Na wiceprezydent Krakowa donosi mąż

youtube.com

„Kasia wręczyła korzyść majątkową poprzez ojca Janowi T. za ponowne przyjęcie do pracy” – taki wpis na temat wiceprezydent Krakowa Katarzyny Cięciak pojawił się w poniedziałek wieczorem na facebookowym profilu jej męża. Chodzi o korzyść majątkową w postaci zegarka o wartości 1800 zł. Następnego dnia Cięciak wycofał się ze swoich słów, tłumacząc je tym, że… „był pod wpływem alkoholu”. - To jest raczej coś, co powinniśmy wyciszyć, nie analizować - powiedział w Radio Kraków szef małopolskiej PO, Grzegorz Lipiec.

Jan Cięciak, wiceprezes fundacji KGM Progress, w ostatnich wyborach samorządowych kandydował z ramienia Platformy Obywatelskiej do Rady Miasta Krakowa. Mandatu radnego nie uzyskał, jednak nadal jest związany z PO. Jak wynika z oficjalnej strony partii rządzącej, pracuje w biurze poselskim Katarzyny Matusik-Lipiec, prywatnie żony szefa małopolskiej PO Grzegorza Lipca. W poniedziałek wieczorem, jak sam twierdzi, będąc od wpływem alkoholu i w stresie wynikającym z problemów osobistych, złożył w serwisie społecznościowym, Facebook.com publiczny donos na swoją małżonkę, wiceprezydent Krakowa, również związaną z PO Katarzynę Cięciak. O sprawie jako pierwszy napisał lokalny „Dziennik Polski”.

„Kasia wręczyła korzyść majątkową poprzez ojca Janowi T. za ponowne przyjęcie do pracy” – napisał Cięciak.

Chodzi o byłego dyrektora Zarządu Dróg i Komunikacji, który w 2008 r. został oskarżony o przyjęcie wartego 1800 zł zegarka. To właśnie w ZDiK w latach 2005–2007 na stanowisku kierownika biura dyrektora i rzecznika prasowego pracowała Katarzyna Cięciak. Łapówkę w postaci zegarka wręczył ojciec obecnej wiceprezydent, jak zeznała w procesie Katarzyna Cięciak, bez jej wiedzy. „Na procesie składała fałszywe zeznania, zasłaniając się niepamięcią” – napisał na Facebooku mąż wiceprezydent. Sprawę przeciwko Janowi T. wszczęto z inicjatywy Katarzyny Cięciak i jej ojca, dlatego też nie usłyszeli oni zarzutu wręczenia korzyści majątkowej.

Po kilkunastu godzinach od złożenia donosu Jan Cięciak zaprzeczył swoim własnym słowom.

„Z uwagi na problemy rodzinne jestem rozbity psychicznie i mam depresję. Wczoraj dodatkowo umieszczając wpis na fb znajdowałem się pod wpływem alkoholu. Wyjaśniam, iż, wczorajszy wpis zawierał połączenie faktów i moich konfabulacji. Nieprawdą jest by Kasia wręczyła zegarek. Ojciec zrobił to poza jej wiedzą. Tak, Kasia, składała zeznania, jako świadek, ale nie składała fałszywych zeznań, to było kłamstwo. Pragnę przeprosić za zaistniałą sytuację i jestem do dyspozycji w razie dalszych pytań” [pisownia oryginalna] – napisał na Facebooku.


Wpis spotkał się z ogromnym poparciem ze strony… polityków Platformy i prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego.

„Po burzy słońce wychodzi znad chmur. Różnie bywa w życiu. Możesz na mnie liczyć” – napisał Grzegorz Lipiec. „Będzie ok” – dodała kandydatka PO w zeszłorocznych wyborach samorządowych Maja Banasik. Z kolei Łukasz Wantuch, który startował z listy wyborczej Majchrowskiego, pocieszał: „Każdemu facetowi zdarzyło się napisać coś głupiego na fb pod wpływem alkoholu”. Zrozumienie dla Cięciaka wyraził również kolejny kandydat z list urzędującego prezydenta Krakowa, Jerzy Sonik. „W stresie pogubić każdy się może. Z całego serca życzę wam odnalezienia się nawzajem. Doświadczony mąż służy pomocą, jeżeli to możliwe” – napisał były radny.


Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że – jak wynika z informacji portalu Lovekrakow.pl – były dyrektor ZDiK Jan Tajster chce zostać teraz szefem Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. Jak podaje portal, Tajser „już 12 razy był oskarżony przez prokuraturę o przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków służbowych”.

„Od 2009 roku w Sądzie Okręgowym w Krakowie toczy się postępowanie ws. rzekomego przyjęcia łapówki od firmy Budostal 5. Według prokuratorów, spółka budowlana miała postawić Tajsterowi za darmo dom. 9 lipca 2013 roku prokuratura postawiła także Tajsterowi zarzuty ws. mobbingu podległych mu pracowników” – informuje Lovekrakow.pl

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Szef American Jewish Committee o antypolskim filmie: Jest błędny. To dolewanie oliwy do ognia

/ pixabay.com/CC0/RJA1988

David Harris, dyrektor generalny American Jewish Committee – organizacji zajmującej się obroną Żydów poza granicami USA - ostro skrytykował skandaliczne wideo o "polskim Holokauście" opublikowane na YouTube przez Fundację Rodziny Rudermanów.

- Przedstawiliśmy wystarczająco jasno przyczyny, dla których sprzeciwiamy się nowej legislacji

 - powiedział Harris, odnosząc się do nowelizacji polskiej ustawy o IPN.

- To powiedziawszy, uważam, że klip wideo, który właśnie obejrzałem, daje powody do zmartwień i jest błędny. Jakiekolwiek intencje przyświecały jego twórcom, jedyne, co wnosi to wideo, to pogorszenie i tak złej sytuacji poprzez generalizujące i niestosowne oskarżanie Polski o prowadzenie "Holokaustu" wobec ludności żydowskiej w czasie wojny i wezwanie Stanów Zjednoczonych do zerwania stosunków z tym krajem Europy Środkowej i naszym sojusznikiem w NATO

 - powiedział David Harris.

- Stawiajmy jasno sprawy i zachowajmy trzeźwość myślenia

 - zaapelował Harris, który sam jest dzieckiem ocalałych z Szoah.

- Był Holokaust, który został wymyślony, zorganizowany od strony operacyjnej i który był prowadzony przez nazistowskie Niemcy. To właśnie Trzecia Rzesza sformułowała plany odnośnie "ostatecznego rozwiązania" kwestii żydowskiej. Nic z tych rzeczy nie jest oczywiste w klipie wideo, o którym mowa. Tak, bez wątpienia, byli tacy Europejczycy, w tym – także Polacy, którzy powodowani różnymi pobudkami, począwszy od nienawiści do Żydów po oportunizm czy pazerność popełniali przestępstwa wobec ludności żydowskiej. Ale byli też jeszcze inni, którzy starali się ratować Żydów i ostrzec świat o realizowanym przez nazistów planie zagłady

 - zaznaczył w swej wypowiedzi Harris.

Dodał też, że wideo opublikowane na youtube jest jednostronne – w przeciwieństwie do historii, która - jak zaznaczył Harris - "zawsze jest złożona i wielopłaszczyznowa".

Klip o polskim Holokauście "jest dolewaniem oliwy do niebezpiecznego ognia, co powinno być ostatnią rzeczą, na jaką powinni pozwalać sobie ludzie zaangażowani w poszukiwanie wyjścia z obecnej sytuacji i patrzący w przyszłość" - wskazał.

W swym oświadczeniu dyrektor generalny AJC przypomniał, że American Jewish Committee otworzył przed rokiem swe biuro w Warszawie w dowód uznania dla roli Polski w umacnianiu kontaktów i budowie większego zrozumienia między narodami Europy Środkowej, Stanami Zjednoczonymi i ludnością żydowską, jaką Polska odgrywa od lat 80. Na jego czele stoi Agnieszka Markiewicz, dyrektor ACJ na kraje Europy Środkowej.

American Jewish Committee (ACJ) został założony w 1906 roku w reakcji na pogromy Żydów w Rosji. Stawia sobie za cele wspieranie i obronę Żydów poza USA. Działa także na rzecz pogłębienia stosunków między amerykańskimi wspólnotami żydowskimi a Izraelem. Główna siedziba ACJ znajduje się w Nowym Jorku.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl