niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
5 grudnia 2016

Przełomowy artykuł o Smoleńsku w duńskiej prasie. Inżynier odrzuca rządowe wyjaśnienia

Dodano: 25.02.2014 [07:42]
Przełomowy artykuł o Smoleńsku w duńskiej prasie. Inżynier odrzuca rządowe wyjaśnienia - niezalezna.pl
foto: Tomasz Hamrat/Gazeta Polska
W duńskiej gazecie „Ingeniøren” ukazał się artykuł prezentujący wyniki badań inż. Glenna Jørgensena. Polskie tłumaczenie tekstu na swojej stronie internetowej zamieścił Zespół Parlamentarny Ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r. W opublikowanym na łamach duńskiej gazety artykule Jørgensen jednoznacznie stwierdza, że „brzoza nie mogła być przyczyną katastrofy polskiego samolotu z prezydentem na pokładzie, cztery lata temu, podczas lądowania w Rosji”.

Z tekstu opublikowanego na łamach „Ingeniøren” wynika, że zachęcony do odnalezienia prawdziwego wytłumaczenia przyczyn katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku, Duńczyk mgr inż. Glenn Jørgensen brał udział w konferencjach, związanych z tematyką tej katastrofy, prowadził dyskusje z czołowymi polskimi ekspertami badającymi tę katastrofę oraz pod koniec stycznia zaprezentował swój raport i odpowiadał na pytania na posiedzeniu Sejmowej Komisji Parlamentarnej wyjaśniającej przyczyny katastrofy.



- Jego praca spowodowała wielkie poruszenie, gdyż wyniki popierają hipotezę, że katastrofa nie była zwykłym wypadkiem, ale zamachem – czytamy na łamach duńskiej gazety.

Sam Jørgensen w rozmowie z „Ingeniøren” podkreśla, że jego analiza nie pokazuje co spowodowało katastrofę, tylko udowadnia że powody były inne, niż te opisane w raporcie komisji MAK. Duński inżynier przyznaje również, że nie odrzuca jednak możliwości zamachu i spisku.

- Jeżeli ja miałbym za zadanie dokonać ataku na samolot tak aby wyglądał jak najzwyklejszy wypadek, to użyłbym ładunków wybuchowych na niskiej wysokości – mówi w rozmowie z „Ingeniøren” Glenn Jørgensen.

W dalszej części tekstu pojawia się streszczenie wyjaśnień zawartych w raporcie MAK oraz w rządowym, polskim raporcie opublikowanym w lipcu 2011 roku, który obciążył częściową odpowiedzialnością rosyjskich kontrolerów lotu, ale zaakceptował powód katastrofy jakim miała być brzoza i błąd pilotów.

- Wielu Polaków podejrzewa, że odpowiedzialność Rosji za ten wypadek jest znacznie większa. Takie spojrzenie jest również podzielane przez prof. Wiesława Biniendę z Uniwersytetu w Akron USA, który jest redaktorem naczelnym lotniczego pisma naukowego „Journal of Aerospace Engineering”. Jego obliczenia pokazały, że gdyby doszło do kontaktu lewego skrzydła z brzozą, to skrzydło przecięło by brzozę jak nóż, a uszkodzenie skrzydła byłoby nieznaczne. Jego obliczenia pokazały również, że gdyby nawet końcówka skrzydła urwała się na wysokości 5 metrów, to musiałaby ona uderzyć w ziemię 12 metrów dalej. W rzeczywistości końcówka skrzydła została znaleziona 111 metrów za brzozą – czytamy na łamach „Ingeniøren”.

Zainteresowany badaniami Glenn Jørgensen dokładnie przeanalizował dane i wnioski z raportu MAK i dokonał wyliczeń używając praw aerodynamiki. Zakupił również zdjęcia satelitarne pokazujące ślady na ziemi spowodowane tą katastrofą. Jak podkreśla duńska gazeta, po około 500 godzinach pracy zgodził się z wnioskami prof. Biniendy, że wskazywanie na brzozę jako przyczynę katastrofy jest błędne.

- Glenn Jørgensen dobitnie mówi, że instrumenty samolotu zanotowały dwukrotnie momenty utraty siły nośnej. To wskazuje, że na wysokości około 30 metrów ponad ziemią, najpierw urwała się 5,5 metrowa końcówka skrzydła, a następnie musiało oderwać się dodatkowo od 3 do 5 metrów skrzydła – czytamy na łamach duńskiej gazety.

- Tylko te założenia związane z dodatkową utratą skrzydła są spójne z danymi zarejestrowanymi w czarnych skrzynkach i ze śladami na ziemi – dodaje w rozmowie z „Ingeniøren” Jørgensen.

Duńska prasa zainteresowała się również motywami, dla których Jørgensen zaczął badać przyczyny katastrofy smoleńskiej.

- Moja żona pytała mnie o to samo. Odpowiadam.  Kiedy jesteś świadkiem wypadku drogowego, przy którym są już ratownicy, którzy pomagają, to jedziesz dalej. Kiedy jednak widzisz, że ratujący swoim postępowaniem tylko pogarszają sytuację, z pewnością się zatrzymasz, aby zrobić to co powinno się zrobić – tłumaczy na łamach gazety Glenn Jørgensen.

Duńska gazeta „Ingeniøren” przytacza również informacje o sporze pomiędzy Glennem Jørgensenem a „czołowym ekspertem rządu Donalda Tuska, w dziedzinie wypadków lotniczych”, prof. Grzegorzem Kowaleczko z Wojskowej Akademii Technicznej, który nie zgadza się z Duńczykiem. Opublikował on nawet w grudniu 2013 roku swój raport odrzucający wyniki analizy Glenna Jorgensena.

- Obliczenia Kowaleczki pokazały jednak, że samolot powinien lecieć 11 metrów nad brzozą, gdyby założyć, że musi uderzyć w ziemię w miejscu gdzie rzeczywiście uderzył. Oficjalnie krytykuje mnie, ale  pytania jakie  zadawał odnośnie mojego raportu mówią mi, że moja analiza jest na właściwym tropie – stwierdza Jørgensen.

Gazeta „Ingeniøren” zwróciła się e-mailowo do Grzegorza Kowaleczki o jego komentarz, ale jak na razie nie uzyskano od niego odpowiedzi. Z kolei Glenn Jørgensen wyraża nadzieję, że będzie w najbliższym czasie możliwe zorganizowanie nowej konferencji na temat tej katastrofy, może w Danii, gdzie wszyscy eksperci będą mogli się spotkać na równych prawach.

Pełna treść artykułu Glenna Jørgensena z użytymi w duńskiej prasie grafikami dostępna jest TUTAJ.
POLECANE WIDEO
Opinie użytkowników
Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl