Sąd uznał, że jedyną osobą odpowiedzialną za tragiczny wypadek jest sama ofiara i że było to klasyczne wtargnięcie pieszego na jezdnię, z dala od przejścia. Kierowca nie miał żadnych szans, aby uniknąć tego zdarzenia. Jednak w opinii oskarżycieli winnym zdarzenia był kierowca policyjnego radiowozu, który nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze.
Prokurator ważąc winę obu stron zażądał dla oskarżonego policjanta najniższej kary, pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Chodziło również o to, że kibic w chwili potrącenia był pijany i wszedł na jezdnię za przejściem dla pieszych.
Obrońca policjanta mecenas Witold Majchrzak zapewniał, że nie ma żadnej winy w zdarzeniu jego klienta. – Gdyby biegli od początku dostrzegli rzeczywistą wersję zdarzenia, to tej rozprawy przed sądem by nie było – mówił mecenas Majchrzak podczas mowy końcowej. Zwrócił uwagę na zeznania świadków, które wskazywały, że widok policjantowi zasłoniła taksówka. Nie był on więc w stanie dostrzec wbiegającego na jezdnię mężczyzny. Sąd wyrok ogłosił dokładnie w rocznicę tragicznego wydarzenia.