Wszystko zaczęło się w kwietniu 2014 roku – podaje „The Moscow Times” – kiedy Dawidowa skontaktowała się telefonicznie z ukraińską ambasadą w Moskwie. Przekazała wtedy dyplomatom, że rosyjska baza wojskowa w pobliżu jej domu opustoszała, a żołnierze tam stacjonujący zostali gdzieś wysłani.
Wcześniej Dawidowa miała usłyszeć w autobusie rozmowę telefoniczną jednego z rosyjskich żołnierzy, który informował kogoś, że zostaje wysłany na misję. Obawiając się, że Rosjanie zostaną wysłani na wschód Ukrainy, poinformowała o wszystkim ukraińską ambasadę. Mąż kobiety tłumaczył w Radiu Swoboda, że jego żona zachowała się tak, ponieważ działała emocjonalnie.
Kilka miesięcy później, 21 stycznia, śledczy z Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) pojawili się w jej domu. Przeprowadzili rewizję, zabrali wszystkie zapisane zeszyty i notatniki, a także komputer oraz notebook. Sama kobieta została przewieziona do Moskwy, gdzie przed sądem oskarżono ją o zdradę Rosji na rzecz Ukrainy.
– Swietłana jest przeciwko tej wojnie, ale nie jest działaczką antywojenną czy opozycyjną – tłumaczy jej mąż. – Kiedyś była członkiem partii komunistycznej, ale później zajęła się wychowywaniem dzieci. Nie rozumiem, jak Federalna Służba Bezpieczeństwa dowiedział się o tym wszystkim – dodaje mężczyzna.
Obecnie Swietłana Dawidowa w więzieniu Lefortowo – jednym z najbardziej znanych moskiewskich więzień – oczekuje na proces.