Granica z Austrią: wstrząsająca relacja Polaka z autokaru napadniętego przez imigrantów

YouTube

  

"Autokar, w którym się znajdowałem z grupą, próbowano rozhuśtać. Rzucano w nas g..., walili w drzwi, żeby je kierowca otworzył, pluli na szybę" - relacjonuje na Facebooku Kamil Bulonis, autor bloga podróżniczego.

Autora wpisu, prowadzącego blog podróżniczy "Obywatel świata", trudno posądzać o prawicowe, katolickie czy nacjonalistyczne "oszołomstwo". Kamil Bulonis otwarcie bowiem pisze o sobie na Instagramie: "dziennikarz, globtroter, gej", a na profilu na Facebooku prezentuje swoje zdjęcie w kolorach tęczy.

Wczoraj w nocy Kamil Bulonis zamieścił relację z podróży autokarem jadącym z Włoch do Austrii. Jest ona tak poruszająca, że przytaczamy ją w całości. Zwłaszcza że nie ma co liczyć na to, by media głównego nurtu wyłamały się ze schematu narracyjnego mówiącego o "złych węgierskich nacjonalistach" i "biednych imigrantach".

Oto relacja Kamila Bulonisa:

Półtorej godziny temu na granicy Włoch i Austrii na własne oczy widziałem ogromne zastępy imigrantów... Przy całej solidarności z ludźmi znajdującymi się w ciężkiej sytuacji życiowej muszę powiedzieć, że to, co widziałem, budzi grozę... 

Ta potężna masa ludzi - przepraszam, że to napiszę - ale to absolutna dzicz... Wulgaryzmy, rzucanie butelkami, głośne okrzyki "Chcemy do Niemiec" - czy Niemcy to obecnie jakiś raj? Widziałem, jak otoczyli samochód starszej Włoszki, wyciągnęli ją za włosy z samochodu i chcieli tym samochodem odjechać. Autokar, w którym się znajdowałem z grupą, próbowano rozhuśtać. Rzucano w nas gównem, walili w drzwi, żeby je kierowca otworzył, pluli na szybę... Pytam się, w jakim celu? Jak ta dzicz ma się zasymilować w Niemczech? Czułem się przez chwilę jak na wojnie... 

Naprawdę tym ludziom współczuję, ale gdyby dotarli do Polski - nie sądzę, by otrzymali u nas jakiekolwiek zrozumienie... Staliśmy trzy godziny na granicy, przez którą ostatecznie nie przejechaliśmy. Cała grupa w kordonie policji została przetransportowana z powrotem do Włoch. Autokar jest zmasakrowany, pomazany fekaliami, porysowany, wybite szyby. I to ma być pomysł na demografię? Te wielkie potężne zastępy dzikusów? Wśród nich właściwie nie było kobiet, nie było dzieci - w przeważającej większości byli to młodzi agresywni mężczyźni... 

Jeszcze wczoraj, czytając newsy na wszystkich stronach internetowych. podświadomie litowałem się, martwiłem ich losem, a dzisiaj po tym, co zobaczyłem, zwyczajnie się boję, a zarazem cieszę, że nie wybierają naszej ojczyzny jako celu swojej podróży. My Polacy zwyczajnie nie jesteśmy gotowi na przyjęcie tych ludzi - ani kulturowo, ani finansowo. Nie wiem, czy ktokolwiek jest gotowy. Do UE kroczy patologia, jakiej dotychczas nie mieliśmy okazji nigdy oglądać. I wybaczcie, jeśli kogokolwiek obraziłem swoim wpisem... 

Dodam jeszcze, że podjechały auta z pomocą humanitarną - przede wszystkim z jedzeniem i wodą, a oni te auta zwyczajnie przewracali... Z megafonów Austriacy nadawali komunikat, że jest zgoda, by przeszli przez granicę - chcieli ich zarejestrować i puścić dalej - ale oni tych komunikatów nie rozumieli. Nic nie rozumieli. I to było w tym wszystkim największym horrorem... Na tych kilka tysięcy osób nikt nie rozumiał ani po włosku, ani po angielksu, ani po niemiecku, ani po rosyjsku, ani hiszpańsku... Liczyło się prawo pięści... Walczyli o zgodę na przejście dalej i tą zgodę mieli - ale nie rozumieli, że ją mają! W autokarze grupy francuskiej pootwierali luki bagażowe - wszystko, co znajdowało się w środku, w ciągu krótkiej chwili zostało rozkradzione, część rzeczy leżała na ziemi... Jeszcze nigdy w swoim krótkim życiu nie miałem okazji oglądać podobnych scen i mam poczucie, że to dopiero początek. Na koniec dodam, że warto pomagać, ale nie za wszelką cenę.

 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Śmierć ks. Jerzego – męczennik za prawdę

  

„Zrób coś, niech przestanie szczekać!” – tymi słowami 13 września 1984 r. zwrócił się do Czesława Kiszczaka, ministra spraw wewnętrznych, Wojciech Jaruzelski, I sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i premier rządu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Dotyczyły one pewnego niepokornego księdza z pewnej warszawskiej parafii. W systemie totalitarnym słowa satrapy stają się normą prawną: resort spraw wewnętrznych zajął się na serio „szczekaniem” księdza. Półtora miesiąca później został wyłowiony z Wisły. Mimo upływu 34 lat wciąż nie znamy prawdy o Jego męczeńskiej śmierci.

Wersja oficjalna toruńska

Dziewiętnastego dnia października 1984 r. trzech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa (Grzegorz Piotrowski. Waldemar Chmielewski i Leszek Pękala), do szpiku kości zatroskanych o losy Polski Ludowej, postanowiło przemówić do rozumu księdzu Jerzemu Popiełuszce, wikariuszowi warszawskiej parafii św. Stanisława Kostki, który nienawistnie – nie dostrzegając dobrej woli władz partyjnych i państwowych, które wprowadziły stan wojenny dla dobra Polaków – jątrzył, judził i podżegał. Ośmielał się mówić o prawdzie, sprawiedliwości, cytując św. Pawła wołał, że zło należy dobrem zwyciężać. Nieświadomie przeszkadzał w realizacji planów: gdy władze partyjne i państwowe chciały pogrzeb zakatowanego, przez nieznanych sprawców oczywiście, Grzegorza Przemyka przekształcić w antyrządową demonstrację, ksiądz Popiełuszko wezwał zebranych, by śmierć niewinnego chłopaka uczcili w milczeniu. Pochód szedł w martwej ciszy.(...)

Esbecy dążący do obciążenia Księdza Jerzego fałszywymi zarzutami, na procesie ze łzami w oczach i łamiącym się głosem mówili, że płakali z bezsilności nad bezkarnością księdza, że oni, stróże prawa i praworządności nie mogli pogodzić się z tym, że ksiądz Popiełuszko „stoi ponad prawem”. Porwali więc go, gdy wracał z Bydgoszczy do Warszawy, wcisnęli do bagażnika fiata 125p, kilkukrotnie zatrzymywali się i katowali swego więźnia kijami, które – oczywiście przypadkiem – mieli w aucie, następnie związali mu nogi łącząc je sznurem z pętlą na szyi, tak, że każdy ruch powodował duszenie. Na koniec wrzucili ciało do Wisły z tamy we Włocławku. Na procesie prokurator twierdził, że to postępowanie Księdza Jerzego sprowadziło na niego śmierć, oskarżał księdza, ofiarę ohydnej zbrodni, że doprowadził swych zabójców do ostatecznej desperacji: „Ekstremalna postawa i działalność księdza Jerzego Popiełuszki zrodziły nie mniej szkodliwą ekstremę…" mówił. W procesie na ławie oskarżonych zasiadło trzech bezpośrednich sprawców zbrodni oraz ich przełożony Adam Pietruszka. Wszyscy otrzymali wysokie wyroki – najwyższy, 25 lat, dowódca grupy, Grzegorz Piotrowski. Wszyscy wyszli na wolność przed czasem.

Wersja nieoficjalna logiczna

Pół objętości tego numeru zajęłoby spisanie tych rzeczy, które się z wersją procesową nie zgadzają. Wyliczmy najważniejsze tylko: po pierwsze psy tropiące podjęły ślad w miejscu zatrzymania samochodu księdza przez esbeków, poprowadziły około 300 metrów w bok i trop straciły, tak jakby został on umieszczony w innym aucie. Wątku tego w śledztwie nie badano. Po drugie: w bagażniku fiata, w którym rzekomo esbecy wieźli Księdza Jerzego, w którym go katowali kijami, wciskali w pozycji embrionalnej do ciasnej przestrzeni, z którego Ksiądz choć wątły zdołał się wyrwać, w pokrywę którego kopał tak, że dwóch oprawców musiało na niej siedzieć, nie było żadnych śladów poza trzema włosami. Po trzecie: chcąc przejechać trasę wskazaną przez esbeków w czasie przez nich określonym, trzeba by jechać z prędkością ok 140 km/h. Niemożliwe w nocy, z kilkoma postojami, przy kapryszącym silniku (co zeznali zgodnie esbecy). Po czwarte: gdy 19 października w nocy kierowca księdza zgłosił jego porwanie, zarządzono szeroko zakrojone poszukiwania, które trwały do 30 października, kiedy to z wód Wisły wyłowiono ciało Księdza Popiełuszki. Tymczasem, 25 października rybacy kłusujący nieopodal tamy widzieli, jak kilku ludzi wrzuciło do wody jakiś podłużny pakunek w kształcie ludzkiego ciała. Tego samego dnia do lekarki prowadzącej Księdza Jerzego przyszło dwóch funkcjonariuszy domagając się informacji, jakie leki Popiełuszko zażywa. Przerażona najściem lekarki powiedziała im wszystko. Dzień później, prokurator wojewódzki w Toruniu dostał polecenie by wydelegować jednego z prokuratorów na tamę we Włocławku celem oględzin zwłok. Gdy prokurator przybył na miejsce, okazało się, że żadnych zwłok nie ma. Czyżby wrzucono je z powrotem, choćby dla zyskania na czasie? Po kolejnych dwóch dniach, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wysyła do komend wojewódzkich szyfrogram będący instrukcją o sposobie uświadamiania funkcjonariuszy SB  „w związku z uprowadzeniem i zamordowaniem księdza Jerzego Popiełuszki”! Na dwa dni przed oficjalnym odnalezieniem ciała, gdy praktycznie cała Polska z zapartym tchem śledzi relacje z poszukiwań, gdy miliony ludzi modlą się o życie i zdrowie księdza Jerzego, resort już wie, resort już prowadzi akcję wychowawczą w związku z jego zamordowaniem!

Cały artykuł można przeczytać w najnowszym tygodniku GP. Oprócz tego polecamy artykuł Piotra Dmitrowicza o atakach propagandowych, które esbecy stosowali wobec ks. Popiełuszki przed i po śmierci.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: tygodnik Gazeta Polska

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl