej korzystna, w nawiązywaniu chociażby wspomnianej lokalnej współpracy w kolejnychh DOCELOWYCH INICJATYWACH USTAWODAWCZYCH, niż jakiś nagle wyłaniający się po jednym wieczorze antenowym "Sandberg". To na "piasku patykiem malowane zamki" Zwróćcie uwagę: Sandberg przeciwwagą był doraźną "ZLew-u" w notowaniach i słupkach Wyborczych - Wyborów z 25-teo.października.br.

Natomiat Kukiz'15 może okazać się bardzo pożyteczną przeciwagą arcy-niebezpiecznych Banksterów-"Barringsów" z "Novoczisłnych" - rzecż jasna w podstawowych inicjatywach ustawodawczych, za szerokim porozumieniem od Lewa do Prawej.(Szeroka Współpraca i porozumienie w Sejmie, od czasu do czasu, choć z rzadka było również potwierdzonym faktem za czasów II Rzeczypospolitej)

Nie zgadzam się z opinią p. Lisiewicza. Po pierwsze nie wierzę w uczciwą lewicę (ale to faktycznie kwestia wiary), po drugie, komuniści NIGDY nie dali Polsce nic dobrego. Co innego PPS (też nie za wiele, ale pozytywy były) - tylko, że Razem nie odwołuje się do tradycji PPS, ale Marksa. Kontynuatorką przedwojennego PPS jest w prostej linii PiS i to jest lewica, o której pisze p. Lisicki.

liczenie na to, że lewacy z Razem będą inni niż całe to różowe towarzystwo wychowane na grantach, stypendiach, fundacjach filantropów itp jest wielką naiwnością

Już kiedyś Urbański podał pomocną dłoń frakcji Porozumienia Oszustów i zadekował funkcjonariusza Lisa w telewizji publicznej.
8 lat szczucia, plucia i manipulacji. A to nie koniec.

Joanna i Andrzej Gwiazdowie, Zofia i Zbigniew Romaszewscy czy premier Jan Olszewski to socjaliści i prawdopodobnie masoni, którzy w chwilach próby okazali się prawymi patriotami a nie internacjonalistami. I tym się odróżniała PPS od SDKPiL.
Na tej kanwie próbuje Pan stręczyć lewicę z Razem. Jeszcze Prof.R.Bugaja do tego włącza. Już Lech Wałęsa wsparł lewą nogę w momencie gdy całe Państwo na lewie było postawione. Teraz Pan zwiadowczo - jak rozumiem - próbuje stręczyć socjalizm. Socjalizm trzeba tępić w każdej postaci i jeżeli zaczniemy dziś to może z tego bagna za kilka pokoleń wyjdziemy. Eksperyment z lewicą się nie udał a nie należało go przeprowadzać w ogóle. Socjalizm to czerwone zło.

Nawet szkoda czasu na komentowanie tego tekstu. Słyszał Pan kiedyś o hodowaniu węża na własnym ciele. Lewica światopoglądowa jest najbardziej niebezpieczna a właśnie historia podpowiada nam co jest na końcu. Najpierw budowanie miłej twarzy a potem tych wszystkich zandbergów się wytnie.
Aż nie mogę uwierzyć, że jest Pan tak naiwny

Tekst Lisiewicza przełamuje pewne lody wobec ideowej lewicy społecznej, naświetla pewne historyczne aspekty związane z lewicą niepodległościową. Jednak trzeba wspomnieć, że Zandberg to jakby człowiek Kuronia. Partia Razem to partia popierana przez GW i TVP-przez fakt nagłośnienia. Partia Razem głosi marksizm. Mnie model socjaldemokratyczny skandynawski nie odpowiada. Być może w partii Razem będą ideowi lewicowcy z którymi czasem będzie nam po drodze, ale ja byłbym nieco ostrożniejszy tym bardziej , że Partię Razem popiera syn Michnika Antek. Partia Razem nie eksponuje fanatyzmu antykatolickiego tak jak Palikot, ale poczekajmy co będzie dalej. Jeśli chodzi o PiS to PiS nie jest socjalistyczny, jest socjalny, jest pragmatyczny a to spora różnica. Ponadto PIS obniżał podatki i nie zadłużał tak Polski jak rzekomo liberalne i wolnorynkowe PO.

Lisiewicz, chyba Cię nie było na Uniwersytecie Ekonomicznym W Poznaniu, gdy członkowie Razem robili zadymę podczas wykładu ks. prof. Bortkiewicza. Tak dla przypomnienia: Bezprecedensowe przerwanie wykładu ks. prof. Pawła Bortkiewicza - nagranie całego zajścia. https://youtu.be/n6Rb0ngsze8

100/100 Rozumiem chęć wyciągania ręki do wroga dla osiągnięcia jakiegoś celu, ale na wszystko trzeba patrzeć całościowo i bez niepotrzebnych nikomu ubarwień. Zło zawsze pozostanie złem!

A mówiłem nie pij za dużo tego wina patykiem pisanego!!! Piotrze naprawdę już więcej nie pij!!

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl