"Wybory parlamentarne 2015. Stawką tych wyborów jest sama demokracja" - taka tytuł pojawił się na pierwszej stronie tej bardzo niezależnej politycznie gazety (to żarcik - uwaga dla rozwiania wątpliwości). Kto jest autorem tekstu nawołującego do "odpowiedniego" głosowania? Nie wiadomo, bo w miejscu gdzie zwykle jest nazwisko dziennikarza, tym razem widzimy "Redakcja Gazety Wyborczej".
A co w środku? Ilość słów, czy akapitów jest spora, ale treści można było się domyślić, już przed rozpoczęcie lektury. Jak ktoś nie wierzy, to wystarczy przeczytać pierwsze zdanie.
"Zwycięstwo PiS może zagrozić demokracji" - czyli zdarta płyta Adama Michnika i jego podwładnych. Dalszą część można by sobie darować. Z niechęcią jednak przeczytaliśmy. Tam "strażnicy demokracji" recenzują swoje zaangażowanie polityczne.
"Udzieliliśmy też poparcia Bronisławowi Komorowskiemu w przekonaniu, że jego konkurent Andrzej Duda jako prezydent nie będzie ani arbitrem, ani strażnikiem konstytucji, lecz wykonawcą woli Jarosława Kaczyńskiego. A ewentualne zdobycie przez PiS większości w parlamencie utoruje drogę do recydywy IV RP i "orbanizacji" Polski. Dziś uznajemy to za wielkie zagrożenie dla naszego kraju" - napisali anonimowi autorzy.
To zresztą ciekawe, że ciągle są to "zbiorówki". Brakuje odważnych, którzy "takie coś" chcieliby firmować własnym nazwiskiem?
Krótko tekst "Gazety Wyborczej" ocenił publicysta Rafał Ziemkiewicz, który na antenie Telewizji Republika stwierdził: "stek bredni"
I wystarczy.