Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Człowiek Laska w... Singapurze. Opowiadał jak "wyjaśniali" przyczyny katastrofy smoleńskiej

Piotr Lipiec, dawniej członek komisji Millera, a obecnie należący do ekipy Macieja Laska, pojechał do Singapuru, aby wziąć udział w konferencji specjalistów zajmujących się "czarnymi skrzynkam

Autor:

Piotr Lipiec, dawniej członek komisji Millera, a obecnie należący do ekipy Macieja Laska, pojechał do Singapuru, aby wziąć udział w konferencji specjalistów zajmujących się "czarnymi skrzynkami". Opowiadał tam ekspertom z całego świata, w jaki sposób rządowy zespół wyjaśniał przyczyny katastrofy smoleńskiej. - To jakaś kpina? - pyta zdumiony mecenas Stefan Hambura, pełnomocnik części rodzin smoleńskich.

O konferencji w Singapurze poinformowano na oficjalnej stronie internetowej zespołu (finansowanego przez rząd) Macieja Laska. Już tytuł krótkiej notatki zaskakuje "Metody badania katastrofy smoleńskiej przedstawione na międzynarodowej konferencji", ale treść jest jeszcze ciekawsza.

Wynika z niej, że na konferencji specjalistów, "zajmujących się odczytami rejestratorów w komisjach badania wypadków lotniczych z całego świata, zorganizowaną w tym roku w dniach 12-14.08.2014 przez komisję AAIB Singapuru", pojawili się członkowie NTSB z USA, TSB z Kanady, BEA z Francji, BFU z Niemiec, ATSB z Australii, DSB z Holandii, CAD z Hong Kongu, IAC z Rosji, JTSB z Japonii, NTSC z Indonezji, ASC z Tajwanu. 

W tym gronie był również przedstawiciel PKBWL z Polski. Konkretnie Piotr Lipiec, który należał do członków komisji Millera, a obecnie współpracuje z Maciejem Laskiem, kierującym zespołem opłacanym przez Donalda Tuska i lansującym tezy m.in. o "pancernej brzozie".

Lipiec "zaprezentował podczas spotkania doświadczenia zdobyte przy badaniu wypadku samolotu Tu-154M nr 101. Zebranym specjalistom zostały przedstawione zagadnienia odczytu urządzeń TAWS i FMS oraz ich korelacja z zapisami innych rejestratorów pokładowych. Przedstawiona na zakończenie prezentacji przyczyna wypadku oraz zgromadzone podczas jego badania wnioski nie budziły żadnych wątpliwości co faktu, że był to kolejny wypadek lotniczy typu CFIT – zderzenie z przeszkodami terenowymi w locie sterownym, sprawnym samolotem" - czytamy na stronie zespołu Laska.

Treścią notatki zdumiony jest mecenas Hambura.



O tym, jak rządowi biegli urządzenie urządzenie TAWS z Tupolewa, informowaliśmy niejednokrotnie. Już w ubiegłym roku „Gazeta Polska” opisała ustalenia ekspertów smoleńskiego zespołu parlamentarnego. Odkryli oni, że analiza przebiegu dwóch sekund lotu Tu-154 – kluczowych dla ustalenia przyczyn katastrofy – powstała na podstawie wybrakowanej kopii rejestratora parametrów lotu, którą sporządzono w Rosji w nieznanych okolicznościach.

Jak do tego doszło? Okazuje się, że biegli pracujący dla komisji Millera i prokuratury wojskowej uzupełnili niekompletny zapis rejestratora ATM-QAR (czyli z tzw. polskiej czarnej skrzynki zapisującej parametry lotu) dwusekundowym fragmentem kopii innego rejestratora tupolewa (MSRP-64M-5). Zabieg ten zakrawał na fałszerstwo, gdyż po pierwsze: wykorzystana do uzupełnienia kopia zawierała błędy (co stwierdzili sami biegli), po drugie: wykonana ona została przez Rosjan bez udziału i nadzoru strony polskiej, wreszcie po trzecie: zastosowana do uzupełnienia rosyjska kopia we fragmencie, który zastosowano w Polsce, nie została zweryfikowana w zakresie wiarygodności!

Co więcej, przy uzupełnianiu zapisu skrzynki ATM-QAR biegli – nie wiedzieć czemu – wycięli z niego ostatnie pół sekundy. Dziwnym zbiegiem okoliczności fragment ten zawierał niezwykle ważne informacje dotyczące przyczyn katastrofy. Chodzi o dane wiążące się z ostatnim alarmem TAWS (system ostrzegania przed zbliżaniem się do ziemi), zwanym też TAWS 38.

W sekundzie, w której miał miejsce zagadkowy TAWS 38, część urządzeń samolotu zaczęła działać niewłaściwie (wiadomo o tym z wykresów sporządzonych przez polskich biegłych). Tzw. polska czarna skrzynka ATM-QAR zawierała dokładne zapisy funkcjonowania poszczególnych urządzeń i elementów samolotu w tym kluczowym momencie. Dlaczego więc biegli już po jej zbadaniu wycięli pół sekundy tego zapisu, zastępując go fragmentem z niezweryfikowanej rosyjskiej kopii innego rejestratora?

Po manipulacji, jakiej dokonali biegli odczytujący skrzynkę ATM-QAR, dane te – mogące być kluczem do ustalenia przyczyn katastrofy – zostały utracone na rzecz rosyjskich zapisów niewiadomego pochodzenia.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl,Gazeta Polska,faktysmolensk.gov.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej