„Ma pan minister sukces?” Lekarka obnaża strategię rządu. Wstrząsający list ws. protestu lekarzy

Kurhan/SXC

rz

Kontakt z autorem

W związku z protestem lekarzy, w internecie błyskawicznie rozchodzi się dramatyczny list lekarki rodzinnej z 30-letnim stażem w jednej placówce. Apelując o rozesłanie treści listu do jak największej grupy osób, lekarka podkreśla, że cała sprawa protestu Porozumienia Zielonogórskiego została sprowadzona do nadmiernych żądań finansowych, braku odpowiedzialności i krzywdzenia pacjentów. Tymczasem do debaty publicznej nie dopuszczono wcale lekarzy,a o tym, jakie są ich żądania i oczekiwania „wypowiadał się autorytatywnym głosem przedstawiciel PO”.

- Bardzo poważnym problemem POZ (myślę, że nie tylko) są starzejący się lekarze. W województwie opolskim średnia wieku lekarza pracującego w POZ przekroczyła 57 lat. Gdyby w tej chwili z systemu odeszli emeryci to system by się zawalił. Młodych kształcących się lekarzy jest niewielu. (...) Ja miesięcznie przyjmuję ponad 1200 pacjentów. Średnio 50-70 osób dziennie. Zdarzają się dni gdzie tych pacjentów przyjmuję i 100. Każdego roku dochodzi nowa praca. Część jest widoczna dla wszystkich bo większą część czasu patrzę w monitor i stukam w klawiaturę. Dużej części państwo nie widzicie. Skraca się czas poświęcony na kontakt z pacjentem a wydłuża czas biurokratyczny. Lekarze i tak nie są w stanie prowadzić kartotek w sposób zgodny z przepisami i bezpieczny dla siebie, bo starają się wypełnić swoje podstawowe zadanie leczenia pacjentów – czytamy w liście.

Autorka listy podkreśla, że w nowej umowie jest kilka „niemożliwych do przyjęcia zadań”. Lekarka jednoznacznie stwierdza, że jest ona „skierowana przeciwko pacjentom” i stawia pacjentów i lekarzy przeciwko sobie. Okazuje się, że już po pobieżnej lekturze treści zawartych w nowej umowie pojawiają się liczne kontrowersje.

- Pierwsza sprawa - pakiet kolejkowy. Wszystkiego nie wiem, ale to do czego doszłam jest bulwersujące. Lekarz endokrynolog jak wszyscy wiedzą leczy najczęściej choroby tarczycy. W nowej umowie to lekarz POZ będzie zobowiązany do leczenia niedoczynności tarczycy. Wszyscy państwo, którzy jesteście pod kontrolą poradni endokrynologicznej, teraz wrócicie do POZ. Lekarz nie będzie mógł państwa skierować do specjalisty. Rozwiązany problem kolejki u endokrynologa? Ma pan minister sukces? Łagodny przerost gruczołu krokowego też w gestii lekarza POZ. Zniknie kolejka do urologa? Takich jednostek chorobowych wrzuconych do POZ jest więcej. Na wykonanie tych zadań lekarz POZ nie dostaje żadnych dodatkowych pieniędzy, a minister może zaoszczędzić na wykupieniu tych wizyt u specjalistów. Tyle że specjaliści mieli wykupioną konkretną ilość wizyt a my nie mamy limitu. Przyjąć należy wszystkich pacjentów – tłumaczy w liście lekarka.

Podkreśla ona, że nie jest w stanie zagwarantować bezpiecznych dla pacjentów przyjęć i badań w przypadku, gdy lekarze pierwszego kontaktu będą mieli aż tylu pacjentów.

- Niestety nie potrafię już w sposób bezpieczny dla pacjentów przyjmować większej ilości ludzi. Liczni moi koledzy mają już przyjmowanie na godzinę. Pacjent endokrynologiczny na kontrolnej wizycie będzie musiał zająć 30 minut tak jak u specjalisty. Już ostatnio pojawiły się kłopoty gdzieniegdzie z dostaniem się do lekarza w dniu rejestracji. Niestety teraz obejmie to już wszystkie praktyki. (...) Co zrobić z pacjentami potrzebującymi zwolnienie do pracy. Z nagłymi zachorowaniami. Ludźmi z wymiotami, biegunkami, bólami, gorączkami. Nie potrafię w sposób uczciwy w stosunku do pacjenta przyjąć na siebie nieskończonej ilości zadań i przejąć pacjentów moich kolegów specjalistów tylko po to by minister miał wyborczy sukces – czytamy w treści listu.

Lekarka wyjaśnia również co w praktyce oznaczać będzie umowa bezterminowa. Okazuje się, że umowę tę bez jakiejkolwiek konsultacji może zmienić aneksem NFZ, natomiast lekarz może ją jedynie wypowiedzieć. Lekarka obawia się, że wszystko to doprowadzi do zantagonizowania środowiska lekarskiego i pacjentów.

- Będzie można do POZ wrzucać wszystko co się nie zmieści gdzie indziej. My staniemy się pierwszą twarzą NFZ w opozycji do pacjenta. Sami już niewydolni będziemy tak jak teraz dostawać nowe zadania i nasza niemożność wykonania zadań będzie uderzała w pacjentów – przewiduje lekarka.

Sporo kontrowersji budzi również kwestia pakietu onkologicznego.

- W mojej praktyce mam w ciągu roku od 7-10 wykrytych pierwszorazowych zachorowań na nowotwór. Z tego 1-3 pacjentów to tacy, którzy nigdy nie byli wcześniej u lekarza i przychodzą w stanie zaawansowanym. Wielokrotnie tych kieruję od razu do szpitala bo są w złym stanie i wymagają natychmiastowego leczenia. Oni też zawsze byli przyjęci od razu, najczęściej na internę. Kilka pacjentek to pacjentki z nowotworami piersi i narządów rodnych. Tutaj swoją rolę jak dotąd widzę na wpajaniu pacjentkom konieczności wizyt u ginekologa i namawianiu na badanie piersi. System działa. Zostaje więc kilku pacjentów z pozostałymi nowotworami. Skupię się na nowotworach jelita grubego. Przez kilka lat funkcjonowało przesiewowe badanie kolonoskopowe i to dawało rezultaty. Za rządów ministra Arłukowicza to zostało zaniechane, albo mocno okrojone. Fakt, że moi pacjenci nie mają do tych badań dostępu. Pozostaje planowana kolonoskopia. Większość placówek ma wykupione przez NFZ to badanie bez znieczulenia. Bardzo bym chciała zobaczyć twarz ministra po wykonaniu tego badania bez znieczulenia. Jeżeli rak jelita grubego daje jednoznaczne objawy to często jest już za późno na pełne wyleczenie. Jest to więc wyjątkowy wyścig z czasem. (...) Dotąd dawałam skierowanie na kolonoskopię. U większości pacjentów były polipy, które lekarze od razu usuwali. Wszyscy Ci pacjenci to potencjalni chorzy na raka. Radość z wyleczenia i uniknięcia tragedii. Teraz spośród tych pacjentów mam wybrać lepszych i dać im zieloną książeczkę. Wszystkim nie mogę. Jeżeli nie dam komuś u kogo, w trakcie stania w jeszcze dłuższej kolejce, rozwinie się rak to pacjent będzie miał żal do mnie a nie do ministra, a ja będę musiała z tym żyć – tłumaczy lekarka.

Autorka wstrząsającego listu ujawnia, że w pakiecie onkologicznym na pierwszym miejscu jest statystyka, a nie dobro pacjenta. Okazuje się, że „zielonej książeczki” nie będzie można dać wszystkim, którzy faktycznie będą jej potrzebowali.

- Dlaczego nie mogę dać wszystkim? Bo muszę mieć trafienia! Trafienia to jest określenie ministra na pacjenta z chorobą nowotworową. Wydam 30 książeczek Pacjent przejdzie diagnostykę i teraz oceni moją pracę urzędnik. Jeżeli będę miała 0-1 trafienia to zostanę skierowana na karne szkolenie a za wykonaną pracę mi nie zapłacą. Czyli badając w kierunku choroby nowotworowej 30 pacjentów nie znajdę u nikogo rozwiniętego raka to będę ukarana szkoleniem i finansowo. Teraz badam nawet stu ludzi, żeby wykryć u jednego raka. Moja sytuacja się poprawi jeżeli będę miała 2 trafienia dostanę wtedy 20 złotych i nie będę karana upokarzającym szkoleniem. Ta kwota rośnie i przy stosunku jedno trafienie na pięć sięga ponad 100 złotych. Cały czas cytuję umowę! Staniemy więc z pacjentem po przeciwległej stronie - on będzie się cieszył, że nie ma raka, ja będę miała poważny problem. Będę więc unikała zielonych książeczek jak ognia, albo wydam je wszystkim.
Jeżeli nie wydam to minister wygrał, bo lekarze są źli i nie chcą pracować, jak wydam to nie wytrzymam finansowo (bo za tą diagnostykę zapłacę z puli POZ) i dołożę do pracy kolejne wypisywanie książeczek, sprawozdań
. Wydłuży się więc kolejka pacjentów u mnie. Wąskie gardło w postaci zbyt małej ilości zakontraktowanych kolonoskopii pozostaje. Tyle, ze teraz za to odpowiadam ja nie minister
– tłumaczy autorka listu.

Spore problemy są również z systemem EWUŚ.

- Dwa razy w tygodniu trafia się pacjent, który EWUŚ wyświetla w kolorze czerwonym – pacjent nieubezpieczony. W większości są to pacjenci, którzy mają ubezpieczenie i faktem, że świecą na czerwono są oburzeni. Teraz pacjent wypisuje oświadczenie, że jest ubezpieczony i my przyjmujemy takiego pacjenta nieodpłatnie. NFZ płaci za takiego pacjenta. Teraz NFZ przestaje płacić za pacjentów świecących na czerwono (w mojej praktyce 11%). Czyli jak pacjent świeci na czerwono i wypisze nam oświadczenie, to za jego leczenie i wizytę nie zapłaci nikt. Pieniądze zostają w funduszu. Kolejna oszczędność ministra. Takich pułapek jest więcej a list i tak zrobił się długi. Jest to jednak nasza wspólna sprawa - pacjentów i lekarzy – podkreśla lekarka.

Autorka listu przewiduje, że jeśli nic się nie zmieni, a pracy w POZ nie będą chcieli wykonywać młodzi lekarze, to już za pięć lat w służbie zdrowia nastąpi poważny kryzys, którego konsekwencje będą tragiczne w skutkach.

- W tym roku mija 30 lat mojej pracy i zawsze byłam po stronie pacjenta, bo sama też jestem pacjentką i to z wiekiem coraz częściej i boleśniej. Ministrowie się zmieniają a ja od 30 lat o 8.00 wołam proszę (teraz parę minut później bo ładuje się komputer). Tej pracy nie chcą wykonywać młodzi lekarze i jak nic się nie zmieni, to po pięciu latach nastąpi poważny kryzys w służbie zdrowia na poziomie POZ. Wtedy obecny minister będzie już miał inną posadę równie prestiżową i pozbawioną osobistej odpowiedzialności jak teraz, ale my zostaniemy na dole, pacjenci i lekarze. (...) Dlaczego inni podpisali? My nie podpisaliśmy, i jakie mamy kłopoty, a strach pomyśleć co nas czeka. Straszą nas przez telefon, jeżdżą do prywatnych domów. Ruszyły zmasowane kontrole. Nagonka bezpardonowa w mediach. Kłamstwa, półprawdy, wyrwane z kontekstu słowa. Ja się boję bardzo i nie dziwie się, że inni też się boją. Tylko zwarta grupa może się przeciwstawić. Jeżeli my przegramy to tak naprawdę przegrają pacjenci – kończy list lekarka z 30-letnim stażem.
 
Źródło: niezalezna.pl,dobrylekarz.info

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Pomnik generała Sosabowskiego odsłonięty w…

Pomnik generała Sosabowskiego odsłonięty w…

Demonstracja przeciw reformie Macrona

Demonstracja przeciw reformie Macrona

Tysiące rezerwacji na wystawę Caravaggia

Tysiące rezerwacji na wystawę Caravaggia

"Anglicy od nas uczyli się…

"Anglicy od nas uczyli się…

Już ponad 150 interwencji straży pożarnej

Już ponad 150 interwencji straży pożarnej

Pomnik generała Sosabowskiego odsłonięty w Warszawie

Generał Stanisław Sosabowski; Oryginalnym przesyłającym był Halibutt z angielskiej Wikipedii - Obtained from the site of the relatives of general Sosabowski, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=32768372

Pomnik gen. Stanisława Sosabowskiego - twórcy i dowódcy 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej - odsłonięto dziś na warszawskim Żoliborzu. Był to ostatni akcent obchodów 76. rocznicy sformowania brygady oraz Dnia Spadochroniarza.

Innymi punktami obchodów, które odbyły się z inicjatywy MON, był pochówek jednego z ostatnich żołnierzy brygady, gen. bryg. Alfonsa Wiktora Maćkowiaka, który zmarł w styczniu br. w Wlk. Brytanii w wieku 101 lat. Złożono też kwiaty na grobie gen. Sosabowskiego na wojskowych Powązkach. W Muzeum Wojska Polskiego zaprezentowano historyczny i współczesny sprzęt wojsk powietrznodesantowych oraz pokazy grupy rekonstrukcyjnej.

Czytaj też: "Anglicy od nas uczyli się spadochroniarstwa" - ostatnie pożegnanie instruktora Cichociemnych 

Gen. Sosabowski poświęcił całe życie Polsce

- mówił wiceszef MON Michał Dworczyk podczas uroczystości odsłonięcia pomnika przy pl. Inwalidów, niedaleko pomnika 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka. Podkreślał, że polscy żołnierze na Zachodzie z determinacją walczyli o wolną i suwerenną Polskę, co wtedy niestety się nie udało.

Dziś możemy cieszyć się wolnością m.in. dzięki żołnierzom brygady. Dlatego jesteśmy im winni wdzięczność

- zaznaczył.

Doniosłą rolę polskich żołnierzy w bitwie pod Arnhem podkreślał w swym wystąpieniu Raphael Varga, charge d'affaires ambasady Królestwa Niderlandów, która ufundowała pomnik wraz z Fundacją Driel-Polen, kultywującą pamięć udziału brygady w bitwie. Autorem popiersia jest holenderski rzeźbiarz Martin Abspoel, który zrezygnował z honorarium za jego wykonanie.

Pod pomnikiem - umiejscowionym kilkaset metrów od willi, w której przed wojną mieszkał Sosabowski - złożono wieńce i kwiaty. Obecni byli m.in. żołnierze 6. Brygady Powietrznodesantowej, która kontynuuje tradycje 1. brygady.

Sosabowski urodził się w 1892 r. Przed I wojną światową działał w ruchu niepodległościowym. W listopadzie 1918 r. zgłosił się do Wojska Polskiego. Ukończył Wyższą Szkołę Wojenną. W latach 1928-1939 pełnił funkcje dowódcze w pułkach piechoty. Brał udział w obronie Warszawy we wrześniu 1939 r. Dotarł na Zachód, najpierw do Francji, a po jej klęsce - do Wielkiej Brytanii.

Otrzymał przydział na dowódcę formującej się 4. Kadrowej Brygady Strzelców, z której postanowił stworzyć pierwszą w historii WP jednostkę spadochronową. 23 września 1941 r. premier i Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski nadał jej oficjalną nazwę i pozostawił do swej wyłącznej dyspozycji. Celem desantowców było przedostanie się drogą powietrzną do walczącej Warszawy, jednak nie zgodzili się na to Brytyjczycy.

We wrześniu 1944 r. brygada wzięła udział w największej w II wojnie światowej operacji powietrzno-desantowej sprzymierzonych, której celem było opanowanie mostów na Renie w pobliżu holenderskiego Arnhem. Cała operacja zakończyła się porażką, a straty brygady sięgnęły blisko 40 proc. Brytyjczycy winą obarczyli m.in. Sosabowskiego - któremu zarzucono niedopuszczalną krytykę swego dowództwa. W konsekwencji odebrano mu dowództwo brygady.

Po wojnie Sosabowski pozostał w Wielkiej Brytanii, gdzie pracował jako robotnik. Zmarł w 1967 r. w Londynie. Jego prochy trafiły - zgodnie z wolą Sosabowskiego - na wojskowe Powązki.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Demonstracja przeciw reformie Macrona

Chairman of the Joint Chiefs of Staff/creativecommons.org/licenses/by/2.0/deed.en

Dziesiątki tysięcy osób - 30 tys. według policji, 150 tys. według organizatorów - zgromadziła w Paryżu demonstracja przeciwników reformy kodeksu pracy, wprowadzonej przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona.

Inicjatorem marszu przeciw, jak to nazwano, „zamachowi stanu" prezydenta Macrona, był przywódca lewicowego ruchu politycznego Francja Nieujarzmiona Jean-Luc Melenchon. Jego trasa wiodła z Placu Bastylii na Plac Republiki.

Melenchon, który w czwartek już uczestniczył w Paryżu w podobnych manifestacjach, zapowiedział, że "to dopiero początek". Jego zdaniem prezydent Francji chce zniszczyć kodeks pracy.

Podstawowe zarzuty manifestujących wobec zmian w kodeksie pracy to nadmierna łatwość zwalniania pracowników, zmniejszenie odszkodowań za bezprawne zwolnienia i ułatwienie zwolnień zbiorowych, a także możliwość pomijania związków zawodowych w negocjacjach między pracodawcami a pracownikami.

Szef Francji Nieujarzmionej podkreślił, że to, iż reforma została opublikowana w Dzienniku Ustaw, wcale nie oznacza, "że sprawa jest zamknięta". Melenchon przypomniał na Placu Bastylii tuż przed wyruszeniem pochodu, że niektóre nowelizacje wymagają szczegółowych rozporządzeń. Aby obowiązywały na trwałe, muszą podlegać ustawie ratyfikacyjnej.

"Nawet królowie nie traktowali swoich obywateli w ten sposób. Nie akceptujemy mówienia do nas tym tonem!" – powiedział Melenchon w końcowym przemówieniu na Placu Republiki, nawiązując do wypowiedzi Macrona, który oświadczył, że nie cofnie się przed „leniwcami”, „cynikami” i „ekstremą”.

Prezydent Macron podkreślił w wywiadzie dla CNN, że wierzy w demokrację, ale demokracja nie znajduje się na ulicach. "Szanuję tych, którzy protestują, ale szanuję także francuskich wyborców, a oni głosowali za zmianami" - powiedział Macron.

Panie Prezydencie, proponuje zapoznać się z historią Francji, to właśnie ulica zawsze miała decydujące zdanie

- podsumował przywódca lewicowego ruchu politycznego.

Komentatorka francuskiej stacji telewizyjnej LCI Audrey Crespo-Mara zauważyła, że warto zwrócić uwagę na obecność w pochodzie Benoit Hamona, eurodeputowanego Partii Socjalistycznej, kandydata w wyborach prezydenckich w 2017 roku. Jej zdaniem obecność tego polityka w manifestacji ma wymiar „symbolicznej jedności opozycji".

Przywódczyni nacjonalistycznego Frontu Narodowego Marine Le Pen zapytana we francuskiej rozgłośni radiowej RTL, czy „Melenchon jest główną opozycją wobec Macrona", odpowiedziała: „Melenchon może być opozycją. My (Front Narodowy) nie chcemy być opozycją, chcemy być alternatywą".

Macron podpisał w piątek w obecności mediów reformę kodeksu pracy. Ta reforma to jeden z jego priorytetów. "Zmiana kodeksu pracy ma przyczynić się do zwiększenia zatrudnienia i konkurencyjności Francji" - powiedział prezydent po podpisaniu dokumentu.

Reforma kodeksu pracy opiera się na pięciu dekretach. Ma uelastycznić warunki płacy i pracy zwłaszcza w małych i średnich przedsiębiorstwach, by skłonić właścicieli do zatrudniania nowych pracowników. Ogranicza odszkodowania za zwolnienia, skraca terminy na złożenie skarg do sądów pracy i dopuszcza negocjowanie warunków zatrudnienia w firmach do 50 pracowników bez udziału związków zawodowych.

To nie koniec protestów. W najbliższy poniedziałek kierowcy TIR-ów zamierzają zablokować główne drogi w kraju.

Przez dekady kolejne prawicowe i lewicowe francuskie rządy próbowały zreformować prawo pracy, ale często pod naciskiem ulicznych protestów łagodziły wprowadzane zmiany.

Źródło: PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl