Rządowy prezent dla rosyjskiej mafii. Państwo straci miliardy, a zarobią przemytnicy

Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Grzegorz Wierzchołowski

Współzałożyciel portalu niezależna.pl, którego jest redaktorem naczelnym. Publikuje również w tygodniku „Gazeta Polska”, dzienniku „Gazeta Polska Codziennie” i miesięczniku „Nowe Państwo”.

Kontakt z autorem

  

Rząd Ewy Kopacz, wbrew własnym planom, drastycznie ograniczył rozbudowę systemu viaTOLL, który przynosi państwu ogromne dochody. Na decyzji tej ucierpią niemal wszyscy: podatnicy, wykonawcy systemu, budżet i bezpieczeństwo narodowe. Beneficjent będzie jeden: rosyjska mafia przemytnicza i stojące za nią służby - pisze w najnowszym numerze „Gazeta Polska”.

Krajowy System Poboru Opłat viaTOLL to elektroniczny system pobierania opłat za przejazd drogami krajowymi, który działa jak na razie na wybranych odcinkach. Ogromne wpływy z niego zasilają Krajowy Fundusz Drogowy, będący jednym z głównych źródeł finansowania budowy dróg w Polsce.

Elektroniczny system poboru opłat to z pewnością najsprawiedliwsze i najwygodniejsze dla kierowców rozwiązanie. Po pierwsze, płacą ci, którzy naprawdę korzystają z dróg („darmowe” drogi to oczywiście mit, bo i tak trzeba je utrzymywać z budżetu). Po drugie, opłaty pobierane są automatycznie podczas przejazdu obok bramownic – nie trzeba zatrzymywać się przy bramkach, w związku z tym nie tworzą się korki. Podobny system z powodzeniem funkcjonuje w Czechach i Austrii, a częściowo również we Francji, Szwajcarii, Holandii i Wielkiej Brytanii.

Sieć bramownic służących do elektronicznego poboru opłat ma też duże znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. Korzystają z niego policja oraz służby specjalne, m.in. CBA, ABW i CBŚ. Komuś jednak najwidoczniej zależało, by ta sytuacja się zmieniła.

Stracimy 10 miliardów?

W marcu 2015 r. minister infrastruktury i rozwoju Maria Wasiak zadecydowała niespodziewanie, że rozbudowa viaTOLL zostanie ograniczona, a wprowadzenie całościowego elektronicznego systemu poboru opłat zostanie przesunięte dopiero na rok... 2018, gdyż konieczne jest rzekomo zbudowanie od podstaw nowego systemu. To decyzja niezrozumiała ekonomicznie, bo pozbawia budżet gigantycznych środków i skazuje kierowców na stanie w korkach przed bramkami na autostradach. Informując o stanowisku minister Wasiak, Polska Agencja Prasowa pisała:

„Kolejne lata korków – to według Adriana Furgalskiego z Zespołu Doradców »Tor« efekt najnowszych planów minister infrastruktury Marii Wasiak. [...] Część ekspertów wskazuje, że czekając ze zmianami do 2018 r., państwo straci wielomilionowe zyski z poboru opłat”.


Słowo „wielomilionowe” powinno zostać raczej zastąpione przymiotnikiem „wielomiliardowe”. ViaTOLL funkcjonuje bowiem od 2011 r., a wpływy z poboru opłat – przekazywane bezpośrednio do Krajowego Funduszu Drogowego – wyniosły dotychczas ponad 5 mld zł, i to przy stosunkowo niewielkim rozbudowaniu systemu. Co więcej, koszty jego wdrożenia zwróciły się po zaledwie 18 miesiącach, co jest ewenementem na skalę światową wśród projektów infrastrukturalnych.

Zgodnie z pierwotnymi założeniami viaTOLL miał być systematycznie rozbudowywany aż do końca 2018 r., a szacowane przychody z systemu miały do tego czasu wynieść (według Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad) aż 20 mld zł. Ale teraz – przy zmodyfikowanym tempie prac, gdy z niewiadomych przyczyn rozbudowa systemu została drastycznie ograniczona – całościowe przychody z systemu mogą do końca 2018 r. nie przekroczyć 10 mld zł. Oznacza to, że rząd, zwykle tak łakomy na pieniądze podatników, rezygnuje z łatwego pozyskania 10 mld zł!

– To zarzynanie kury znoszącej złote jajka, zwłaszcza że koszt dostosowania systemu viaTOLL, tak aby elektronicznie pobierał opłaty na wszystkich autostradach w Polsce, także tych koncesyjnych, to nie więcej niż 20 mln zł. Najważniejsze wydatki na infrastrukturę, około miliarda złotych, zostały już przecież poniesione

– mówi „GP” osoba powiązana z Ministerstwem Infrastruktury i Rozwoju.

Jerzy Polaczek, były minister transportu w rządzie PiS, uważa, że działania rządu Ewy Kopacz w tej sprawie są karygodne. – Brak ujednoliconego systemu poboru opłat powoduje m.in. zwiększenie kolejek przy bramkach wjazdowych na autostrady. Tymczasem rząd, zamiast nadrobić te zaniedbania, woli rozwiązywać problem weekendowych korków w wakacje poprzez otwieranie bramek. A taka operacja na jednej tylko autostradzie w trakcie wszystich weekendów kosztowała w tym roku aż 50 mln zł – podkreśla.

Skorzysta rosyjska mafia

Prawdziwym wyjaśnieniem niezrozumiałej pozornie decyzji rządu może być kwestia, na którą zwraca uwagę rozmówca „GP” z Centralnego Biura Śledczego.

– Z viaTOLL korzystają służby: CBA, ABW i oczywiście CBŚ. Informacje pozyskiwane z bramownic systemu służyły już do wykrywania poważnych prób przemytu oraz do odnajdywania sprawców przestępstw. Można by jednak zrobić dużo więcej. Proszę spojrzeć na mapę dróg objętych viaTOLL i zastanowić się, komu zależy na tym, by pewne odcinki pozostały poza kontrolą

– mówi.

I faktycznie: w oczy rzuca się, że poza systemem viaTOLL z niewiadomych względów pozostaje praktycznie cała „ściana wschodnia”. A na drodze krajowej nr 92, równoległej do autostrady A2, bramownice stoją tylko na odcinku z Warszawy do Poznania. Potem, z Poznania aż do granicy z Niemcami, systemu nie ma. W 2014 r. „Dziennik” pisał: „Dlaczego akurat ten wjazd do Polski nie jest wciągnięty do viaTOLL – tego nikt nie wie. Szacowane wpływy z tego odcinka to 7,6 mln zł miesięcznie”. Podobnie jest w okolicy niemal wszystkich przejść granicznych. Bezledy, Gołdap, Kuźnica, Terespol, Dorohusk, Hrebenne, Medyka, Świecko – tu systemu viaTOLL, który wydatnie pomógłby walczyć z przemytnikami, nie ma.

Informacje o wykorzystywaniu bramownic viaTOLL przez policję i służby specjalne potwierdza operator systemu. – Do dziś mieliśmy ponad 4,6 tys. zapytań od różnego rodzaju służb. Otrzymaliśmy także wiele podziękowań, w tym od policji, za pomoc w udaremnieniu przemytu papierosów na bardzo dużą skalę – mówi „GP” rzecznik systemu viaTOLL Dorota Prochowicz. Jak odbywa się ta współpraca? – Standardowa procedura w wypadku zapytań od policji lub innych służb wygląda następująco: prośby o informacje o przejazdach bądź o dane osobowe kierowane są przez służby do GDDKiA jako właściciela systemu i administratora danych osobowych, która to z kolei zleca nam wyszukanie i udostępnienie potrzebnych informacji – wyjaśnia Dorota Prochowicz.

Jak widać, pobieranie informacji przez służby jest u nas dość skomplikowane. Tymczasem w ramach istniejącego systemu można by praktycznie bezkosztowo podłączyć policję oraz inne instytucje do viaTOLL i umożliwić im bezpośrednie „zasysanie” potrzebnych informacji z systemu – tak jak w Austrii i Czechach. Umożliwiłoby to i tańszą, i skuteczniejszą walkę z przestępcami. Niestety, nikt w rządzie na to nie wpadł albo wpaść nie chciał.

Tymczasem przemyt przez polskie granice kwitnie. Chodzi tu zarówno o narkotyki i paliwo, jak i o alkohol oraz wyroby tytoniowe. Tylko w 2014 r. wykryto ok. 108 tys. przypadków przemytu papierosów przez naszą granicę – to wzrost o ok. 25 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Kilka miesięcy temu Polskie Radio informowało, że np. w województwie warmińsko-mazurskim udział nielegalnych papierosów w obrocie zwiększył się w ostatnim roku z 36 do prawie 60 proc.! Podano też, że ponad 80 proc. nielegalnych wyrobów tytoniowych w Polsce zostało przemyconych z Rosji, Ukrainy i Białorusi.

Korzystając z „kryszy”

Przemytnicy chwytają się rozmaitych metod, by przewieźć towar przez granicę. Jeśli chodzi o papierosy, najbardziej popularnym ostatnio sposobem jest ukrywanie ich w kołach samochodów. Pod koniec września na przejściu w Gronowie zatrzymano Rosjanina, który przewoził w ten sposób 1500 paczek. Biznes jest bardzo intratny, a straty dla budżetu idą rocznie w setki milionów złotych – gdy trzy lata temu policja rozbiła międzynarodową grupę przestępczą przemycającą papierosy z Rosji, wyliczono, że państwo straciło w wyniku jej działania 10 mln zł.

Wokół nielegalnego biznesu produkcji i przemytu papierosów pojawiają się znane nazwiska ludzi związanych z obecnym obozem władzy. W marcu 2015 r. w Belsku pod Grójcem – w siedzibie firmy Luxor – wykryto największą nielegalną fabrykę papierosów w Europie. Portal Kulisy24.com opisuje, co działo się w trakcie akcji: „Do Belska, zaraz po wejściu straży granicznej, przyjeżdża mecenas Roman Giertych, pełnomocnik firmy Luxor, polityczny komentator i dziś kandydat na senatora. [...] Na miejscu adwokat Giertych walczy jak lew, by pogranicznicy nie weszli do domu znajdującego się na tej samej posesji. Próbuje przekonywać, iż prokuratorski nakaz dotyczy tylko miejsca, gdzie produkowane są papierosy. Funkcjonariusze nie chcą ustąpić. W prokuratorskim nakazie stoi, że mają przeszukać całą posesję, a więc również dom, który się na niej znajduje. W końcu wchodzą i tam. Znajdują 33 miliony złotych w gotówce”. Giertych, zapytany przez Kulisy24.com o stosunek do kwestii nielegalnego obrotu papierosami, w który zaangażowane są międzynarodowe grupy przestępcze, nie odpowiedział.

Tajemnicą poliszynela jest, że mafie zajmujące się po naszej wschodniej granicy produkcją i przemytem papierosów, alkoholu, paliwa oraz narkotyków działają pod opieką rosyjskich służb specjalnych. W amerykańskich depeszach ujawnionych przez WikiLeaks dyplomaci mówią jasno: niemal cała przestępczość zorganizowana w Rosji korzysta z „kryszy”, czyli osłony FSB i policji. W zamian za to musi dzielić się ze służbami zyskiem z mafijnej działalności. Profity czerpane z kontrabandy przez polską granicę, to zatem dla rosyjskich specsłużb i powiązanych z nim ludzi ważne źródło dochodu. Jeżeli roczne straty budżetu państwa polskiego z tytułu przemytu samych tylko wyrobów tytoniowych wynoszą aż 4,6 mld zł, łatwo sobie wyobrazić, ile zarabiają przemytnicy na kontrabandzie wszystkich towarów – i jak ogromne zyski oznacza to dla „kryszy”, a więc rosyjskich służb specjalnych.

Skalę tego zjawiska z pewnością można by ograniczyć za pomocą systemu viaTOLL, zwłaszcza że po doposażeniu bramownic w odpowiednie urządzenia można by kluczowe odcinki dróg kontrolować za pomocą punktów tzw. dynamicznego pomiaru masy. Punkty te służą przede wszystkim do kontroli ciężaru przejeżdżających pojazdów, więc mogłyby w znacznym stopniu wyeliminować problem przeładowanych, przeciążonych aut – co korzystnie wpłynęłoby na bezpieczeństwo ruchu i stan dróg. Ale byłyby one również nieocenionym narzędziem do walki z przemytem; po ich zainstalowaniu informacja o pojeździe, który wiezie podejrzanie ciężki ładunek (choć na przejściu granicznym jego kierowca deklarował wwóz znacznie lżejszego towaru), natychmiast trafiałaby do właściwych służb.

Jak sprawdziła „GP”, w 2012 r. GDDKiA zapowiadała, że w ciągu kolejnych trzech lat powstanie 300 punktów dynamicznego pomiaru masy. Obecnie rok 2015 dobiega końca i nie powstał ani jeden! Co więcej, przez ten czas nie wprowadzono nawet zapisów, które umożliwiłyby służbom wykorzystywanie punktów pomiaru do walki z przestępczością. Dlaczego? Zapewne z tych samych powodów, dla których rozbudowa systemu viaTOLL, wbrew planom i zdrowemu rozsądkowi, stanęła w miejscu.
 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

Ważna deklaracja Rady Atlantyckiej ws. rozmieszczenia sił USA w Polsce. Znamy SZCZEGÓŁY!

zdjęcie ilustracyjne / Filip Błażejowski/Gazeta Polska

  

Koncepcja wzmocnienia obecności sił USA w Polsce została wstępnie poparta przez grupę roboczą Rady Atlantyckiej. Ostateczny raport w tej sprawie zostanie przedstawiony na początku 2019 roku, jednak już teraz wiadomo, że wstępne rekomendacje grupy roboczej (The Atlantic Council Task Force on US Force Posture in Europe) obejmują m.in. stworzenie na terenie Polski stałych ośrodków szkoleniowych dla sił amerykańskich i wojsk NATO stwarzające takie same możliwości ćwiczeń, jak używane obecnie do tego celu poligony na terenie Niemiec, a także rozmieszczenie w Polsce na „zasadzie kontynuowanej rotacyjnej obecności opartej na stałej infrastrukturze” jednej brygady amerykańskich sił lądowych (ok. 3 tys. żołnierzy).

Wstępne rekomendacje przedstawione w czwartek przez grupę są oparte na ośmiu zasadach, które wraz z naczelną zasadą wzmocnienia zdolności NATO do powstrzymywania zagrożeń militarnych płynących z Rosji, obejmują m.in.: postulat wzmocnienia spójności Sojuszu Atlantyckiego i zwiększenia stabilności NATO w obliczu dyslokacji sił rosyjskich oraz zgodności rekomendacji z narodową doktryną militarną Stanów Zjednoczonych.

Wśród szczegółowych zaleceń grupy roboczej Rady Atlantyckiej warto odnotować podniesienie rangi Elementu Dowództwa Misji (Mission Command Element) sił USA w Poznaniu do rangi Dowództwa Dywizji Stanów Zjednoczonych, a także modernizację i rozbudowę przez polskie władze obecnej infrastruktury w bazie wojskowej w okolicach Żagania, z której obecnie korzysta amerykańska brygada pancerna i dostosowanie jej do norm amerykańskich. Rozbudowa zaplecza szkoleniowego powinna umożliwić korzystanie z bazy zarówno przez siły amerykańskie, jak i wojska sojusznicze NATO.

Ponadto członkowie grupy zalecają też przyśpieszenie - „na tyle, na ile to możliwe” - realizacji projektów zaplanowanych w ramach Europejskiej Inicjatywy Odstraszania (EDI; European Detterence Initiative) w tym – szybką rozbudowę pasów startowych w Powidzu, budowę tam rampy kolejowej do rozładunku ciężkiego sprzętu oraz wzniesienie nowych składów paliwa i amunicji.

Grupa rekomenduje także wzmocnienie zdolności obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu w celu zapewnienia bezpieczeństwa wojskom USA w Polsce, a także przeprowadzenie szkoleń polskich sił zbrojnych z użyciem systemu obrony antyrakietowej Patriot. Grupa uważa też za wskazane całkowite powierzenie 10. grupie sił specjalnych USA (10th US Special Forces Group) - odpowiedzialnej za operacje na obszarze EUCOM (Europejskie Dowództwo Sił Zbrojnych USA) - szkolenia w Krakowie polskich sił specjalnych, a w przyszłości także takich sił z państw bałtyckich.

Te, wciąż wstępne, rekomendacje wzmocnienia obecności sił USA w Polsce oraz na północnym wschodzie Europy będą przedmiotem dalszej dyskusji w ramach grupy roboczej z udziałem ekspertów z innych ośrodków.
- zapewnił dr Hans Binnendijk, ekspert Rady Atlantyckiej i RAND, a w przeszłości m.in. dyrektor ds. rozbrojenia i kontroli zbrojeń w Radzie Bezpieczeństwa Krajowego Białego Domu podczas prezentacji wstępnych zaleceń grupy na czwartkowej konferencji prasowej.

Wcześniej z tymi wstępnymi rekomendacjami wzmocnienia amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce miał okazję zapoznać się podczas poufnego spotkania z ekspertami Rady Atlantyckiej prezydencki minister Krzysztof Szczerski, który w środę zakończył swą wizytę w Waszyngtonie.

Zalecenia Rady Atlantyckiej są już drugim w kolejności głosem płynącym z opiniotwórczych amerykańskich ośrodków wpływających na politykę w sferze bezpieczeństwa międzynarodowego za wzmocnieniem obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych w Polsce.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl